Brie - Mamy czas, który możemy poświęcić sobie i tylko sobie.
Nat - to brzmi jak przysięga małżeńska.

seen from United States
seen from United States

seen from Italy
seen from United Kingdom
seen from Netherlands
seen from China

seen from United States

seen from Türkiye
seen from Mexico
seen from United States

seen from Germany

seen from United States

seen from Germany

seen from Bulgaria
seen from United Kingdom

seen from Germany
seen from United States
seen from China

seen from United States

seen from Germany
Brie - Mamy czas, który możemy poświęcić sobie i tylko sobie.
Nat - to brzmi jak przysięga małżeńska.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Widzę jak Nat bardzo nienawidzi ludzi teraz. Jestem z niego dumny bo przejechał pierwszy raz od lat obok domu byłej bez lęku. W obie strony. To co sobie mówi w myślach też potwierdza, że sobie poradzi. Siedziałem z nim trochę na ławce i paliłem.
Jacob niezbyt się czuje przez informacje o Lio. Brandon też miał załamanie z powodu swojego syna, ale już im lepiej. Poszli na przejażdżkę z Johnem i bawili się na moście w hs robiąc selfie i nie tylko. Hakan i Jacob teraz pewnie zajmą się komputerem w head space jak niegdyś Monty z pomocą Lu. Jacob radzi sobie z tym lepiej, ale boję się, że odejdzie...
Jack pojechał z Zuz rowerami do lasu. Mieli tam piknik.
Ja tłukłem się zaś z Natem (ćwiczyliśmy). Zuz z Jackiem wbiegli dając nam wianki na głowę i Alberta też zaprosiliśmy potańczyć.
Byliśmy po zakupy i Z. zgarnęła dwie pary tanich butów. Jedne na lato a drugie na jesień. Sama zrobiła całe ciężkie zakupy poza zapłaceniem i jeszcze zamówiła obiad i zjadła. Nie dajemy rady już w tym sklepie jednak - overstimulated - plus to jak byliśmy ubrani zapewne. Autyzm boli. Nat pierwszy raz w życiu stwierdził, że dobrze iż nie mamy dziecka bo tym razem byśmy sobie nie poradzili.
Nat dał mi różę-lilię-tulipan i niósł mnie na rękach. Uroczy <3
Vivi odsypiał kilka godzin. Martwię się.
Coś wczoraj krążyło po pokoju Johna bo chyba chce go wywalić z systemu. Pociągnęło za ogonek Alberta. Siedzieliśmy tam wszyscy do późna. Próbowało też podnieść kota. Zderzyło się z Johnem, ale nie wiem czy miało złe zamiary i co to było. Zuz miała rację, że nikt nie powstał jednak. Nie ma chyba ku temu powodów mimo mojej utraty pamięci co do crusha na chwilę. Znów nachodzą nas jednak intruzywne myśli, że powinno nas nie być. Czy w końcu nikt nie zostanie a jeśli ktoś to kto? Czy wszyscy?...
Brie
Nie powinienem tego pisać zapewne, ale...
Nie lubię kiedy ktoś mówi, że nic dla mnie nie znaczyło coś.
Wiem, że nikt nigdy mnie nie zrozumie i nie musi. Już nie będę tłumaczyć a jednak... co właśnie robię? Trochę wyjaśniam.
Bo znaczyło to dla mnie bardzo dużo.
Znów pamiętam ten moment kiedy ex powiedziała - zaręczyliście się tak szybko bo nic dla was tamten pierścionek nie znaczył - nie masz pojęcia co czułem, czemu coś zrobiłem, co myślałem. Jak było w trakcie relacji ani jak po. Może wiele mówię i piszę publicznie, ale nie jesteś w moim umyśle by to wiedzieć. By widzieć jak cierpię. Jak bardzo zależało. Co było prawdą.
To, że w czymś się oszukuję nie znaczy, że we wszystkim i że kłamię. Owszem - wmawiam sobie, że dam radę, ale to nie to samo co wmawianie sobie uczucia. Czasem chcę widzieć w kimś dobro zamiast rzeczywistości. Czasami wierzę zbyt mocno w swoje możliwości. Bywa, że mam nadzieję na coś co się nie udaje, ale to nie oznacza, że wymazuje to wszystko co mówiłem a przede wszystkim to co miałem w sercu. Może mnie ktoś nienawidzić, ale nie znoszę tego, że ktoś powątpiewa w każde moje słowo. Bo choć nie poradziłem sobie z akceptacją pewnych rzeczy czy z własną traumą a nawet to, że do kogoś nie pasowałem nie sprawiło, że nie kochałem. Nie sprawiło, że nie próbowałem. Nie sprawiło, że nie walczyłem. Nie sprawiło, że się nie starałem. Bo mi zależało. I choć czasem się mylę. Chociaż czasem stawiam kogoś ponad siebie i patrzę przez różowe okulary. To nie to samo co łgać we wszystkim.
Ja i tak często wątpię w to co mam w głowie. Sprawdzam wszystko. Overthinking for life. A jednak okazuje się, że jest inaczej. Nie robię tego specjalnie by kogoś krzywdzić. Dlatego wolę się odsunąć od ludzi bo nie wiem już czasem co jest realne. Jakkolwiek kiedy boli mnie to i płaczę to pewne rzeczy wiem. Wspominam i tęsknię, ale to nie ma znaczenia bo nie wszystko jestem w stanie naprawić, zmienić, uratować. Czasem coś się kończy zanim się zaczęło.
Żałuję, że tak mam - że ludzi gloryfikuję. Przymykam oko. Zajeżdżam się by przy kimś być. Męczę dla wyższego dobra. Przemilczam to co uważam za nieistotne aż narasta do granic niemożliwości. Szukam zalet uważając, że nikt nie jest idealny. Akceptuję przegięcia. Sądzę, że sobie poradzę. Przywiązuję się więc nie umiem odpuścić. Że coś minie i będzie lepiej. Że to jednorazowo, przypadek, błąd. Ale to się gromadzi i mnie przytłacza. Nie mogę pozwolić by tak było zbyt długo bo znów źle się to dla mnie skończy. Ale nie będę skrajnie patrzeć na sytuację jak niektórzy - widzę zbyt wiele szarości w tym. Szkoda, że Robert zabrał mi pamięć a nie chcę czytać ostatnich wiadomości, ale wiem, że mu pokazały iż to nie jest dla nas. Nie wiem dokładnie czemu, ale było widać, że pewne rzeczy o nas do nikogo nie dotrą. Że mijamy się w dyskusji.
Nie chciałem psuć wyjazdu, ale nie mogę dać sobie zginąć. Miałem stawiać na siebie i to robię. Wreszcie. Ale to nie znaczy, że to dla mnie proste. Nigdy nie było skoro wolałem umierać niż odejść. A skoro ktoś uważa, że moja śmierć nie ma znaczenia to cóż mogę więcej rzec? Dla kogoś to kolejny raz pozwolić na zwykłą rozmowę a dla mnie to utrata Zuz albo gwałt. Także rozumiem, że ktoś chyba stawiał związek ponad moje dobro znów. Czekać aż przestanę być ścigany z bronią po head space? Czekać aż wytrąci mi się kolejne parę splitów? Czekać aż minie mi kolejny atak? Nie ma sprawy - co to było, prawda? Nic takiego. W końcu to tylko wyobraźnia. Przepraszam więc, że tym razem zareagowałem szybciej niż kiedyś zanim straciłem połowę systemu a ci co zostali chodzili z bliznami bojąc się własnego cienia kiedy nadal musieliśmy funkcjonować w domu. Wiem, że jest czas prosić by ktoś został, ale jest też czas by dać komuś odejść.
Moja podświadomość dawała mi znaki. To, że ktoś chce wspiąć się na wysoką górę bo podoba mu się widok i lubi wspinaczki więc ignoruje zadyszkę sądząc, że niedaleko i czuje się dobrze a potem prawie mdleje i schodzi na dół nie jest oznaką, że nie kocha gór. Po prostu było mu za dużo mimo piękna wokół i przyjemności czy liczby kroków jakie wykonał by uzyskać cel. Gdyby mógł - szedłby dalej bo nikt mu nie kazał tylko pragnął tego, ale musi sobie w końcu powiedzieć dość albo znajdą go martwego ratownicy. Na pewno bardzo mu przykro, ale czasem trzeba podjąć trudne decyzje i zawahał się nie raz czy za chwilę nie będzie na szczycie albo droga stanie się prostsza, ale już zdążył sobie zedrzeć buty i za mało wziął na drogę wody a potem prawie spadł. Zaczął siebie nienawidzić, że jest zbyt słaby. Nic złego w tym, że uznał iż nie tylko nie jest gotów co po prostu go na to nie będzie nigdy stać. Może sobie podziwiać coś z daleka, ale nie zbliży się już bo go to zniszczy.
Możecie mi mówić, że nie miałem racji. Że się pomyliłem co do kogoś. Że stawiałem zamiary ponad siły bo często tak robię. Że źle widziałem ogół sytuacji zanim stała się aż tak ciężka. Ale nigdy przenigdy nie mówcie mi, że mi nie zależało. Moje zachowania wobec kogoś wówczas miały dla mnie znaczenie nawet jeśli coś się zmieniło i do mnie coś dotarło. Gdybym wiedział wcześniej nie zrobiłbym wielu rzeczy by nie skrzywdzić siebie i kogoś, ale nie da się wiedzieć bez próbowania.
Brie
Dziwnie jest już nie odzywać się do nikogo, ale zarazem ulga.
Jak to mówimy - ta osoba była jedyną dobrą niedoszłą/ex.
Staram się wspierać Brie bo jest w złym stanie choć się winię za to wszystko. On uważa, że tak musiało być nie tylko dla mojego dobra. To nie mogło się udać.
Teraz już zarządziliśmy, że nie tylko nie będziemy wchodzić w relacje, ale nie chcemy mieć nawet znajomych. Tak jest bezpieczniej. Poza tym podejrzewamy, że znów poszliśmy w aseksualizm i aromantyczność a raczej repulsję na froncie/w realu więc nic z tego by nie wyszło. Czasami mijała, ale nie chcę by minęła. Osobiście wolałabym być już na zawsze sama. Nie dajemy sobie w związku rady z wielu powodów. Nie pasujemy. Ja często jestem nieakceptowalna czy niewystarczająca. Jest za trudno. Zbyt stresująco. Kończy się traumą. Nie chcemy nikogo zwodzić a więc nie możemy mu dawać szans bo to jego też krzywdzi. Nie zmienimy się. Wiecznie tak samo stawiamy kogoś ponad siebie czy wmawiamy sobie, że jest dobrze. Tak nie może być. Zwykle albo ja wybieram kogoś dla dobra chłopaków albo oni dla mnie a tak na serio jest nam wszystkim źle.
Miałam tego nie pisać, ale jak dziś poszła piosenka to każdy z nas myślał o kim innym. Nie o jednej osobie. O tych, których najbardziej kochaliśmy nawet jak nie było za co. To głupie. Chciałabym żeby było inaczej. Nie wspominać kogoś kto był okropny bo najmocniej się przywiązałam czy za długo w czymś tkwiliśmy bądź pokładaliśmy zbyt wiele nadziei. To nie tak, że to oznaczało iż ktoś był lepszy od pozostałych - wręcz przeciwnie nieraz. Nigdy nie byłam w stanie zrozumieć czemu wolałam M. od S. chociażby, ale widocznie serce logicznie nie wybiera. Było coś co nas gdzieś ciągnęło choćby nas rujnowało.
A potem odpakowałam figurki Lucky three bo tylko na to mnie stać i... jeden wygląda jak tamten Zimomo. Ten, którego chłopaki tak lubili. No i się popłakałam. Teraz stoi na ich półce razem z drugą figurką z tej serii choć tak odmienną. Nic mi nie wychodzi...
10 lat nie chciałam żeby ktoś mnie kochał. Było mi dobrze samej. Teraz nie umiemy wrócić do tego okresu bo też jest nas więcej. Chciałam by chłopaki mogli kochać i być kochani. Sama chciałam być kochana, ale to niemożliwe. Ja też może nie umiem już kochać. Jakkolwiek wiem, że często kochaliśmy to co robimy dla i przy innych a nie kogoś tak na serio. Bo to my budowaliśmy miłość jak to mówimy. My się o kogoś staraliśmy a nie ktoś o nas najczęściej. My byliśmy fajni. I nadal będziemy między sobą czy w samotności.
Szukałam dla Brie misia z serduszkiem bo chciał kiedyś. Dziś przypadkiem w pudełku wylosowałam konika morskiego i powiedział, że chce bo miś za bardzo przypominałby mu kogoś kogo kochał. Mam nadzieję, że mówi prawdę a nie stara się być mniejszym problemem czy coś.
host
a mieliśmy dziś robić wieczorek dla Zuz za to jak sobie dziś poradziła z rodzicami i w ogóle za jej zasługi jak dotąd...
a teraz mówi, że już nigdy więcej nie chce rozmawiać z Brie bo mu coś zjebała kiedy on mówi, że robi to dla nas wszystkich ehh
Vivi

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Brie i Jacob piją
dekret upadł...
Vivi
Brie w kuchni wczoraj widząc upieczony przez mamę chleb <wystawia obie dłonie nad połówki bochenka, które odstają u góry niczym dupka jakby je błogosławiąc> - ... BUTT
Zuz -
Brie crying all the time...