Dzisiaj pierwsze tango z koką

if i look back, i am lost
Not today Justin
we're not kids anymore.
Game of Thrones Daily
$LAYYYTER

ellievsbear
cherry valley forever

Discoholic 🪩
todays bird
h

Kiana Khansmith
Sade Olutola
Acquired Stardust

PR's Tumblrdome
Sweet Seals For You, Always
trying on a metaphor

Love Begins
"I'm Dorothy Gale from Kansas"
i don't do bad sauce passes
seen from United States

seen from United States
seen from Croatia
seen from Türkiye
seen from United States
seen from Germany
seen from United States
seen from Türkiye

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from Brazil
seen from Netherlands
seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
seen from Türkiye
seen from Türkiye
seen from Spain

seen from Netherlands

seen from United States
@mfdrnrz
Dzisiaj pierwsze tango z koką

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
1200 pregi :3 power trip i tachykardia
5 lat publicznego ćpania, prawie 6 ogólnie... damn
Potrzebuje kontaktu na majke/oxy, bo plecy mnie tak napierdalaja, a od lekarza dostaje co najwyżej pierdolony tramadol xd
Tbh nie rozumiem powodu żartów tego typu. Co to komu daje wtf
Głupie śmieszki typu "hehe, bo wiesz, mati = mefedron" są tylko tym - głupimi śmieszkami. Coś jak ćpuńska wersja "Adam dobrze wkładam" czy jakiegokolwiek powiedzonka na poziomie podstawówki. Niestety w większości słyszałem to od ludzi starszych ode mnie xd

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Co studiujesz??
Nie chcę za dużo zdradzać, bo wrzucałem tu już dużo definiujących rzeczy, ale powiem tak - studiuję na jednym z wydziałów uniwerku medycznego
Hej. Jak masz na imię?
Mateusz - jako, że moim dragiem z wyboru od początku był i pozostaje mefedron, to chyba z miliard razy wysłuchiwałem już śmieszków na ten temat.
Kto bogatemu zabroni?
Piąteczka na skupienie, ciężki tydzień się zaczął.
Kiedy jechałem po ten temat, miałem chujową, dysocjacyjną pizdę po pregabie. W sumie to zabawne - jestem bardziej spokojny na krysztale niż na predze czy alprze. Jestem na spektrum, testów na ADHD nie miałem. Ale po co mi to, skoro leki z bożej apteki wychodzą taniej i szybciej?
Rano czeka robota, a na razie... mogę się skupiać na tym, jak miło szaleje mi OUN.
O. Kurwa. MAĆ!!!
Decyzja o wycieczce do mojej dilerki była najlepszą w ostatnim czasie. Ogarnąłem sobie 2 giera kryształków i trochę alpry, żeby mieć czym potem zbijać zjazd. Generalnym pomysłem było zaopatrzenie się w coś dzięki czemu będę mógł się dzisiaj w nocy pouczyć, ale plany jak to plany - kochają się pierdolić.
Białe, zbite, banalnie rozcierające się na puder - a już od pierwszej, słusznych rozmiarów kreseczki pierdolnęło we mnie takie eufo, że dosłownie wgniotło mnie w leżak. Czyżby moje modły o drop mefa finalnie zostały wysłuchane?! Jebany raj na ziemi, adoracja do najświętszego serca i tego typu.
Leżę sobie odłogiem, zrelaksowany jak mały aniołek i ujeżdżam te fale ekstazy jak rasowe kurwisko. Boże, ale mi brakowało takiego eufo w życiu! Jestem wściekły na własny organizm, że nie mam just wystarczająco dobrych żył, żeby zaserwować sobie to cudo prosto w obwodnicę. Ale cóż, paradoksalnie stwierdzę, że zdrowie jest najważniejsze, a to jak często jest mi pobierana krew zdecydowanie nie zachęca do zasyfiania sobie kabelków. Nawet, kiedy trafiło mi się takie nieziemskie cudeńko.
Będę się mimo wszystko musiał zmusić do nauki, mam jutro dwa zaliczenia, których zdecydowanie NIE MOGĘ sobie przesrać. Ale na szczęście noc jeszcze młoda, a ja z takim arsenałem ambrozji nie liczę nawet, że sen mnie zmorzy. Jak się uda, to odkimam sobie w pociągu albo już u rodziców na chacie.
A jak na razie pozwolę sobie jeszcze na godzinę, dwie dryfowania w chemicznym błogostanie. Obiecałem chłopu, że kiedy sesja się skończy, to postaram się rzucić stymulanty. Nie wiem jeszcze czy wyjdzie, jak wyjdzie, ale póki mogę z tego korzystać - nie mam najmniejszych skrupułów.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu czuję spokój.
Plusy studiowania - zawinąłem sobie z labów nasiona maku lekarskiego. Teraz tylko czekać, aż pogoda przestanie odpierdalać...

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
CZAS WRÓCIĆ DO NAJGORSZEJ WERSJI SIEBIE
Czytanie większości wpisów na Tumblrze tylko mnie utwierdza w tym, że brak mi kurwa współczucia do ludzi
I znowu recepta na tramadol. Tym razem nowa lekarka wypisała mi Dorotkę - mam brać codziennie po jednej do końca opakowania. A wiecie co jest najzabawniejsze? Dokładnie tak zamierzam zrobić. Rok akademicki ledwo co się rozpoczął, a już daje mi sążnie w kość. Orka jest od rana, stojąc więcej niż 5 minut bez oparcia powstrzymuję łzy bólu, a po powrocie z uczelni padam plackiem na kanapę i śpię, dopóki nie zadzwoni mi budzik na wykłady czy telefon do domu. Zanoszę modły, żeby trampek stosowany zgodnie z ChPL-em pozwolił mi na choć ułamek stabilniejsze funkcjonowanie, bo jak Kasandra wieszczę sobie załamanie psychofizyczne. A ćpać tego też nie muszę, bo w razie zachcianki (nadchodzącej wielkimi krokami i ponętnie kuszącej przy perspektywie każdego wolnego od zapierdolu dnia) moje chemiczne ukojenie jest jedną wiadomość, kilka kilometrów i parę uprzednio spisanych na straty banknotów ode mnie. Czasem krew mi siknie z nosa jak wiktoriańskiemu dziecku w gorączce, ale nie ma co się martwić na zapas, może to też być anemia czy stres. Obecnie największym problemem będzie zarejestrowanie się w poradni leczenia bólu - dostałem skierowanie na NFZ, ale będę szczery, czarno to widzę. Jak dobrze pójdzie, to dostanę się na wizytę zanim moje zdrowie całkowicie skaże mnie na inwalidzki tryb poruszania.
Dzisiaj wieczorem na grzecznie - zamierzam wykorzystać, że nie muszę jutro ruszyć się przed południem poza moje wyrko. Skończę butelkę wina, które zmyje mi gardło po trzech smakujących tym okropnym plastikiem pregabalinach. Chyba męczy mnie bycie kotem, cztery łapy już mnie bolą od spadania na nie.
Wpadło mi w ręce coś tak specyficznie ciekawego, że aż jedną nogą żałuję, że odstawiłem całkowicie zabawę w IV.
Skończyło się babci sranie - oto nadchodzi rok akademicki. Ale póki co bie mam jeszcze zajęć stacjonarnych, dlatego wniosek nasunął się sam. Wycieczka po wora.
Po dwóch godzinach w obie strony licząc, zaszyłem się cały i zdrowy w domu, żeby z ozdobnego talerzyka napierdalać kreski od zmierzchu do świtu. Kiedy odbierałem od mojego kontaktu dzisiejszą dolę mojej niedoli, przez chwilę moje małe ćpuńskie serce wezbrało nadzieją - kryształ wydawał się jakby różowy i natychmiast wspomnieniami wróciłem do tej nieziemskiej działki sprzed już prawie dwóch lat, gdzie temat wyglądał jak sól himalajska, a dawał tak niesamowitego kopa, że świeczki w oczach stawały. Niestety, w windzie spojrzałem na zdobycz uważniej i zapał nieco przygasł - różowy kolorek był wcześniejszą grą światła, znowu trafiła mi się białawo-żółta bryłka klasyki gatunku.
Jednak kiedy już zaserwowałem sobie entrée w postaci ostrożnie posypanej i zmierzonej wprawnym okiem kreseczki, po czym odczekałem 5 minut, bujając głową do mojej składanki bass boosted techno, to wtedy wydarzyła się rzecz niespodziewana.
Ten wjazd był... Znajomy. Nie do końca, bo odniesienie porównawcze miało miejsce jeszcze w czasach, kiedy bez większego zastanowienia napieprzałem po kablach, a zamiast zawalonego nosa na drugi dzień miałem wszystkie kolory tęczy zdobiące moje przadramiona. Wtedy ten konkretny wjazd pojawiał się po 5 sekundach, a uderzał w moją czaszkę jak obuch, rozwalając mi umysł kaskadą fajerwerek. Tym razem za to wjechał jak kolejka górska na szczyt toru, odczekał i ruszył jednostajnym ruchem, a fajerwerki przypominały raczej deszcz spadających gwiazd. Nie wierzę, że to mówię, ale chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu udało mi się zdobyć faktycznego mefa, a nie którykolwiek z rodzimych mu związków.
Jest mi obecnie równo speedowo co euforycznie, daleko temu do moich najlepszych kryształowych nocy, ale zdecydowanie - podoba mi się. Karmiąc się pregabaliną i poltramem, nie mogąc patrzeć na skitrane resztki emki, w ostatnich dniach coraz bardziej fantazjowałem o tym jak finalnie będę z powrotem na swoim i będę mógł jeszcze raz przed powrotem do nauki dojebać sobie jeden taki relaksik. Chcę się jeszcze "wyszaleć", o ile wyszaleniem jest wylegiwanie się przy dźwiękach napieprzającej po garach playlisty. Kiedy to piszę jestem już po kilku kolejnych krechach, dzisiaj ewidentnie nie bardzo chce mi się być cierpliwym. Chyba moje ciało wie, że w najbliższym czasie nie pofolguje sobie aż tak jak teraz. Tydzień za tygodniem będę spędzał na nauce i pracach w laboratorium, więc chyba należy mi się takie przyjemne zwieńczenie tych wakacji? Tak sobie wmawiam.
Brakuje mi czegoś. Nie jestem w stanie powiedzieć czego, ale jeśli miałbym strzelać, to chyba właśnie... Strzelania. Jadąc po temat rozmarzyłem się o tym, jak dawno już nie podawałem sobie nic w ten sposób. Jak rytuał przygotowania pompki przyspieszał mi puls, zanim igła w ogóle dotknęła mojej skóry. Jak po kilku sekundach od wtłoczenia w siebie zabarwionego na rudo moją własną krwią eliksiru całe moje ciało rozpalał od środka płomień, a pierwszy rozgrzany wydech nocy był dla mnie znakiem, że oto właśnie wszystkie moje zmartwienia i niepewności udają się w niebyt, a znajdę je na powrót dopiero na dnie pustej samary. Wiem, że podawanie sobie teraz kryształu dożylnie byłoby przy moim zdrowiu głupotą, a nawet nie mam na stanie strzykawek. Cały pierwszy rok studiów spędziłem waląc w kabel, w pokoju, w kiblu w galerii, w klubie (pompkę i łyżkę przemycałem za cholewką glana. Byłem wtedy tak śmiesznie dumny z własnej pomysłowości.), a raz nawet zdarzyło mi się zapodać przed wyjściem na wieczorne zajęcia. Pech chciał, że był to ten sam dzień, w którym dowiedziałem się o samobójstwie mojego ex, co wpłynęło na mnie wtedy tragicznie i musiałem wyjść z sali, żeby przez prawie pół godziny siedzieć na ziemi w pustym korytarzu, czując przeraźliwą pustkę, jakby ktoś bezboleśnke wyjął mi wnętrzności, ale nie włożył nic na ich miejsce. Od ostatniego razu kiedy z sukcesem wstrzyknąłem sobie kryształowy eliksir do kolejnego podejścia minął rok z kawałkiem, a wtedy okazało się, jak pozapadały się wszystkie moje żyły, do których byłem przyzwyczajony. Finalnie udało mi się wtedy, po kilku bezowocnych minutach dziubania się gdzie popadnie, podać sobie zdecydowanie za słabą dawkę w jedną z ostatnich użytecznych żył na moich rękach. Byłem wtedy kurewsko nieszczęśliwy, jak to metoda, której nauczyli mnie już na samym początku mojego narkotyklwego mezaliansu, właśnie przestała być skuteczna? Wtedy musiałem zagryźć zęby i przymusić się do przekwalifikowania się na wąchanie.
Prawdę powiedziawszy przyzwyczaiłem się już do sniffa. Natomiast dalej nienawidzę spływów, uporczywie zatkanego nosa i tego, że nie daje mi to tego samego, co dawał mi cały obrządek IV. Jak się nie ma co się lubi... Na upartego mógłbym próbować nauczyć się walić w nogi albo do zajechania wykorzystywać ostatki na rękach, ale nie. Muszę dbać o swoje żyły, bo nie dość, że pochowane i kruche, to jeszcze są stosunkowo często wykorzystywane przez personel medyczny, czy to do pobrania krwi czy do założenia wenflonu. Mierzi mnie myśl, żebyn kiedyś musiał mieć założone wkłucie centralne, dlatego wyuczony rozsądek wygrywa tu nad wrodzonym instynktem gonienia dopaminowego króliczka.
Chciałbym pogadać z kimś z moich bliskich, ale jedyna osoba, która nie będzie mi robić wyrzutów bez potrzeby, siedzi teraz w pracy, plus niezręcznie by mi było się przyznać, że po raz kolejny chęć stymulacji wygrała z rozumem. Lubię szczycić się, że w życiu straam się kierować logicznym myśleniem i panuję nad większością swoich popędów od czapy... Cóż, cała zawartość tego bloga pokazuje, że jednak ciągnie mnie do tej zdelegalizowanej chemii jak ćmę do światełka w tunelu. Wiem, że czysto obiektywnie robię źle - ale właśnie to jest w tym wszystkim takie cudowne. Mnóstwo osób ucieka w dragi żeby wyciszyć emocje, ulżyć sobie. Ja dragami wyciszam bolesne, bo prawie namacalne dla mnie poczucie nudy i pustki. Zawsze czerpałem przyjemność z tego, co zakazane. A kiedy przyjemność jest tak nagradzająca, to ciężko mi być odpowiedzialnym młodym dorosłym.
Także tak - podsumowanie wakacji przebiega dobrze, jedyne co mnie irytuje to ciche, paranoiczne podszepty mojego mózgu. Ciekaw jestem co tak naprawdę muszę zrobić, lub ile czego, żeby ten jeden nieznośny fragment zamknął się na dobre.
Tym razem 750 pregi posłało mnie prosto w objęcia Morfeusza. Zero OEVek, CEVek, nic. Po prostu mnie odcięło.
Oczywiście, że jestem zawiedziony, ale cóż. Żyjemy dalej.
Obudziłem się stosunkowo wcześnie, bo po jakichś 9h snu. W paszczy Sahara, oczy sklejone jak świąteczne pierogi, całe ciało zimne jak dwudniowy trup - nie pomogło ani spanie w dwóch bluzach, pod kocem , kołdrą, z gorącym termoforkiem, ani w dwóch parach spodni. Wieczorem wciągnąłem ortalionowe Mki (w których trenowałem już lata temu) na dresowe XXSki. Nie mam pojęcia jak mieszczę się w te drugie, ale najwyraźniej nie przytyłem za dużo w te wakacje. Dziwne.
Mózg mi średnio działa, ale to było akurat do przewidzenia. Z dobrych efektów tego głupiego leku pojawił się jeden - obudziłem się przemielony, ale bez bólu. Wstałem, zatoczyłem się, strzeliło mi pięć różnych stawów. Dopiero wtedy moje pieprzone receptory obudziły się do życia.
Wracam do łóżka, miałem dziś pisać rzeczy do pracy naukowej, ale będę szczery - nie chce mi się w chuj. Czas na snusa i kolejną pregabalinkę - niech się tłuką w moim krwiobiegu o to, która substancja przejmie kontrolę nad tą biało-szarą masą w mojej czaszce, skoro i tak nie jestem w stanie myśleć.
Dzisiejszy dzień będzie leniwy i pusty, zupełnie jak kłębek nieszczęść piszący te słowa.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
UWAGA
Jak widzicie na tumblr jakiś pseudo dil3rów to zgłaszajcie! W większości są to scamy i tylko kradną wasze pieniądze. Oczywiście nie mówię o wszystkich ale jednak większość!
REBLOGUJCIE BY OSTRZEC INNYCH
A ja dodam coś od siebie, bo zrobiło się tu was zdecydowanie więcej niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać - nie szukajcie dilerów przez Tumblra. Ani najlepiej w ogóle, jeśli już nie wpierdoliliście się w to bagno.
Nie będę podawał gdzie szukać, ale (prawie) każdy ćpun zna innego ćpuna w swoim otoczeniu. Take from that whatever you want.
Dbajcie o siebie, kurwa. Pozdro z fartem.
Spokój w życiu, względny.
Od jakiegoś już (dni mi się rozmywają w jeden mozolny ciąg spania, grania i oglądania byle czego) czasu nic nie brałem, jeśli by pominąć niesamowitą pizdę na pregabalinie, która przytrafiła mi się pierwszy raz w życiu. Nie zjadłem nawet dużo, bo tylko zapite setą 750mg, ale serio - drugie najlepsze OEV i CEV jakich miałem przyjemność doświadczyć. OEVek na czystej emce nic nie przebije, na zawsze zapamiętam jak patrzyłem na siebie w lustrze i w niepohamowanym zachwycie obserwowałem setki poligonów mieniące mi się na twarzy. Ale powiem jedno - nieziemskim było, kiedy po tej predze leżałem sobie godzinami w łóżku i dosłownie OGLĄDAŁEM lets play z nieistniejącej gry lecący mi na tle moich zamkniętych powiek. Nie spałem, tyle wiem na pewno. Przez cały czas trwania tego odmiennego stanu świadomości gadałem z moim przez telefon i pamiętam dokładnie treść tej rozmowy. Chciałbym to jeszcze kiedyś powtórzyć.
W ostatnich dniach coraz bardziej ciągnie mnie na chatę we Wrocławiu - zostawiłem tam mój zapas poltramu, a ułomności ciała niestety znacząco dają mi w kość. Niejedną. Coraz częściej budzę się jak połamany, wszystko we mnie strzela, kłuje lub trze o siebie wyczuwalny przy dotyku z zewnątrz sposób. Z problemów psychicznych (oczywiście poza tym nieszczęsnym aspd) się wyleczyłem, a na nowo wariuję przez posiadanie fizycznej formy. Ciężko mi to przyznać, ale czuję... Silną niepewność, co do tego jak moje zdrowie będzie się sypać dalej. Minęły prawie dwa lata odkąd musiałem rzucić mój ukochany sport i od tego czasu jest ze mną tylko gorzej i gorzej. Żałoba po zdrowiu rodzi we mnie najbezpieczniejszą, bo najlepiej mi znaną z emocji - złość.
W ostatnich dniach udało mi się również spotkać z człowiekiem, który zna mnie 14 lat, miejscami był mi bliższy niż większość, a na kilka kolejnych zniknął mi kompletnie z radaru. Z winy dzielonej jak wódki i wina, które przez nasz najlepszy czas przekazywaliśmy sobie z rąk do rąk. Najbardziej fizyczne do czego tym razem doszło to jeden uścisk i krótkie trzymanie się za ręce, a pozostał gorzki posmak rozczarowania. Gorzko, gorzko. Dla naszych związków zdecydowanie lepiej, że przy tym spotkaniu nie spotkały się nasze usta, ale czy na to liczyłem? Tylko ja sam mogę się osądzać i tylko temu osądowi podlegają moje nieszczęsne ciągoty. "Czas rzuci na ciebie swój urok, lecz nie zdołasz mnie zapomnieć" ech, Stevie Nicks, kto poza tobą byłby w stanie mnie zrozumieć.
Prawdą jest, że dawno nie czułem się tak żywy jak przez te 7 godzin z nim spędzonych. Znowu miałem 17 lat, nasrane we łbie i nic do stracenia, a on tańczył trzy kroki ode mnie jakby nic się nigdy nie zmieniło. Nocnemu niebu nad naszą dziurą lat dzieciństwa musiało brakować tego duetu głosów, śpiewających bez zająknięcia od lat te same dobrze znane zwrotki. Nie sądzę jednak, żeby tym razem poszło to w kierunku tego samego współuzależnienia, w którym wczepialiśmy się w siebie desperacko lata temu, jeden rozdzierając duszę drugiemu byleby każdy ból był współdzielony. On ma swój związek, ja swój i nie zamierzam odrzucić kotwicy stabilności żeby utopić się bezpowrotnie w błękicie jego oczu. Za dużo już wiem, żeby być głupi w ten sam sposób, nieważne jak mocny zastrzyk dopaminy miałoby mi to zapewnić.
I cóż, żyję dalej. Wakacje płyną, czas ma konsystencję miodu i smak błota. Czeka mnie jeszcze kilka przyjemnych chwil z przyjaciółmi zanim na nowo oddam się w uczelniany kierat. Wzdryga mnie na myśl zatracenia w realnym życiu, a z drugiej strony gdzieś mi tego brakuje.
All work and no play makes Dalian a successful young man.