Dla tej Was garstki fanów mojej poezji
Zaserwuję dzisiaj szczyptę herezji.
Śmiem otóż wbrew większości twierdzić:
Jak poseł chrząka, czy beka, to nie pierdzi.
W naszej zaś kaczostanu rzeczywistości
Uchodzą płazem takie niegodziwości.
Bo ta banda klakierów, jak pod dyktando
Nuci na zamówienie legis murmurando.
Byleby w takt nadążyć za prezesem
Przepadnie inaczej synekura z kretesem.
Stary przykurcz podnosi wysoko batutę
Czyta na głos requiem nuty zatrute.
Tylko demokracja partytury fałsz słyszy
I zatyka uszy by choć umrzeć w ciszy.
Chucpiarskie towarzystwo już bez chamulców
Łajna i ścierwa używają budulców
Do wznoszenia pomników na chwałę czasu
Gdy z powrotem oto wróciliśmy do lasów
Wyuczeni w bezradności oddajemy pola
Nasz zaścianek siłom globalnego mogola.
Uczyć się wroga języka nie chcemy
Utuleni kolędą bezpieczeństwa ściemy.
Cofamy nasz kraj na skansenu skraj
Gdzie złudny nam pisowcy malują raj.
Gdzie się podział nasz protest obywatelski
Przecież dzisiaj rządzi drugi Jaruzelski
Tylko bez munduru i pod pozorami
Zwodzi lud ciemny cud obietnicami.
Że niby walczymy o godność i wiarę
Pomijając brzydalstw narodowych parę.
A przy okazji wznosząc sobie postument
Używając ułomnych praw jak instrument.
Bez wzglądu na los przyszłych pokoleń
Co odkryją kiedyś smród posłów zwarholeń
Zadłużają naród cały na potęgę
Skazując na poddaństwo kapitału mękę.
To chrząknie, to beknie, pierdzieć nie przestaje
Darmozjadów z Wiejskiej czas przepędzić zgraję
Wymienić nieuków z nadania kaczora
Przywrócić zaufanie do praw konstruktora.
Tak, tak... mówię do ciebie ośle pośle
Jak by tu było można wznioślej...
Złodzieju dobra wspólnego - wypierdalaj!
Świętej rzeczy pospolitej nie kalaj!
Zaraz po nazwiskach darmozjady pojadę
W złości, żalu, inwektywach odjadę
Bo w tym kraju żyć się już odechciewa
Gdy się przepychają z ryjem do chlewa.
I nam rozkradają za dnia dobro wspólne
A w nocy dyrektywy kaczora okólne
Zmieniają status gryzmołów na prawa
Wybuchnie, oj wybuchnie gniewu wrzawa!