🙁🙃
seen from Netherlands
seen from Russia

seen from Canada

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Italy
seen from China
seen from United States
seen from United States
seen from Italy

seen from United States
seen from Iraq
seen from Poland
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
🙁🙃

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Posting songs everyday day 1:
I LIKE CRAZY GUYS 🤩 He had his left eye fully tattooed (very painful and almost blind several days he said) and his tongue cutted as a snake tongue. He have an amazing personality.. Do not hesitate to follow his profile and you won’t feel borrying as he is very creative. 🤩 . Model : @zombiepunk4_ Photographer : @remi.itz . #punk #punksnotdead #punkrock #polishpunk #punkband #antythority #upthepunx #zombiepunk #london #camdentown #tattoo #camdenpunk #zombie #zombiepunktoureuropa #streetmodel #camdentonwpunks #historyofpunk #punk4life #upthepunx #camdenzombiepunk #punkz #punkhistory #anarchy #punksnotdead #tattoo #diypunk #diy #helppunksgetdrunk #tatouage #tatooedeye #oeiltatoue #langueserpent #snaketongue (à Camden Town) https://www.instagram.com/p/B550VNiCKzo/?igshid=7p5k2ugiisr1
Piosenka pochodzi z płyty "Blasfemia" (1992) Muzyka: Robert Matera, Paweł Piotrowski, Krzysztof Grabowski Słowa: Krzysztof Grabowski Nagrali: Robert "Robal" ...
pppppierwszy y y y y y razZzZzz
Światło świeć
Gdzieś w okolicach Olsztyna leży sobie wieś o nazwie Stanclewo. Choć nigdy tam nie byłem, to domyślam się, że otaczają ją jeziora, lasy i różne takie fajne mazurskie rekwizyty. Trafiłem? O Stanclewie pewnie nawet bym nie usłyszał, gdyby nie jeden bardzo znamienny fakt. To tam powstała płyta, którą uważam po pierwsze za najdoskonalszy eksponat polskiego hardcore’a, a po drugie za jeden z najciekawszych strzałów dla całej polskiej muzyki w ogóle. Gdy ponownie napadną nas Niemcy z zachodu, a Rosjanie ze wschodu, to będę pamiętał, żeby właśnie ten album - wraz z “Astigmatic” Komedy i “Nową Aleksandrią” Siekiery - zabrać do kryjówki w piwnicy. Na kolana ludzie przed “Legendą” Armii, bo o niej piszę tę notkę!
"Legenda” to potęga. Stanowi najmocniejszy dowód na to, że siła punk rocka tkwi w odwadze, nonkonformizmie i samowystarczalności. W 1990 roku stworzyli ją wyjadacze polskiej sceny - mówiąc o Brylewskim czy Budzyńskim spokojnie już pod koniec lat 80. można było użyć tego sformułowania - którzy w czasach upadku starego systemu, gdy rzeczywistość płonęła niczym napalm, wyjechali do Stanclewa, żeby osiedlić się w wiejskiej komunie. Zawsze miałem sceptyczny stosunek do tego typu socjo-eksperymentów (może za wyjątkiem kibuców w Izraelu), bo kojarzyły mi się z uprawianiem jogi na trawie, rozmawianiem z drzewami i Charlsem Mansonem, ale przez pryzmat “Legendy” zyskały nowy wymiar w gąszczu moich wyobrażeń. Z wypowiedzi samych muzyków wynika, że rytm życia, który wymogło na nich te kilka warmińskich chałupek z psami, kotami i polami wokół, miał znamienne przełożenie na proces tworzenia płyty. Kawałki powstawały w sposób zupełnie niewymuszony jakby były częścią wiejskiej prozy. Szczególnie istotne jest jednak to, że spora część materiału została w Stanclewie po prostu nagrana. Kurwa, nie do wiary... Nagrana w Stanclewie!
Pierwszym elementem, który rzuca się w ucho, gdy odpalamy album, jest nietypowe instrumentarium. Waltornia, w którą napierdalał Krzysztof Banasik, a która zamiast rozmywać i polerować muzykę sprawiła, że ta zrobiła się jeszcze bardziej agresywna, stała się czymś tak charakterystycznym dla brzmienia Armii, że powinno się ustanowić ogólny zakaz korzystania z tego narzędzia przez inne zespoły (z Kultem włącznie). Do tego doszła gitara klasyczna, flet, parapet, klarnet i chuj wie co jeszcze... Z opisu można by wywnioskować, że goście grali w najlepszym wypadku jak Skampararas, a przecież Armia to był czysty napierdol. Hardcore w pełnym znaczeniu tego słowa, z mocno przesterowaną gitarą i galopującą perkusją. Bad Brains w “Przebłysku 5″, Discharge w “Nie ja”, Killing Joke w “Gdzie ja tam będziesz ty”. Nieustanny atak z nielicznymi zwolnieniami, a wszystko przyozdobione zupełnie nieoczekiwanymi smaczkami. Numer “Opowieść zimowa” to ich opus magnum. Skompresowano w nim wszystko to co w Armii najlepsze. Kiedy wchodzi refren, to dosłownie niebo zachodzi chmurami, wilki zaczynają wyć, a ptaki spadają na ziemię. Prawdziwy hymn.
Za całą otoczkę związaną z “Legendą” odpowiedzialny był Budzyński. Dzięki jego tekstom, mocno poetyckim i na pozór niepunkowym, pełnym odniesień do gnostyckiego chrześcijaństwa z motywem człowieka zagubionego i uwięzionego w świecie, dzięki fenomenalnej okładce, którą wyrwał z grafik Sawwy Brodskiego i dzięki ukrytej symbolice czerpanej zarówno z europejskich jak i wschodnich tradycji, album stał się studnią, z której możemy czerpać po prostu kurwa w nieskończoność. To się nigdy nie wyczerpie.
W wielu miejscach podkreślałem, że bardzo istotne jest dla mnie piętno otoczenia, w którym powstają jakieś nagrania. Kiedy słucham Eyehategod i zamykam oczy, to widzę bagna Luizjany. Converge z kolei podsuwa mi obrazy kojarzące się z Nową Anglią: nagrobki, jesień, domy zbite z desek i wiedźmy wiszące na stryczku. Gorgoroth to śnieg, zimno i samotna chatka na wzgórzu, w której wielki typ z długimi batami utacza jakiemuś gościowi krew...
A co dostaję, gdy odpalam “Legendę”? Dostaję Polskę. Serio. Armia za pośrednictwem punk rocka odmalowuje wszystkie te cechy, która dla nadwiślańskiej krainy są najbardziej swoiste i charakterystyczne, ale tylko w skrajnie subtelny sposób. Nie mówię zatem o biedaszybach, fotoradarach i menelach śpiących na ławkach, ale o mistyce środkowoeuropejskiej ziemi, peryferyjnej nostalgii i prostej duchowości, czyli o elementach, które biją z poezji romantycznej, obrazów Chełmońskiego albo z “Austerii” Kawalerowicza. Wielokrotnie w przypadku Armii pisano o klimacie baśniowym i uważam, że żadne słowo nie oddaje równie celnie tego, co stanowiło esencję ich grania. “Legenda” jest magiczna. Jej słuchanie sprawia, że czujemy się dziwnie i swojsko jednocześnie. Chcę żeby to trwało.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Jeszcze wczoraj mieliśmy ideały Jeszcze wczoraj robiliśmy rewolucje Jeszcze wczoraj mieliśmy nadzieje Jeszcze wczoraj pod nami cały świat Jeszcze wczoraj rozpalone Twoje oczy Jeszcze wczoraj oczywiste prawdy Jeszcze wczoraj gniew Bogów był nam obcy Jeszcze wczoraj Jeszcze wczoraj Jeszcze wczoraj nie podałeś mi dłoni Jeszcze wczoraj krzyczałeś „to oni” Jeszcze wczoraj wierzyłem Ci na słowo Jeszcze wczoraj chciałem być z Tobą
przejebane
Przez te kilkanaście lat, Cały świata zapach, smak, Obcy się stawał gdy, Wolno mijały dni.
Zabili mi żółwia