CEGLANA ALEJKA
Londyn nie bez przyczyny nazywany jest kulinarną stolicą europy, pomimo opinii że brytyjczycy nie umieją gotować. Fakt, z rdzennych wyspiarzy tylko Gordon Ramsey, Jamie Oliver i Nigella Lawson są mistrzami tej sztuki, ale jeśli chcemy spróbować kuchni z całego świata to najlepszym miejscem jest zdecydowanie Brick Lane Market.
W niemal każda niedzielę pasjonaci jedzenia i kucharze zjeżdżają się do Brick Lane by dzielić się wspaniałościami swoich krajów. Market znajduje się na przeszklonym parterze starej kamienicy, która może i nie jest estetyczna, ale na pewno nadaje klimatu. Jedzenie sprzedawane jest z wcześniej ustawionych straganów i mobilnych kuchni.
Kiedy wchodzi sie do Boiler House, gdzie m.in. serwowane jest jedzenie, uderza ogrom zapachów. Zaczęliśmy przemierzać alejki w poszukiwaniu tego jedynego przysmaku, jednak na szczęście nasze wysiłki w tym zakresie spełzły na niczym. Dlaczego? Ponieważ na Brick Lane wszystko kusi kolorami, zapachami i smakami, a wszyscy artyści częstują próbkami przechodniów by zachęcić ich do kupna ich kulinarnych dzieł. Dobrze wiecie jak kochamy takie miejsca, więc dla nas wybór nie był łatwy!
Poczynając od kuchni wegetariańskich z wielu krajów około-indyjskich, azjatyckich i latynoamerykańskich, poprzez ciężką wołowinę i wieprzowinę Ameryki południowej i środkowej aż po delikatne azjatyckie i europejskie propozycje drobiowe. Ciężko jest wymienić wszystkie kuchnie w tym zakątku Lonydnu. Jedno czego można być pewnym odwiedzając market jest to, że za cenę £5-£6 za danie i kolejne £2-£5 za deser można wyjść szczęśliwym z tego miejsca. Każdy znajdzie coś dla siebie.
No dobra, to na co my się zdecydowaliśmy?
Nasz wybór padł na falafela we wrapie! Kolory i pełnia zapachów z tego miejsca kompletnie skradły nasze zmysły.
Cieciorkowy kotlet smażony w głębokim tłuszczu, zwany falafelem, często z naszego doświadczenia potrafi być dość suchy i kruchy jak za mocno przesmażona wieprzowina. Na szczęście nie tym razem.
Kotlet był wyśmienicie chrupiący na zewnątrz i wspaniale miękki w środku. O pozostałych warzywach i chrupiącym wrapie nie musimy wspominać, prawda?
Panie przygotowujący nasze przysmaki to prawdziwe profesjonalistki dbające o najwyższe standardy higieny na jakie tylko pozwalają polowe warunki marketu.
Oczywiście nie obyło się bez piwka na tyłach Boiler House gdzie również często można spotkać food trucki, pokazy kulinarne na żywo, ulicznych muzyków i wiele więcej. W ten weekend musieliśmy się jednak zadowolić słońcem i zimnymi lagerkami.
Na zakończenie przedstawiamy deser najbardziej żarłocznej pyrki, który zdążył zawitać już do Poznania jako Bubble Waffle Poznań.











