Przyłożyłem kubek do ust, przymykając powieki.
Pierwszy łyk - jego spojrzenie. Znajoma głębia czarnych tęczówek. To dla jego spojrzenia padłam?
Drugi łyk - jego dotyk. Rozgrzana skóra na moim ciele. To dla tego dotyku się poddałam?
Trzeci łyk - jego zapach. Mieszanka wody kolońskiej, dymu z często palonych papierosów i miętowej gumy do żucia. To dla tego zapachu zaryzykowałam?
Czwarty łyk - jego głos. Zachrypnięty, cierpki bas, którym grał tak, abym tańczyła, jak chciał. To dla tego dźwięku kusiłam los?
Piąty łyk - on. On cały. W każdym calu taki wyniosły, zimny, kapryśny. Zmienny i tajemniczy, ale przy tym przesadnie pewny swego.
Nie grał, bo wiedział, że i tak wygra. I wygrywał. Wygrywał wszystko, podczas gdy ja przegrywałam siebie.
To dla niego się rujnowałam?



















