Po pracy, zjebany, ale jeszcze posprzątałem pokój. Landlord wykopał Rodrigo z domu, wprowadza się do hostelu naprzeciwko - musiałem przestawić jego torby w kąt, bo kradły przestrzeń. To mój znajomy z poprzedniej pracy; chcieliśmy razem robić poezję na ścianach, ale jakoś od września nic się nie dzieje. Jesienna entropia. Planowałem wyjść o północy do Bunkra, namawiałem Beatę, i okazało się, że dzisiaj nieczynne. Pada tylko deszcz i strzelają ognie na noc Guya Fawkesa. Przestawiam się w tryb cichej, biednej, przytulnej zimy, z minimalnym wydatkiem energii. Chcę tylko pisać, rysować, raz w tygodniu wyjść do galerii i do klubu.