Tymon
Canon EOS 6D, 35mm F1.4 DG HSM | Art 012
[EN] Here’s a portrait of Tymonek. Tymonek is the proud new owner of our second dog.
Yes — we now have a second four-legged friend. The decision had been in the making for a while.
We noticed that Miki, our first dog, didn’t cope well with being alone. He’s a clingy pup — happiest when someone is close by. Our daughter had been dreaming of another dog. She said she’d start saving up. And she did. We chipped in.
Then one day, I saw a post. Puppies up for adoption — some lowlife had abandoned them in the woods. No trace of responsibility. No trace of conscience.
Luckily, kind people found them. Photos were taken. The story was shared. I saw one of the pictures and thought: this is no coincidence.
I talked to my wife, and the next evening — the dog was with us.
Miki… well. At first: jealousy. Distrust. He wouldn’t come near. Tucked tail. And I have to admit — his timidity still surprises me. I don’t know if it’s his breed, or something from before — he came to us at seven months old.
But once the fear faded, things took off. Playtime. Chase games. A silent understanding.
The new pup — black as night — was named Perun. He looks a bit like a labrador, but his paws are massive — no doubt, he’s going to be a big dog. He’ll probably outgrow Miki soon enough.
Maybe it’s a touch of madness, but now we have two dogs. And three kids who are absolutely thrilled about it.
And honestly — that’s what matters most.
[PL] Oto portret Tymonka. Tymonek jest świeżo upieczonym właścicielem naszego nowego psa.
Tak — mamy drugiego czworonoga. Decyzja zapadła już jakiś czas temu.
Widzieliśmy, że Miki, nasz pierwszy pies, bardzo źle znosi samotność. To pies-przylepa, który najlepiej czuje się wtedy, gdy ktoś jest obok. Córka mocno pragnęła drugiego psa. Powiedziała, że będzie zbierać. Zaczęła. A my zaczęliśmy jej dokładać.
Aż pewnego dnia zobaczyłem ogłoszenie. Szczeniaki do oddania — bo jakiś zwyrol wywiózł je do lasu i porzucił. Bez cienia odpowiedzialności. Bez śladu sumienia.
Na szczęście znalazły je dobre ręce. Zrobiono zdjęcia. Udostępniono informację. Zobaczyłem jedno z tych zdjęć i pomyślałem: to nie przypadek.
Skonsultowałem się z żoną, a następnego dnia wieczorem — pies był już z nami.
Miki... cóż. Najpierw zazdrość. Nieufność. Bał się podejść. Ogon pod siebie. I muszę przyznać — jego strachliwość wciąż mnie zadziwia. Nie wiem, czy to cecha rasy, czy efekt wcześniejszych doświadczeń — trafił do nas, gdy miał już 7 miesięcy.
Ale po przełamaniu pierwszego lęku ruszyło z miejsca. Zabawa. Gonitwy. Porozumienie.
Nowy pies — czarny jak smoła — dostał imię Perun. Wygląda nieco labradorowato, ale ma masywne łapy, które nie pozostawiają wątpliwości: to będzie duży pies. Prawdopodobnie prędko przerośnie Mikiego.
Może to odrobina szaleństwa, ale mamy teraz dwa psy. I trójkę dzieci, które są z tego powodu naprawdę szczęśliwe.
I to się liczy najbardziej.



















