The Bowery Presents

roma★
Today's Document
Claire Keane

gracie abrams
Fai_Ryy
The Stonewall Inn
wallacepolsom
occasionally subtle

Product Placement

@theartofmadeline

izzy's playlists!
🩵 avery cochrane 🩵
TVSTRANGERTHINGS
KIROKAZE
macklin celebrini has autism

tannertan36
sheepfilms


seen from Malaysia

seen from United States
seen from Singapore
seen from United States

seen from Belgium
seen from Türkiye
seen from Germany
seen from United States
seen from Canada
seen from Germany
seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States
seen from Indonesia

seen from Türkiye

seen from United States
seen from United States

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
@yvesljp

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Harry recently
LOOK AT HIM IM DYING
His smile makes life worth living tbh

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Incompatible
Tytuł: Incompatible (Niezgodny)
Autorka: (Cutiepaynie) ja
Krótki opis: William(Louis)Tomlinson ma szesnaście lat i należy do altruizmu. Jest święcie przekonany, że nie pasuje do swojej frakcji i jest to czysta prawda. Gdy przychodzi test przynależności, wynik powala chłopca na kolana. Jest niezgodny i to oznacza, że czeka go niebezpieczeństwo. Musi stawić czoła frakcji którą wybierze i nie dać się zabić.. Ale co się stanie jeśli w jego życie, drastycznymi środkami wedrze się miłość, która jest zakazana?
Od autorki: Myszki! Z góry przepraszam was, że nie dodaÅ‚am rozdziaÅ‚u w poniedziaÅ‚ek tylko teraz ale miaÅ‚am na prawdÄ™ bardzo zÅ‚y tydzieÅ„. Teraz w poniedziaÅ‚ek postaram siÄ™ dodać coÅ› wieczorkiem :) Poza tym.. TAK CHOLERNIE WAM DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 35 OBSERWUJÄ„CYCH! To być może maÅ‚a liczba ale cieszy mnie każda osoba. Nie przedÅ‚użajÄ…c.. MiÅ‚ego czytania! JeÅ›li macie jakieÅ› pytania, zapraszam na prywatne wiadomoÅ›ci albo na twittera, oczywiÅ›cie to cutiepaynie! :) miÅ‚ego wieczoru kochani!Â
         ***
Gdy ceremonia się kończy, każdy dostaje plaster na ranę po ostrzu. Zaklejam jeszcze świeże miejsce po nacięciu i ustawiam się w kolejce do wyjścia. Mama siedzi tam, gdzie ją zostawiłem. Gdy zbliżamy się do wyjścia wraz z całym tłumem, zerkam przez ramię na swoją rodzicielkę. Ma smutny wyraz twarzy ale z tej odległości mogę dostrzec w jej oczach coś jak.. Jak.. Sam nie wiem.. Takie uczucie, którego nie potrafię opisać. Zostaje pchany do przodu przez wszystkich nowicjuszy  nieustraszonych. Więkoszść z nich zdobiona jest czernią. Czasem zdarzy się jakiś człowiek z niebieską szatą czy białą. Widzę jednego z serdecznośći. A ja.. Ja też jestem jedyny. Sam nie wiem czy kiedykolwiek był jakiś transfer* z Altruizmu. Gdy wychodzimy z dużego budynku, większość zaczyna wiwatować i biec. Ja też to robię. Drę się na całe gardło i uśmiecham. Biegniemy. Wszyscy biegną i ja czuję.. Czuję wolość. Dawno nie biegałem i na prawdę zapomniałem jak to jest. Palą mnie kończyny i płuca ale i tak szeroko się uśmiecham i nadążam za tłumem. Marszczę brwi gdy jakiś rudzielec wspina się po metalowym słupie do góry. O mój boże. Wszysy tak robią. Ja też muszę to zrobić. No bo jak dostaniemy się do siedziby Nieustraszonych jak nie pociągiem?
Po kilkunastu sekunach staje przed słupem i zagryzam wargę. Stawiam jedną stopę na metalowym szczeblu,a  potem drugą. Wspinam się tak jak kiedyś na drzewa. To dziecinnie proste i sprawia, że czuję.. Czuję się dobrze. Nie wspinam się długo by dotrzeć na szczyt. Jakieś.. kilkanaście szczebli w górę. Gdy już jestem na podeście, staję i otrzepuję szaty. Śmieje się sam do siebie bo cholera.. Udało mi się zrobić taką rzecz.. Gryzę swoją dolną wargę i rozglądam się. Ludzie ustawiają się i czekają na pociąg, który nadciąga od mojej lewej strony. Jedzie dość szybko i tak samo szybko do nas dociera. Stoję jak słup soli, a oni biegną. Marszczę brwi i zdaję sobie sprawę co mam zrobić więc biegnę ile sił w nogach. Oni.. Oni wszyscy wskakują. Czy mogę teraz myśleć o tak chorej rzeczy? W Altruiźmie nigdy by sie coś takiego nie wydarzyło.. Ale teraz.. Teraz jestem  w Nieustraszonych. Czas by pokazać, że wszyscy się co do mnie mylili. Biegnę jeszcze szybciej i po mimo tego, że palą mnie płuca, nie zwalniam. Pociąg zaczyna się kończyć. Zostały mi jakieś dwa uchwyty, dwa wagony. Jeśli nie złapię ani jednego, zostanę bez frakcyjnym. Oczywiśe nie chcę nim zostać więc chwytam swoją ostatnią deskę ratunku, podciągam się i wpadam do środka. Zamykam oczy i jestem przerażony. Nawet nie zdaję sobie sprawy, że na kogoś wpadłem.
-Przepraszam.. -mamroczÄ™ cicho pod nosem i przecieram twarz.
-Nic nie szkodzi -odzywa się jakiś głos, który jest na prawdę miły. Otwieram oczy i dostrzegam jakiegoś chłopaka o sarnich oczach i białych szatach. Prawy.. Patrzy na mnie i kręci głową -O cholera -mówi chyba zdając sobie sprawę, że należę do Altruizmu. Po chwili jednak się śmieje -Jestem Liam.
Również śmieje się pod nosem i zagryzam wargę. Mam powiedzieć mu swoje imię? To jest.. To jest dziwne. Kręcę głową, a Liam patrzy na mnie, czekając na imię. Nie powiem, że mam na imię William. To moje nowe życie i chcę je zacząć od izolowania się od swojej dawnej frakcji gdzie wszyscy uważali mnie za jakiegoś niedorozwiniętego dzieciaka.
-Nazywam się Louis -Odzywam się po paru chwilach, smakując nowe imię na ustach. Louis.. Kiedyś podłapałem to imię na lekcji historii. Jakiś znany pan miał na imię Louis. Przecież to ładne imię. Kręcę głową i rozglądam się z uśmieszkiem na ustach.
-Czy mi się zdaje.. Czy oni chcą nas zabić? -Liam unosi brwi, nadal się uśmiechając. Widzę w jego oczach, które są cholernie intensywno brązowe, że też cieszy się opuszczenia swojej frakcji. Chichocze cicho i kiwam głową..
-Nie mam pojęcia -odpowiadam i uśmiecham się jeszcze szerzej. Dokonałem tego. Przełamałem swoje pierwsze bariery, które prowadzą do nowego życia. Teraz.. Teraz będę kimś zupełnie innym.
-Przygotować się.
Odzywa się jakiś głos po piętnastu minutach. Przez ten czas zacząłem głębiej myśleć nad tym wszystkim. Żartuję. Po prostu rozmawiałem z Liamem i poznawałem jego starą już frakcję. Patrzę na nieustraszonych, którzy przygtowują się do czegoś.. Co do cholery?  Wychylam się i widzę oszkolny dach jakiegoś budynku, a potem jeszcze jeden dach, który jest zwyczajny, wypełniony jakimś żwirem. Nieustraszeni przygotowują się do.. Do skoku.
-Oni skaczą, Liam -mówię z niedowierzaniem widząc jak pierwsze osoby zaczynają wyskakiwać z jadącego wagonu. Krecę głową i przebiegam palcami przez swoje włosy ale się uśmiecham, patrząc na Liama.
-O mój boże -komentuje brunet i.. O mój boże. Znowu coś ekstremalnego.
-Razem? -unoszę brwi w górę bo już chyba tylko my zostaliśmy w wagonie. Dotykam przez chwilę dłoni swojego nowego kolegi i kiwam głową, gryząc swoją dolną wargę.
-Razem -odpowiada mi cicho i stajemy przy samym końcu pociągu by wziąć większy rozpęd.
-Na trzy.. Raz.. Dwa.. Trzy! -wrzeszczę, a potem po prostu skaczemy. Przez chwilę błogo unoszę się w powietrzu i to jest niesamowite. Czuję jak wiatr owiewa moje ciało i sprawia, że czuje się lekki. Jednak.. Po chwili upadam na ziemię i syczę boleśnie wiedząc, że na pewno odarłem sobie kolano. Zamykam oczy i śmieje się, kręcąc głową.
-To było szalone -słyszę głos prawego, który też się śmieje i powoli się podnosi, podając mi dłoń. Nie jestem przyzwyczajony do takiego kontaktu ale teraz.. Teraz nastąpiła nowa era. Ujmuję dłoń bruneta i kiwam wdzięcznie głową. Jeśli miałbym być szczery.. Ani przez minutę nie zatęskniłem za swoją dawną frakcją.
Po tym jak się podnieśliśmy, zauważyłem, że ludzie zaczynają się zbierać wokół jakiegoś mężczyzny więc ciągnę Liama w tamtą stronę.
-Posłuchajcie wszyscy. Nazywam się Max, jeden z liderów -odzywa się głęboki głos i wiem, że przypomina mi ten z ceremonii. Może to jego brat? Ale on nie jest czarny.. -Jeżeli pragniecie należeć do Nieustraszonych.. To tędy droga -dopowiada. Nie wspomniałem, że Max stoi na krawędzi dachu. Patrzy przez chwilę w dół, a potem odwraca się z powrotem do nas -Ale jeśli nie macie odwagi to możecie się już z nami pożegnać.
-A tam na dole jest jakaś woda? -Pyta jakiś chłopak z Erudycji. Ma delikatne rysy twarzy i jest szatynem, dość sporo wyższym ode mnie.
-Dowiesz się -Max wzrusza ramionami i uśmiecha się szyderczo -albo nie.
Wszyscy milczÄ…, a ja siÄ™ rozglÄ…dam i napotykam zmartwiony wyraz twarzy swojego nowego przyjaciela.
-Dopiero co skakaliśmy.. -mamrocze pod nosem na co przytakuję i wzdycham ciężko.
-Czy ktoś chciał być pierwszy? -Mężczyzna się rozgląda. Wygląda groźnie ale na prawdę.. Nie dałbym mu nie więcej niż dwadzieścia jeden lat. Cały tłum milczy i się nie odzywa tak jak wcześniej.
-Ja -nim zdążę pomyśleć, słyszę swój głos, a wtedy wzroki wszystkich tutaj obecnych są skierowane na mnie. No jasne. Przecież jestem sztywniakiem. Wolnym krokiem idę do przodu, a tłum przede mną ustępuje. To nawet satysfakcjonujące. Max zeskakuje z podwyższenia na końcu dachu i mierzy mnie wzrokiem na co przełykam ślinę. Wychylam się powoli, a potem stawiam jedną stopę na murze. Podpieram się dłońmi i dołączam drugą nogą. Cały drżę lecz nie potarfię teraz o tym myśleć bo przeraża mnie to co zaraz zrobię. Przeraża mnie ta wysokość i głupia dziura poniżej. I ja mam do tego do cholery skoczyć.. Powoli wstaje i chwije się przez chwilę by utrzymać równowagę.
-Zrobisz to dzisiaj? -pyta z sarkazmem instruktor, a ja wręcz czuję jak wywraca za mną oczyma.
Zamykam oczy i potem biorę głęboki oddech. Robię krok do przodu i lecę. Spadam niczym ptak, macham dłońmi myśląc, że to coś da ale.. Ale to nic nie daje. Adrenalina i strach uderza mi w żyły aż po chwili ląduje na czymś, niemalże piszcząc. Zamykam oczy i patrzę w niebo. Spadłem.. Spadłem na siatkę. Och.. Kręcę głową nie co rozbawiony bo to.. To jest zabawne. Śmieje się, a siatka gwałtownie szarpie. Patrzę na jakąś postać, która również patrzy na mnie.
-Pomogę ci -odzywa się jakiś głęboki głos, który wyciąga do mnie dłoń i sprawia, że moje serce bije szybciej. Ujmuję ją, a mężczyzna.. chyba mężczyzna pomaga mi zejść. Gdy widzę lepiej dostrzegam, że to jest chłopak. Chłopak, którego oczy są najbardziej intensywną zielenią jaką kiedykolwiek widziałem w życiu -Ktoś cię popchnął?
-Co-nie -mamrocze pod nosem, będąc oszołomiony. Najgorsze jest to, że jestem oszołomiony wyglądem osoby która stoi przede mną. A skok.. skok odszedł w niepamięć.
-Dobrze.. Jak masz na imię? -zielonooki unosi brwi w górę i patrzy mi w oczy. Jego włosy stoją na wszystkie strony i teraz nie mam czasu by skupić się na szczegółach jego twarzy ale mogę jasno powiedzieć, że jest piękny.
-Wil-
-Jakieś skomplikowane? -śmieje się ze mnie, a może raczej lekko unosi kąciki swoich ust w górę i kręci głową, a jedna jego dłoń nadal spoczywa na moim pieprzonym biodrze. Dał ją tam w chwili gdy pomagał mi zejść z siatki.
-Nazywam się Louis -odpowiadam, nadal nie będąc przyzwyczajony do swojego nowego imienia. Nieznajomy kiwa głową i wreszcie puszcza moje biodro, a jego dotyk zastępuje palące mrowienie.
-Brawa dla pierwszego skoczka, Louisa -odzywa się, a wszędzie rozlegają się oklaski. Wow. To tutaj byli jacyś ludzie..? -Nazywam się Harry -szepcze cicho gdy ktoś wiwatuje i krzyczy. Mogę skupić się tylko na jego szepcie który sprawia, że całkowicie chce mu się oddać. Sprawia on, że chcę krzyczeć i milczeć w jednym momencie.
Jego głos.. Jest mi znajomy..
I teraz mam pewność, że nie uwolnię się od niego do samego końca.
Incompatible
Tytuł: Incompatible (Niezgodny)
Autorka: (Cutiepaynie) ja
Krótki opis: William(Louis)Tomlinson ma szesnaście lat i należy do altruizmu. Jest święcie przekonany, że nie pasuje do swojej frakcji i jest to czysta prawda. Gdy przychodzi test przynależności, wynik powala chłopca na kolana. Jest niezgodny i to oznacza, że czeka go niebezpieczeństwo. Musi stawić czoła frakcji którą wybierze i nie dać się zabić.. Ale co się stanie jeśli w jego życie, drastycznymi środkami wedrze się miłość, która jest zakazana?
Od autorki: Przepraszam, że tak długo nie pojawił się rozdział, w sumie to prawie tydzień ale wiecieXD Nie było mnie i no:( Jeju, jest was 24!!! Dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że będzie się wam podobać! (Zawsze możecie pisać do mnie na tt @cutiepaynie ) Wiki xx
**
Budzę się tak gwałtownie, że muszę wziąć głęboki oddech by się uspokoić. Mrugam kilka razy i widzę Victorię, co prawda jest trochę rozmazana ale po chwili odzyskuję ostrość. Wygląda na zszokowaną i zdenerwowaną. Gapię się, mając rozchylone usta.
-Idź do domu i powiedz wszystkim, że się źle czułeś -jej ton nie jest taki jak wcześniej. Jest twardy i pewny siebie. Znajoma dziewczyna patrzy na mnie i zaciska usta w wąską linię.
-Co? -marszczę brwi w zdezorientowaniu -jaki był wynik testu? -pytam w chwili gdy wstaje bo szatynka mnie strasznie pogania. Co się do cholery stało? Jej usta nadal są zaciśnięte w wąską linię, a oczy szeroko otwarte.
-Pierwszy raz w historii mamy taki wynik -kręci głową i odchrząkuje -Pierwsza symulacja.. Wykazała Nieustraszoność, Erudycję i Altruizm.
Co? Trzy frackje? TRZY FRAKCJE?!
-Musiałam stworzyć drugą symulację by przekonać się co do prawości i serdeczności. Druga symulacja powiodła się. Nie jesteś ani prawy, ani serdeczny -jej ton jest pomieszany. To nie jest ulga ani nic takiego. To zmartwienie.
-Test miał powiedzieć nam, kim jesteśmy! -Oburzam się i kręce głową -Powiedzieć nam.. Do..Do czego pasujemy..
-Ale na tobie test się nie udał! Takich ludzi jak ty nazywamy Niezgodnymi -jej ton jest przerażająco poważny, że czuję ucisk w piersi tak mocny, że aż mnie boli całe ciało-Nie pasujesz do systemu.. Jesteś zagrożony. Jutro.. jutro podczas testu musisz wybrać właściwie, słyszysz? A teraz idź zanim przyjdzie kontrola, wpiszę Altruizm ręcznie.. -popycha mnie w stronę drzwi i je otwiera, rozglądając się. Nie pozwala zadawać mi pytań. Mam ich tak wiele.. -William.. nie daj się zabić.
I to ostatnie słowa które słysze nim niemal wyrzuca mnie z pokoju.
Jestem niezgodny.
A to oznacza..
Że jestem martwy.
Gdy wracam do domu, mamy nie ma. Na pewno jest w pracy. Cieszę się bo mogę pobyć sam. Mama zawsze pracuje do późna bo jest członkiem rady. To wszystko zawsze trwa strasznie długo, a dzisiaj wyjątkowo długo ze względu na testy. Nie jestem zbyt głodny ale i tak piszę mamie karteczkę, że coś zjadłem by się nie martwiła. Wzdycham ciężko i idę do swojego pokoju, a potem kładę się na łóżku i zaczynam myśleć. Różne refleksje przebiegają przez mogą głowę, a ja nie potrafię ich zatrzymać.
Pamiętam jak w szkole mówili nam o niezgodnych, są to ludzie, którzy nie pasują do naszego systemu. Nie wspominali o tym, ale wiem, że takich ludzi się po prostu likwiduje. A może.. Bada się ich? Może są nie groźni?
Prycham.
Wiem, ze to kłamstwo i po porostu wyrzucam to z głowy. Nadal nie wiem jaką frakcję wybiorę. Przekręcam się na prawy bok i swoją dolną wargę. Może będę skreślał? To śmieszne ale koniec końców i tak sięgam po czystą białą kartkę i piszę nazwy wszystkich frakcji. Oczywiście krzywo i mało czytelnie lecz kto o to dba.
Patrzę na serdecznych i piszę pod nimi swoje cechy, które uważam że do nich pasują. Unoszę brwi i lekko się śmieje. Napisałem, że jestem miły i to tyle. Bo jestem miły. Staram się z resztą. Przechodzę dalej, wcześniej przekreślając serdecznych. To być może głupie, bo przypomina jakąś dziecięcą wyliczankę ale na prawdę chcę sprawdzić do jakiej fracji moje cechy pasują najbardziej. Gryzę końcówkę ołówką i patrzę na prawych. Piszę tam, że.. Właściwie nic nie piszę, kłamanie przychodzi mi tak łatwo, że nie odnalazłbym się tam po prostu. U nich prawda to drastyczna broń. Potem jest erudycja. Mimowolnie moja dłoń pisze kilka cech; mądrość, błyskotliwość i coś jeszcze. Chyba bym się tam nadawał ale sęk w tych, że z całego serca nienawidzę erudytów po tym co nam zrobili. Chcą przejść władzę jakby to było najważniejsze na świecie, a ja taki nie jestem. Gdy zostaje mi altruizm i nieustraszoność, gniotę kartkę dłońmi bo nie wytrzymuję. To głupie. Bo.. Bo ja na prawdę nie wiem.
Wzdycham ciężko i kieruję się do łazienki.
Nie mam dzisiaj co ze sobą zrobić. Na prawdę. Nigdy tak nie mam bo zawsze mama przydziela mi jakieś zajęcia ale dzisiejszego dnia wszyscy, którzy przeszli test mają po prostu wolne. Zdejmuję swoje szaty i wchodzę pod gorącą wodę. Zawsze możemy spędzić tam tylko pięć minut, ale dziś nie ma mamy w domu i pozwalam sobie na nieco więcej. Lekko się uśmiecham gdy ciepły strumień masuje moje spięte plecy. To na prawdę przyjemna czynność, zawsze lubiłem wodę. Sprawia, że człowiek czuje się taki.. Lekki. Ja nigdy nie byłem lekki. Zawsze było coś ze mną nie tak. Bo.. Nikt nigdy nie zwracał uwagi na swoje ciało. Na prawdę. Wszyscy zazwyczaj noszą szaty i to po prostu zbędne, ale gdy ja na nie patrzę, widzę kogoś.. Grubego. I to właśnie sprawia, że czasami czuje się jeszcze gorzej.
Przyjemny prysznic przeradza się w coś co sprawia, że czuję ucisk w dołku. Zaciskam szczęki i po prostu wyłączam wodę. Spędziłem tutaj prawie siedem minut, nie żebym liczył. Wychodzę i wycieram się, a potem ubieram swoje szaty i zaczynam sprzątać bałagan który zrobiłem. Staram się wytrzucić z głowy obraz swojego ciała gdy spojrze w dół. Staram się wyrzucić z głowy kartkę z frakcjami. Staram się zapomnieć o tym, że jutro muszę dokonać życiowego wyboru, który zmieni wszystko. Muszę o tym zapomnieć bo inaczej zrobię sobie jakąś krzywdę. Nałogowe myślenie o tym wszystkim osłabia mnie i dołuje.
Gdy wchodzę do głównego budynku, gdzie odbywa się cała uroczystość i zamieram. Czuję jak krew buzuje mi w żyłach i na chwilę się zatrzymuje lecz moja mama ciągnie mnie do przodu by zająć miejsca. Jeszcze nigdy nie czułem takiego strachu jak teraz. Posłusznie siadam na miejscu, a mama obok mnie. Dziś rano mnie ostrzygła tak, jak na Altruistę przystało. Pocą mi się ręce i robi się coraz cieplej. Nadal nie wiem jaką wybiorę frakcję. Nie wiem..
Po chwili na środek wychodzi jakaś kobieta, jej ciało okryte jest granatowym kolorem, a włosy przystrzyżone do ramion. Jest blondynką tak jasną, że marszczę z niesmakiem nos. Pewnie farbuje włosy by ukryć śiwiznę lecz jej to nie wychodzi. Dziwi mnie to, bo na moje oko ma mniej więcej czterdzieści lat. Chociaż przez kosmetyki które ma na twarzy, wydaje się być młodsza. Nie dla mnie. Pochodzi z Erudycji. Rozgląda się, odchrząkuje, a potem słyszę jej głos.
-System frakcji to organizm zbudowany z komórek.. Z was -Ma o dziwo miły głos. Skądś go kojarzę ale na chwilę obecną nie potrafie sobie przypomnieć skąd -Może dobrze funkcjonować tylko w chwili, gdy każdy tutaj obecny zajmie prawowite miejsce.. Przyszłość -Na chwilę przestaje mówić i rozgląda się. Na jej twarzy maluje się duma i szeroki uśmiech. Tak, jakby ona stworzyła to wszystko co tutaj jest -Należy do tych, którzy znają miejsce do którego powinni należeć..
I to są jej ostatnie słowa. Z gracją schodzi z małego podestu, a potem rozlega się cisza. Nie musimy długo czekać nim na jej miejsce wejdzie ktoś inny. Teraz jest to ciemnoskóry mężczyzna, którego twarz gdzieniegdzie połyskuje metalem. Mierzy wszystkich wzrokiem i oblizuje uwydatnione usta.
-Gdy stąd wyjdziecie.. Nie będziecie już jednostkami zależnymi.. Lecz pełnoprawnymi członkami społeczeństwa -Mówi, a ja czuje się jeszcze gorzej. Przez chwilę nawet mam wrażenie, że to wszystko co oni mówią, mówią prosto do mojej osoby. Żołądek podchodzi mi do gardła ale staram się wysiedzieć spokojnie -Frakcja ponad pokrewieństwo -I wszyscy się odzywają. 'Frakcja ponad pokrewieństwo' Zawsze tak mówimy, chociaż dla mnie te słowa nigdy nie miały znaczenia.
Po tych słowach, mama łapie moją dłoń i patrzy mi przez chwilę w oczy. Potem odwraca swoją głowę w stronę małego podestu.
-Kocham cię, William -odzywa się cicho. Tak, że tylko ja mogę to usłyszeć -Bez względu na wybór..
Nie jestem w stanie jej odpowiedzieć bo nie potrafię wydusić z siebie ani jednego słowa. Też ją kocham, całym swoim sercem i ona to wie. Po prostu ściskam jej rękę i wzdycham ciężko.
-Jonathan Ziegler -odzywa się głos Nieustraszonego co oznacza, że to właśnie się zaczęło. To chłopak który pochodzi z Erudycji. Wchodzi na podwyższenie i potem bierze nóż w dłoń, a następnie nacina ją. Na środku stoi pięć mis. Woda to Erudycja. Żarzące się węgle to Nieustraszoność. Serdeczność to Ziemia. Prawość – szkło, a Altruizm niebieskie i spłaszczone kamienie, które połyskują w świetle lamp. Jonathan wyciąga swoją dłoń nad misą z wodą, a kropla krwi tam kapie -Erudycja -Odzywa się głos tego z Nieustraszoności. Wybrał swoją frakcję i potem wraca na miejsce. Wszędzie rozlegają się oklaski, a ja zamykam oczy i biorę głęboki oddech.
-Jeffrey James -Następny. Otwieram oczy i dokładnie patrzę na ruchy młodego Nieustraszonego. On również wybiera swoją frakcję i rozlegają się oklaski. Tym razem dochodzą do tego wiwaty i okrzyki.
-Morgan Stone -Patrzę na chłopaka z prawości i marszczę lekko brwi bo niezbyt widzę nad którą misą wyciąga dłoń -Serdeczność -Odzywa się głos czarnoskórego i wytrzeszczam oczy. Jest on pierwszą osobą która wybrała inną frakcję. Przełykam ślinę i patrzę jak Serdeczni ściskają Morgana. Na sali słychać szloch, który miesza się z oklaskami. To jego mama, która płacze.
Nie mogę o tym myśleć bo ten widok sprawia, że czuje się jeszcze gorzej. Nie chcę zostawiać mamy samej.. nie mogę jej tego zrobić..
Po Morganie zupełnie się wyłączam. Nie słucham tego wszystkiego bo nie chcę tutaj zwymiotować. Ten wybór ma sprawić, że wreszcie odnajdę siebie. Odnajdę to czego szukałem przez cały czas. Ten wybór będzie dobry. Ufam sobie i wiem, że wybiorę właściwie.
-William Tomlinson -słyszę głęboki głos, który wyrywa mnie z zamyślenia. Przełykam ślinę, a potem ściskam rękę matki i niezdarnie wychodzę z rzędu. W chwili gdy schodzę po schodach czuję na sobie wzrok wszystkich co sprawia, że poce się jeszcze bardziej. Gramolę się na podest i biorę czysty nóż w dłonie. Ostrze jest wyeksponowane przez światło. Połyskuje i się mieni. Biorę głęboki oddech, a potem nacinam dłoń. Syczę cicho bo nie spodziewałem się, że to będzie aż takie ostre. W końcu patrzę na misy. Prawość.. Nie pasuję tam. Erudycja.. Nie pasuję tam. Serdeczność.. tam też nie pasuję. Gdy przesuwam rękę z misy do misy, kropla mojej krwi kapie między nie. Patrzę na Altruizm. Za pewne zginąłby tutaj z myślą, że nigdy nie odnalazłem prawdziwego siebie. Patrzę przez chwilę na krople krwi, która ledwie się trzyma na końcu mojej dłoni i przenoszę jś nad misę z żarzącymi się węglami. Kres spływa i słyszę tylko ten głos, który będzie mi się śnił po nocach -Nieustraszoność -I klamka zapadła. Jestem Nieustraszony.
Incompatible
Tytuł: Incompatible (Niezgodny)
Autorka: (Cutiepaynie) ja
Krótki opis: William(Louis)Tomlinson ma szesnaście lat i należy do altruizmu. Jest święcie przekonany, że nie pasuje do swojej frakcji i jest to czysta prawda. Gdy przychodzi test przynależności, wynik powala chłopca na kolana. Jest niezgodny i to oznacza, że czeka go niebezpieczeństwo. Musi stawić czoła frakcji którą wybierze i nie dać się zabić.. Ale co się stanie jeśli w jego życie, drastycznymi środkami wedrze się miłość, która jest zakazana?
Od autorki: WiÄ™c postanowiÅ‚am, że rozdziaÅ‚y bÄ™dÄ… pojawiaÅ‚y siÄ™ w Å›rody i niedziele. Jako, że nie bÄ™dzie mnie teraz w Å›rodÄ™, dodajÄ™ rozdziaÅ‚ dzisiaj i mam nadziejÄ™, że siÄ™ wam spodoba :) + możecie napisać do mnie na twitterze! @cutiepaynieÂ
                              ***
Rano gdy wstaję, towarzyszy mi potwory ból głowy. Głupie łzy. Z automatu wykonuję wszystkie poranne czyności; prysznic, ubieranie się, jedzenie lekkiego śniadania z mamą i kilka wymienionych zdań między sobą. Nie chce mi się jeść ale i tak wmuszam w siebie jednego tosta by mama się nie martwiła. Wychodzę z domu o ósmej trzydzieści, a test jest na dziewiątą więc mam jeszcze trochę czasu. Zawsze albo idę pieszo albo jeżdżę autobusem. Lubię spacery, bo zawsze mogę popatrzeć na budzący się do życia świat. Nasz dystrykt znajduje się najbliżej centrum, więc dojście do niego zajmuje mi nie całe piętnaście minut. Gdybym jechał autobusem, musiałbym ustępować wszystkim miejsca i przepuszczać w kolejce. Na prwno bym się spóźnił, a to nie jest okej w tym dniu. Wszyscy, których mijam zmierzają tam gdzie ja. To jest ratusz, ale ma jakby.. Pięć wejść. Pięć części dla każdej z frakcji.
Pierwsze wejście to miejsce gdzie ustawiają się ludzie z serdeczności. Widnieje tam znak, który  symbolizuje ich frakcję, czyli rozrośnięte drzewo. Gdy docieram na miejsce, staję w kolejce za Altruistami i podziwiam ich kolorowe szaty. Przeważnie żółte i pomarańczowe. Tak wesoło u nich, że tost który zjadłem tego ranka podchodzi mi do gardła. Następnie stoimy my. Altruiści. Naszym symolem są dwie złączone w uścisku dłonie i u nas.. Jest jak zawsze spokojnie. Wszyscy schludnie ubrani i przystrzyżeni. Wszędzie szary. Znowu się duszę. Nawet nie wiem dlaczego, nadaj chcę wymiotować. Obok nas stoją Erudyci. Banda rozkapryszonych dzieciaków. Ich symbolem jest oko oraz kolor niebieski Każda z osób ma jakiś niebieski dodatek albo ciuch i większość z nich nosi okulary. Jeden z nich rozmawia z jakimś chłopakiem z mojej frakcji. Sprzeczają się. Znaczy.. Erudyta zaczyna ale to chyba oczywiste. Staram się w to nie mieszać bo muszę zachować się spokojnie. Nienawidzę Erudytów.
Za tymi głąbami stoją prawi. Biel i czerń iskrzy od nich niemalże na kilometr. Nie wiem co się u nich dzieje bo niezbyt widzę przez Erudytów. Widzę jednak symbol ich frakcji. Waga szalkowa. Wzdycham cicho gdy wszyscy wchodzą do środka bo wiem, że to wszystko będzie się działo za kilka minut. Serce podchodzi mi do gardła gdy o tym myślę. Ale.. Ale jakoś dam radę. Wmawiam sobie to kłamstwo, wpatrując się w swoje stare buty.
Gdy staję przed drzwiami, nie ma tutaj żadnej osoby do której mogę wypowiedzieć jakieś słowo. Są tu tylko tacy, których ledwo kojarzę albo po prostu nie znam. Patrzę na prawo, jakaś Altruistka. Nie wiem nawet jak ma na imię, jest ładna ale to nie moja liga. Patrzę na lewo, jakiś Altruista który patrzy na mnie przerażonym wzrokiem. Wiem jak się czujesz kolego.. Niespełna kilka sekund później drzwi się otwierają, a ja przełykam gulę wielkości jabłka. Czuję, że jestem jeszcze bardziej zdenerwowany niż pięć minut temu.
Wchodzę niepewnym krokiem do pomieszczenia i się rozglądam. Jest to pokój wypełniony lustrami, a na środku stoi takie krzesło jak u dentysty. Patrzę przez chwilę w lustro i wzdycham. Moja frakacja nie pozwala patrzeć na swoje odbicie bo to niestosowne więc widzę siebie jakieś dwa razy do roku. Nie jest ze mną tak źle. Wąskie usta, które odziedziczyłem po ojcu. Mały i zaokrąglony nos, brak odstających uszu i niebieskie oczy. Zawsze sobie powtarzałem, że mogło być gorzej. Bo mogło.
Jakaś dziwczyna patrzy na mnie takimi samymi oczami jakie ja mam i lekko unosi w górę swoje wypielęgnowane brwi.
-Altruiści nie pozwalają patrzeć w lusta? -pyta, a jej głos ma bardzo przyjemną barwę. Szatynka na sto procent należy do nieustraszoności, sądząc po ubraniach.
-Niezbyt, można to uznać za samouwielbienie.
Cichy śmiech wypełnia pomieszczenie z lustrami i wiem, że on nie pochodzi ode mnie. To śmiech tej ładnej dziewczyny, która uderzająco mi kogoś przypomina ale niezbyt wiem kogo. Kiwa do mnie dłonią.
-Nazywam się Victoria i przeprowadzę twój test. Usiądź. -Gestem wskazuje na fotel, ten od dentysty. Nie odzywam się i podchodzę, siadam również bez zbędnych słów. Patrzę na nią i unoszę brwi gdy podaje mi jakąś fioletowo niebieską substancje.
-Co to jest? -pytam, patrząc w jej oczy. Ma bliznę, która ciągnie się od prawej kości policzkowej do ust. Myślę, że dodaje jej uroku po mimo tego, że przykryta jest makijażem.
-Musisz mi zaufać. Do dna.
I tak też robię. Pije do dna, zaciskając oczy. Oddaje jej pustą fiolkę i marszczę brwi.
W mgnieniu oka, wszystko dookoła mnie znika, zostają tylko lustra i ja. Schodzę z tego okropnego fotela, a on też znika. Dobrze.
-Wybierz. -Słyszę jakiś głos za sobą i odwracam się. Ja? Ja mówię sam do siebie. Raczej moje odbicie przemawia. Patrzę na dwie misy; w jednej jest nóż, a w drugiej kawał mięsa.
-Po co mam wybrać?-pytam lekko zdezorientowany. Mam zjeść to mięso? Zabić siebie nożem?
-Wybierz. -Mówię ja, lekko poirytowany. Nim zdążę się zorientować, misy oraz mój rozmówca znikają.
To dziwniejsze niż mogłem sobie wyobraźić bo słyszę jakiś warkot. Wytrzeszczam oczy bo do cholery, biegnie na mnie olbrzymich rozmiarów pies. Jego kły połyskują przez ślinę która ścieka mu z pyska. Oczy ma przekrwione, a sierść nastroszoną. Bez namysłu puszczam się do biegu, a kundel za mną. Pędze tak szybko, że zaczynają mnie palić płuca. Biegnę ale.. Ale się zatrzymuję, gdy i pies się zatrzymuje. Cofam się powoli do tyłu, a zwierz zbiera się do ataku.
Przypomina mi się dzień w szkole gdy uczyli nas o takich właśnie sytuacjach. Jak należy postąpić. Dokładnie to pamiętam. Należało się skulić i zakryć dłońmi kark oraz uszy. Tak też robię. Kulę się na ziemi i zakrywam uszy oraz szyję, a potem czekam na atak. Słyszę jeszcze warkot. Wmawiam sobie, że tego psa tutaj nie ma. Jestem w domu. W swoim pokoju. Na łóżku. Spokojna monotnność Altruistów wypełnia całe pomieszczenie. To wszystko jest takie znajome..
I..To działa. Bardzo niepewnie podnoszę wzrok na psa, a zamiast dużej besti jest tylko mały szczeniaczek. Nie mogę się nie uśmiechnąć.
-Nie jesteś taki straszny jak się wydajesz, mały. -Mamrocze pod nosem i przeczesuje sierść zwierzaka, a ten wydaje z siebie ciche szczeknięcie. To było łatwe.
-Piesek! -woła jakiś dziecięcy głos więc odwracam głowę w tamtą stronę. Na oko dziesięcioletnia dziewczynka powoli idzie w naszą stronę, a uśmiech przyozdabia jej twarz. Też się uśmiecham. Patrzę na kundla, a na jego miejscu znowu jest olbrzymi zwierz, który tym razem zaczyna pędzić w stronę dziecka.
Dziewczynka ucieka przed bestią a ja puszczam się pędem za nią i skacze. Skaczę w nicość.
Jestem w autobusie. Rozglądam się dookoła i widzę jak jakiś mężczyzna się na mnie patrzy. Idzie w moją stronę więc tylko poprawiam uścisk na metalowej rułce i oddycham przez nos.
-Znasz go? -pyta niskim głosem, pokazując mi kartkę. Widnieje na niej zdjęcie jakiegoś mężczyzny, skądś go znam ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.
-Nie. -odpowiadam prosto, a ten prycha.
-Możesz uratować mi życie!-skrzeczy, kładąc mi ciężkie ręce na ramionach, a ja automatycznie mu się wyrywam. -Znasz go?!
Gdybym powiedział, że go znam, uratowałbym go. Patrzę mu w oczy i zaciskam szczękę tak mocno, że aż skrzypią mi zęby. Odchrząkuję w chwili gdy mówię:
-Nie, nie znam go.
StaciKS95: Just brought JoJo backstage to meet One Direction. Ahem…Those boys grew up…I shook Harry’s hand. SQUEEEEE!
LOUIEÂ

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
I`m pretty sure this was SMG music video before an edition. Just a pic wasn`t enough so i made the gif.
🎀 Baby Girl 💦
bipolarx-bitch.tumblr
bipolarx-bitch.tumblr
bipolarx-bitch.tumblr

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Zayn arriving at Valentino Spring/Summer 2016 UOMO Paris Fashion Show, 24/06
witches 🔮