Dzień z życia operatora żurawia wieżowego
Kiedy zacząłem pracę jako operator żurawia wieżowego? Było to 12 lat temu, byłem krótko po kursie na żurawie wieżowe. Początki nie były proste, jednak dziś mogę się pochwalić, że pracuję przy największych budowach, co skutkuje dobrą, jak na nasze warunki, wypłatą.
Jasne, harmonogram jest napięty, ale kiedy budowa zbliża się ku końcowi to człowieka rozpiera duma, że przyłożył swoje ręce do budowy wieżowca.
Miałem 25 lat kiedy zdecydowałem się pójść na kurs na żurawie wieżowe w Ośrodku Kształcenia Zawodowego Andrzeja Kalemby w Wieluniu. Sytuacja życiowa nie układała się najlepiej. Ledwo co straciłem pracę w kopalni, a w drodze miałem już trzecie dziecko. Wiedziałem, że muszę coś zmienić w swoim życiu i znaleźć zajęcie, które dawałoby mi satysfakcję i dobre pieniądze.
Mój typowy dzień rozpoczynam przed 5:00
Wstaję przed godziną 5:00. Pierwszy budzik mam ustawiony na godzinę 4:50, zaś drugi właśnie na 5:00. Około 30 minut wystarcza mi, aby się ogarnąć, wypić kawę i wyruszyć do pracy.
W drodze mam okazję posłuchać radia, zapoznać się z najnowszymi wiadomościami i pogodą na najbliższe godziny. Pogoda ma bezpośredni wpływ na żurawie wieżowe – zwłaszcza wiatr – więc jest to jedna z pierwszych rzeczy na jakie zwracam niedługo po przebudzeniu.
Zazwyczaj w pracy jestem jedną z pierwszych osób, więc robię oględziny żurawia i czekam na kolegów z którymi pracuję. Razem mamy chwilę aby porozmawiać o wczorajszej pracy i robocie, którą musimy wykonać dzisiaj.
Praca nie jest prosta, bo trzeba ciągle być bardzo czujnym, by ludziom w okolicy nie stała się krzywda. Dodatkowo dni pracy są długie. Zdarza się, że w pracy pozostajemy kilka nadgodzin i zamiast 8 godzin pracujemy około 11-13 godzin. Budowa musi przebiegać zgodnie z harmonogramem, wiec nie możemy sobie pozwolić na opóźnienia. Jeżeli dane piętro ma zostać oddane wybranego dnia, to tak musi być.
Chcę by moje miejsce pracy było bezpieczne, dlatego nawet podczas wspinania się do kabiny żurawia przeprowadzam rutynową kontrolę – sprawdzam krytyczne obszary konstrukcyjne, śruby i połączenia. Zwracam uwagę czy nie pojawiły się uszkodzenia oraz czy wszystkie ruchome części są w dobrym stanie i działają prawidłowo.
Wiem, że wielu ludziom nie podoba się izolacja w kabinie przez prawie cały dzień. Wielu ludzi odchodzi z pracy operatora dźwigu właśnie z tego powodu. Inni odchodzą bo wolą bezpieczniejsze i mniej odpowiedzialne zajęcia, a jeszcze inny wolę większą ilość pracy fizycznej, zamiast siedzenia po kilkanaście godzin w fotelu.
Problem kontaktu z innymi da się załatwić telefonem oraz radiem. Natomiast pozostaje jeszcze problem braku toalety. Podczas przerwy nie opłaca się schodzić na ziemię i ponownie wchodzić na żurawia, bo to zajmuje ogrom czasu i jest męczące. Jeżeli naprawdę zachce się siku, to można sprawę załatwić do butelki, z dwójeczką jednak jest dużo gorzej, chociaż i na to są sposoby.
Moje dotychczasowe zajęcia sprawiły, że mam już wyrobiony pęcherz i zwieracz, że tak powiem. Zdarza się, że muszę się odlać do butelki, ale naprawdę, nigdy nie musiałem w pracy robić kupy. Od zawsze miałem z tym jakiś wstręt, w korzystaniu z publicznych toalet, więc tę sprawę wolę załatwić raz dziennie w domu.
No dobrze, zostawmy jednak te wstydliwe sprawy za sobą. Wróćmy do pracy operatora żurawia i to co w niej lubię, a jest sporo takich rzeczy. Przede wszystkim różnorodność. Tak, praca operatora dźwigu jest różnorodna. Każdego dnia podnosimy różne rzeczy setki razy. Są dni kiedy rozładowuję materiały budowlane, przemieszczam ciężki sprzęt, wylewam beton, dostarczam materiały współpracownikom itp.
Człowiek musi nieustanie kontrolować sytuację na ziemi. Zwracać uwagę na to gdzie chodzą współpracownicy, gdzie znajdują się materiały, linie energetyczne i inne ważne rzeczy. Jako, że pracuję na wysokości mogę łatwo zauważyć niebezpieczeństwo i w razie czego zareagować na nie.
Mimo wszystkich środków bezpieczeństwa wypadki w tej branży się zdarzają, nawet śmiertelne. Ja jeszcze nie byłem świadkiem wypadku śmiertelnego, ale kilku kolegów operatorów już niejedno widziało – zwłaszcza Ci z największym stażem.
Doświadczenie najlepszym szkoleniem
W tej branży po kursie na żurawie wieżowe praktycznie zostajesz rzucony na szeroką wodę. Musisz się szybko adaptować i nabierać doświadczenia, które jest najlepszą drogą do nabrania umiejętności. W pracy nic nie zastępuje doświadczenia.
Pracując w branży budowlanej musisz znać się nie tylko na swojej robocie, ale także na pracy kolegów. Musisz dobrze poznać procesy budowlane, jak przebiega planowanie, budowa, konserwacja oraz inspekcje.
Dla każdego ładunku jaki się przenosi trzeba obierać optymalną trasę, jednocześnie pamiętając co aktualnie robią koledzy, gdzie się znajdują i gdzie mogą się znajdować za chwilę. Kiedy masz doświadczenie w sprawach budowlanych załoga nabiera do ciebie zaufania. A zaufanie do operatora żurawia wieżowego jest bardzo ważne. Nikt nie chce pracować z człowiekiem do którego nie ma zaufania, którego się boi.
Do chcących rozpocząć pracę jako operator dźwigu
W tej branży najważniejszą rzeczą jest uświadomienie sobie jaki wpływ będzie miała praca na Twoje życie osobiste i karierę. Musisz się nastawić na to, że możesz nie mieć czasu na hobby, a dzieci wraz z żoną będą Cię widzieć rzadko. W moim przypadku każdą wolną chwilę staram się poświęcać rodzinie, dlatego brakuje już mi czasu na hobby – a przyznaję, że kiedyś uwielbiałem chodzić na ryby i poświęcać czas piłce nożnej.
Jeżeli dobrze wszystko zaplanujesz to osiągniesz równowagę pomiędzy życiem osobistym, karierą, a swoimi zainteresowaniami.