@umieramplaczac

Alisa U Zemlji Chuda
Cosimo Galluzzi
noise dept.
art blog(derogatory)

⁂
h
YOU ARE THE REASON

Product Placement
ojovivo
Show & Tell

roma★

JBB: An Artblog!

titsay
wallacepolsom

blake kathryn

Jules of Nature
Misplaced Lens Cap
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
seen from Colombia
seen from Netherlands

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
@umieramplaczac
@umieramplaczac

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
@umieramplaczac
Są ludzie,
przy których myśli przestają biec
tak szybko jak zwykle.
Głos spokojniejszy od wieczoru,
kilka zwykłych zdań
i nagle w głowie robi się ciszej -
jakby ktoś na chwilę
pozamykał wszystkie trzaskające drzwi.
Nie pytam już jutra,
czy będzie łatwe.
Wystarczy mi świadomość,
że istnieją rozmowy,
po których człowiek oddycha lżej.
@pozwolmi
@umieramplaczac 21.05.2026 23:44
@umieramplaczac
Moja maska zadowolenia zaczyna pękać. Brakuje mi sił, by podtrzymywać pozory. Że w mojej ciszy nie dzieje się nic złego.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
@umieramplaczac
To nie jest słabość.
To jest moment, w którym wszystko w tobie mówi: dość.
Nie krzykiem —
krzyk już był i nic nie zmienił.
Teraz to jest ciche,
głębokie,
nieodwracalne.
Jak pęknięcie, którego nie da się skleić,
bo nie zostało nic, co chciałoby być całością.
I nagle rozumiesz,
że życie potrafi być tylko powtarzaniem bólu
w nowych dekoracjach.
Te same rany,
inne dni.
Tu wolno przestać wierzyć,
że jeszcze coś się naprawi.
Wolno odłożyć nadzieję
jak coś przeterminowanego,
co tylko zatruwało od środka.
Bo ile razy można zaczynać od zera,
jeśli za każdym razem kończy się poniżej?
Dusza jest zmęczona.
Nie dramatycznie.
Nie na pokaz.
Zużyta.
Jak coś, co działało za długo
bez sensu i bez powodu.
I wtedy przychodzi myśl —
nie nagła,
nie obca.
Spokojna.
Że odejście
nie musi być tragedią.
Że może być decyzją
czystą jak cisza po wszystkim.
Nie ucieczką.
Raczej wyjściem z miejsca,
które od dawna już nie jest twoje.
Z ciała, które ciąży,
z myśli, które ranią,
z historii, która nie chce się skończyć.
I przestajesz się bać.
Bo czego się bać,
kiedy najgorsze trwało latami?
Tu wolno chcieć zniknąć.
Wolno nie widzieć w tym grzechu.
Tylko konsekwencję.
Ciche zamknięcie drzwi,
które i tak od dawna były tylko atrapą wyjścia.
I kiedy wszystko w tobie już siada —
sens, strach, pamięć —
zostaje jedno uczucie.
Ulga, której jeszcze nie ma,
ale która jest bliżej niż kiedykolwiek.
Jakby koniec
był jedyną rzeczą,
która wreszcie ma sens...
Najpierw przestajesz się spieszyć.
Nie dlatego, że masz czas — po prostu już nie ma dokąd biec.
Rzeczy, które kiedyś ciągnęły, teraz tylko wiszą gdzieś obok, jak stare ubrania, których nie wyrzucasz, ale też nigdy nie założysz.
I coś w tobie cichnie.
Nie pęka. Nie krzyczy. Nie robi scen.
Po prostu się wycofuje, krok po kroku, z miejsc, które znało na pamięć.
Jeszcze jesteś - ale jakby mniej.
Jakby ktoś powoli przyciszał światło w pomieszczeniu, w którym i tak nikt nie patrzy.
Przestajesz zadawać pytania.
Bo odpowiedzi niczego już nie zmieniają.
Bo ile razy można składać coś z tych samych kawałków, udając, że tym razem będzie inne?
I wtedy pojawia się myśl.
Nie dramatyczna. Nie ciężka.
Raczej spokojna, jak zamknięcie książki, której nie chcesz już kończyć.
Że możesz odłożyć.
Nie naprawiać. Nie tłumaczyć. Nie próbować jeszcze raz.
Po prostu odłożyć.
I wyjść bez trzaskania drzwiami, bez słów, bez oglądania się.
Bo czasem koniec nie wygląda jak katastrofa.
Czasem wygląda jak cisza, która w końcu niczego od ciebie nie chce
Bo ile razy można składać siebie z tych samych kawałków,
tych, które już znają smak upadku,
udając, że tym razem powstanie coś innego —
coś, co przetrwa choć jeden spokojny dzień?
Bo ile razy można błagać o litość z tych samych ran,
które nauczyły się krwawić bezgłośnie,
udając, że tym razem ból naprawdę minie,
że nie wróci nocą, cichszy, ale głębszy?
Dusza przebudzona szepcze: ucieczka nie jest grzechem —
to świadomy krok w otchłań,
kolejny etap, nie koniec,
jak przejście przez drzwi, które zawsze tu były,
ale dopiero teraz masz odwagę je dostrzec.
Nie klęknę już więcej przed lustrem złudzeń,
które odbijało nie mnie, a oczekiwania świata.
Nie będę składać obietnic, których nie da się dotrzymać,
ani wierzyć w słowa, które dawno straciły znaczenie.
Wybieram wolność śmierci jak ptak,
który nie pyta, czy niebo go przyjmie,
tylko rozdziera ciszę skrzydłem
i zrywa się z klatki,
choćby miał spaść — byle nie zostać.
Cienie przeszłości odpływają z każdym oddechem,
jakby wreszcie ktoś odwiązał je od moich ramion.
Ich szept cichnie,
ich ciężar się rozpuszcza,
ich obecność przestaje być wyrokiem.
Przebudzona dusza wie: to nie porażka, to odrodzenie —
nie triumf, nie zwycięstwo,
ale cicha zgoda na to,
że nie wszystko musi być naprawione,
żeby mogło się skończyć.
Bo ile razy można nosić kajdany z tych samych łańcuchów,
które wrosły w skórę jak druga natura,
udając, że tym razem ciężar będzie lżejszy,
że wystarczy jeszcze trochę wytrzymać?
Ile razy można przekonywać siebie,
że to tylko etap,
że to minie,
że wszystko ma sens —
kiedy sens dawno przestał odpowiadać?
Teraz patrzę w bezkres —
nie jak w obietnicę,
ale jak w prawdę, która niczego nie ukrywa.
Śmierć to most do Źródła,
krok ku powrotowi,
rozpuszczenie formy, która już nie mieści duszy,
cisza, która nie wymaga wyjaśnień.
I może właśnie w tej ciszy
jest więcej prawdy
niż we wszystkich odpowiedziach,
które kiedykolwiek próbowały mnie zatrzymać.
Bo są granice,
których nie przekracza się krzykiem —
tylko milczeniem,
które wreszcie przestaje się bać.
Może tyle razy, ile trzeba,
aż w końcu przestaniesz się składać
z tego, co było —
i pozwolisz sobie rozsypać się naprawdę.
Może rany nie chcą litości,
tylko ciszy,
w której nikt już nie próbuje ich uciszać słowami.
Może ból nie wraca,
tylko stoi w drzwiach,
bo wciąż ktoś zostawia je uchylone.
A wolność nie jest skokiem w przepaść,
tylko odłożeniem klucza,
który od dawna nie pasował do żadnej z twoich klatek.
I może śmierć, o której mówisz,
to nie koniec —
tylko moment, w którym przestajesz być wszystkim,
czym kazano ci być,
a zaczynasz być niczym,
z czego dopiero można stworzyć prawdę.
Bo są takie granice,
których nie przekracza się krzykiem —
tylko decyzją,
cichą jak oddech,
który po raz pierwszy nie boli.
To nie jest słabość.
To jest moment, w którym wszystko w tobie mówi: dość.
Nie krzykiem —
krzyk już był i nic nie zmienił.
Teraz to jest ciche,
głębokie,
nieodwracalne.
Jak pęknięcie, którego nie da się skleić,
bo nie zostało nic, co chciałoby być całością.
I nagle rozumiesz,
że życie potrafi być tylko powtarzaniem bólu
w nowych dekoracjach.
Te same rany,
inne dni.
Tu wolno przestać wierzyć,
że jeszcze coś się naprawi.
Wolno odłożyć nadzieję
jak coś przeterminowanego,
co tylko zatruwało od środka.
Bo ile razy można zaczynać od zera,
jeśli za każdym razem kończy się poniżej?
Dusza jest zmęczona.
Nie dramatycznie.
Nie na pokaz.
Zużyta.
Jak coś, co działało za długo
bez sensu i bez powodu.
I wtedy przychodzi myśl —
nie nagła,
nie obca.
Spokojna.
Że odejście
nie musi być tragedią.
Że może być decyzją
czystą jak cisza po wszystkim.
Nie ucieczką.
Raczej wyjściem z miejsca,
które od dawna już nie jest twoje.
Z ciała, które ciąży,
z myśli, które ranią,
z historii, która nie chce się skończyć.
I przestajesz się bać.
Bo czego się bać,
kiedy najgorsze trwało latami?
Tu wolno chcieć zniknąć.
Wolno nie widzieć w tym grzechu.
Tylko konsekwencję.
Ciche zamknięcie drzwi,
które i tak od dawna były tylko atrapą wyjścia.
I kiedy wszystko w tobie już siada —
sens, strach, pamięć —
zostaje jedno uczucie.
Ulga, której jeszcze nie ma,
ale która jest bliżej niż kiedykolwiek.
Jakby koniec
był jedyną rzeczą,
która wreszcie ma sens...
Najpierw przestajesz się spieszyć.
Nie dlatego, że masz czas — po prostu już nie ma dokąd biec.
Rzeczy, które kiedyś ciągnęły, teraz tylko wiszą gdzieś obok, jak stare ubrania, których nie wyrzucasz, ale też nigdy nie założysz.
I coś w tobie cichnie.
Nie pęka. Nie krzyczy. Nie robi scen.
Po prostu się wycofuje, krok po kroku, z miejsc, które znało na pamięć.
Jeszcze jesteś - ale jakby mniej.
Jakby ktoś powoli przyciszał światło w pomieszczeniu, w którym i tak nikt nie patrzy.
Przestajesz zadawać pytania.
Bo odpowiedzi niczego już nie zmieniają.
Bo ile razy można składać coś z tych samych kawałków, udając, że tym razem będzie inne?
I wtedy pojawia się myśl.
Nie dramatyczna. Nie ciężka.
Raczej spokojna, jak zamknięcie książki, której nie chcesz już kończyć.
Że możesz odłożyć.
Nie naprawiać. Nie tłumaczyć. Nie próbować jeszcze raz.
Po prostu odłożyć.
I wyjść bez trzaskania drzwiami, bez słów, bez oglądania się.
Bo czasem koniec nie wygląda jak katastrofa.
Czasem wygląda jak cisza, która w końcu niczego od ciebie nie chce
Artist: Angelina Zhogina
I znów lufka za lufka

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
@umieramplaczac
Wybór
“Tak, wybrałbym Ciebie. Gdybym mógł mieć jeszcze jedną próbę,wybrałbym Ciebie. Jeśli świat miałby się skończyć dzisiaj, lub za tysiąc lat, to wybrałbym Ciebie.”
Zostawiłeś mnie z historią, której nie umiem zamknąć.
Chyba już nie dam rady
@umieramplaczac
I znów pokochałam nie tą osobę

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
@umieramplaczac
Dom
Noszę w sobie dom
zbudowany z ciszy i nawyków,
znam każdy skrzypiący stopień,
każdy kąt, w którym chowam strach
jak zapasowy koc na zimę.
To ja zapalam światło,
gdy robi się zbyt pusto,
ja zamykam drzwi na dwa obroty,
żeby noc nie weszła zbyt głęboko.
Umiem tu przetrwać.
Umiem tu być.
A jednak czasem
otwieram okno
i sprawdzam, czy świat
jeszcze pamięta zapach domów,
których nie było.
Śni mi się miejsce
bez adresu,
z ciepłem, które nie pyta,
dlaczego drżę,
i z podłogą, na której można usiąść
bez liczenia ucieczek.
Nie wiem, czy ten dom powstanie.
Może jest tylko szkicem
na odwrocie dnia.
Może fundamenty nosi ktoś inny,
a może nikt.
Wiem tylko,
że brakuje mi przestrzeni,
w której nie muszę być murem.
I boję się.
Bo jeśli wyjdę z tego, co znam,
mogę nie mieć dokąd wrócić.
A jeśli zostanę —
nigdy nie sprawdzę,
czy drzwi naprawdę były otwarte.
@umieramplaczac 24.01.2026 1:02