12. Kraków. Cienie wczorajszego dnia
Wczoraj miasto oddychało naszym krokiem,
a twoja dłoń znalazła moją
Nie na chwilę, nie w żart,
ale w długim, milczącym marszu
że twoje palce splatają się z moimi
tak naturalnie, jakbyśmy znali ten ruch od zawsze,
od zawsze szli tą samą drogą,
choć przecież nie jesteśmy „my”.
inni patrzą i nic nie mówią,
może już się przyzwyczaili,
a może wcale nie ma czego rozumieć.
której nie mam z nikim innym.
jakby granice były ruchome,
nie jesteś dla mnie kochankiem,
cieniem, który chodzi obok mnie,
czasem wyprzedza, czasem się cofa,
śmiejesz się, dotykasz, szukasz mnie w tłumie,
i choć wiem, że to tylko momenty,
że nie należą do żadnej z naszych historii,
przyjmuję je jak znak, że istnieję
przywykłam do tego tańca bez granic,
do ciszy, która nie wymaga słów.
to dziwne — a jednak wcale nie dziwi.