Wierzysz w Boga? Jeśli tak - dlaczego? Jeśli nie - dlaczego?
Wierzę w Boga, staram się co niedzielę iść do kościoła i staram się przestrzegać prostej zasady: „bądź dobrym człowiekiem”. Nigdy nie poddawałam w wątpliwość swojej wiary i tego, czy w ogóle warto wierzyć, choć to pytanie lata temu zadał pewien filozof, Pascal. Stworzył twierdzenie, wedle którego:
„Człowiek może wierzyć lub nie wierzyć w istnienie Boga. Jeśli wierzy, to traci życie doczesne (na rzecz modlitw i czynienia dobra) i otrzymuje życie wieczne. Jeśli nie wierzy, to zatrzymuje życie doczesne i traci życie wieczne. Pascal wywnioskował, że wiara bardziej się opłaca, ponieważ ryzykujemy tylko czas życia, który jest zazwyczaj krótki, a nagrodą może być życie wieczne.”
Oczywiście, moja wiara nie opiera się na zimnej kalkulacji, ale na obserwacji. Opowiem moją osobistą historię z ostatnich trzech miesięcy. Od dłuższego czasu cierpiałam na, mogłabym to nazwać, depresję. Nie potrafiłam pozbierać się do kupy i zrobić to, co zrobić miałam, czyli obronić studia. Ostatkami sił pozdawałam egzaminy, ale pozostawiłam na daleki koniec trzy zaliczenia. Odkładałam to i odkładałam, tydzień po tygodniu. Aż dostałam list, że rozpoczęto procedurę skreślenia z listy studentów. Czas się skończył. Na szybko zaczęłam zdawać, udało mi się oddać dwie prace i uzyskać zaliczenie (przy czym wyjątkowo panie profesor zgodziły się wpisanie w tym samym dniu oceny). Niestety, z trzecim zaliczeniem szło mi znacznie gorzej, znów ją odkładałam i odkładałam. Dostałam drugi list, że zostałam skreślona, i mam dwa tygodnie na odwołanie. Dwa tygodnie na zdanie i doniesienie indeksu. Profesor mógł mnie nie przyjąć; mógł mi nie dać zaliczenia, bo nie powiem, że byłam przygotowana znakomicie. Jednakże otrzymałam wpis. Uszczęśliwiona pognałam do dziekanatu, oddałam indeks z wyjaśnieniami i byłam pewna, że po sprawie. Niestety, okazało się, że jeden profesor źle wpisał ocenę i muszę ją poprawić; co więcej, profesor widmo, pojawiający się na uczelni trzy do czterech razy w ciągu semestru.Poniedziałek i wtorek przepadły, środa dziekanat nieczynny. I we wtorek dzwoni do mnie Pani z dziekanatu, że ona nie wie co teraz zrobić, bo powinna skreślić mnie definitywnie. Obiecałam, że w czwartek doniosę indeks z poprawioną oceną. Zaczęłam sprawdzać i okazało się, że profesor jest na uczelni tylko w poniedziałki i wtorki, przy czym „jest” to mocne słowo. Teoretycznie, było po sprawie. Już szykowałam się mentalnie na wycieczkę do pani pro-dziekan, na płacz i błaganie. Tak się nie stało, bo profesor od wpisu odezwał się do mnie w środę rano. Mogłam pozyskać wpis we środę o godzinie 17. Zgodziłam się jak nic, ale problem natury innej: indeks nadal znajdował się w dziekanacie, a dziekanat w środy nieczynny. Drzwi zamknięte, stałam zestresowana pod nimi. Co robić? Na szczęście, dziekanat obok z innego kierunku był otwarty, a dziekanaty są wewnętrznie połączone. Wparowałam do środka i powiedziałam jak sprawa wygląda; panie pokręciły nosami, coś tam poburczały, że dzisiaj nieczynne, ale udało mi się dostać indeks. Profesor trzykrotnie do mnie dzwonił odwołać spotkanie i wpis; trzykrotnie sam zmieniał zdanie, wiedząc, jak ważna to dla mnie sprawa i jak daleko mieszkam od Katowic. Wpis otrzymałam, chyba cudem, indeks oddałam, a w zeszły piątek zwrócono mi indeks i podbitą legitymację. Niby zwykła historia, ale opowiadam ją na szybko i pomijam wiele szczegółów. Najbardziej niezwykłe jest to, że przy tej całości wszyscy tak bardzo poszli mi na rękę, tak bardzo mi odpuścili. Profesor, który jednak przyjechał, mimo choroby. Wcześniej panie z dziekanatu, które oddały mi indeks, mimo że nie miały takiego obowiązku. Jeszcze wcześniej profesor, który bez większych ceregieli wpisał mi ocenę, choć nie odpowiedziałam śpiewająco. Było jeszcze więcej takich zbiegów okoliczności, tyle, że dla mnie to nie były zbiegi okoliczności. Nie wierzę w nie. Możesz to nazwać jak chcesz: szczęściem, przeznaczeniem, karmą. Dla mnie to była obecność kogoś więcej, kto życzył mi, by mi się udało. Co więcej, rozejrzyj się. Spójrz na świat, który Cię otacza i powiedz: chcesz wierzyć, że jest to efekt przypadku? Że wielki wybuch był tylko przypadkiem, i przez przypadek żyjemy my - ludzkość? Że przypadkiem jest to, że Ty napisałeś to pytanie a ja na nie odpowiadam? Bo ja nie chcę myśleć, że to przypadek. Myślę, że to coś więcej, coś, czego nie jesteśmy w stanie pojąć.













