Analiza - zdrowy i niezdrowy perfekcjonista. Opis, cechy, działania.
seen from China
seen from North Macedonia
seen from China

seen from Türkiye
seen from Canada
seen from China
seen from Indonesia

seen from United States
seen from Germany

seen from Türkiye
seen from United States
seen from Czechia
seen from Malaysia
seen from China

seen from Australia
seen from Türkiye
seen from United States
seen from Macao SAR China

seen from United States

seen from Greece
Analiza - zdrowy i niezdrowy perfekcjonista. Opis, cechy, działania.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
From • @maxkorvider NIEZDROWY BIZNES#ministerzdrowia #niezdrowy #niezdrowybiznes #szumowski #nazdrowie #dymisja #byebye #ministerszumowski https://www.instagram.com/p/CEDB-oIp_Z1aMBmTVhldGtm8QRTnjCdkKumB0c0/?igshid=pt28za44s04n
ekstremalnie głupi morfeusz
Uleciało z niego powietrze. Czarna jak smoła płachta opadła na wszystko wokół. Jedyne co przy nim zostało to głośne myśli.
Nie wiem co się teraz dzieje. Siedzę? Stoję? Może biegnę? A co jeśli to był psychodelik? Nic nie widzę. Kurwa, co się stało? Naprawdę, słyszę swoje myśli, bardzo wyraźnie. Nigdy ich nie słyszałem w ten sposób... Kurwa, nic nie pamiętam! Niech to już minie. Nie czuję swoich kończyn. A może umarłem? Za wcześnie.Tak wygląda śmierć? Ja pierdole, co się stało? Wszechogarniająca pustka rozlewająca się po horyzont, a co z Bogiem? A gdzie piekło i niebo? O co tu chodzi?
Blask jasnego światła przemknął przez czarne tło. Chwilę po nim rozbrzmiał głos gniecionej kartki papieru. Wtem do symfonii dźwięków swe solo zagrał odgłos wyrwanej żywcem karki z zeszytu. Dołączył do niego dźwięk długopisu szorującego po papierze. Chwila przerwy. Wszystko ucichło.
Wrócił do żywych. Znalazł się w znajomej mu scenerii. Siedział przy biurku, tuż pod nosem miał kartkę wypełnioną słowami. W pierwszej kolejności nie zwrócił na nią uwagi. Z niedowierzaniem rozejrzał się po pokoju odczuwając ulgę. W duchu otarł się o śmierć. Przynajmniej takie odnosił wrażenie. Spojrzał przenikliwie na kartkę. Widząc coś w guście grafomańskich ekscesów na niczym nie wyróżniającej się kartce zaczął wczytywać się w jej treść.
“Na wstępie należą Wam się przeprosiny. Wybaczcie, choć to tylko słowa, które i tak nie zmyją moich czynów - dłużej nie wytrzymam. Może z czasem zrozumiecie dlaczego to zrobiłem. Wbrew sobie wierzę, że czas uleczy rany. W moim przypadku sam wyzwoliłem swą duszę od cierpienia. Dokonałem eutanazji na szczęściu. Przeżyłem problem z rozróżnianiem dobra i zła. Zawiodłem się na hedonizmie, myląc go z chęcią do życia. W tej chwili trzyma mnie jeszcze delikatny lot, co pewnie poczujecie na wejściu do pokoju. Przepraszam, ale bez znieczulenia ciężko mi było funkcjonować. Początek kieruję do Was - mamo, tato… Nie byliście źli, naprawdę. Daliście mi wszystko, zwłaszcza siebie. Sam się od was odsunąłem, popadając w obłęd. Od nadmiaru bodźców moje neurony nieustannie szalały. Wszystko to zwieńczyła choroba, co spotęgowało tylko moje wyrzuty sumienia. Musieliście się jedynie męczyć za moją głupotę. Nie chcę już niczego, jedynie waszego dobra - moja misja już dawno minęła, choć nie została zaliczona. Aktualnie jestem świadomy przejścia na drugą stronę. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby wam się wiodło. Skupcie się na Alicji, bo teraz będzie Was bardzo potrzebować. Może wyjdę na hipokrytę, bo na wieść o jej narodzinach nie byłem zadowolony, ale kocham ją równie mocno co was. Za każdym razem, gdy było mi źle nie raczyłem was poinformować - może to błąd, ale zawsze wracałem myślami do miłych wspomnień. Zanim zbłądziłem wszystko było jak w bajce - dopiero teraz to doceniłem, ale już jest za późno. Zawiodłem. Kocham was.”
Przerwał czytanie. Złapał się za serce. Wyszczerzył oczy patrząc w sufit. Nie mógł uwierzyć, że to jego słowa. Poczuł zażenowanie. Paskudne poczucie wstydu złapało go za gardło. Z ledwością łapał oddech. Serce zaczęło skakać jak autor na większości zakrapianych imprez. Przełknął ślinę wracając do listu.
“Uwierzcie mi, że to moja decyzja. Zawsze byłem sceptycznie nastawiony do tych durnych zabaw w stylu niebieskiego wieloryba. Jak mam się zabić to bez niczyjej pomocy. Przyjaciele, pragnę się z Wami rozstać, raz na zawsze. Daliście mi wszystko. Byliście, gdy miałem problem. Zaniedbałem Was. Srogo zaniedbałem. Zaniechałem wszystkie wartości, które szlifowaliśmy od początku. Zamiast przeżywać z Wami radość chwil, wolałem dzielić się ekscesami z tą bandą palantów. Znienawidziłem siebie. Nigdy, przyrzekam - nigdy nie czułem większej obrazy do kogokolwiek, jak do siebie samego. Wolna wola przyczyniła się do wszystkiego, bo w końcu mam swój rozum. Moja głowa strasznie ucierpiała. Nie wierzcie kłamstwom, zawsze broniłem waszych imion, będąc nawet na przegranej pozycji. Odsunąłem się, bo sam tego chciałem. To nie była Wasza wina, dobrze o tym wiecie. Nawet gdy popadłem w bezmyślny romans, w świętej trójcy mogłem znaleźć schronienie od wszelkiego gówna. Zasialiście we mnie ziarno dobrych wspomnień, mimo jałowej gleby. Dzięki, serio. Moim neuronom już nikt nie zapali światła.”
Oderwał wzrok od listu biorąc przy tym bardzo głęboki wdech. Nigdy wcześniej nie mógł zmieścić w swoich płucach takiej ilości powietrza. Nagromadzony w nim tlen spokojnie mógłby zaspokoić fanaberie oddechowe całej ludzkości. Wziął wdech tak głęboki, jak rów mariański. Słysząc hałas za swoimi plecami obrócił się gwałtownie. Znowu znajoma sceneria. Twarze, z którymi widuje się codziennie. Wszystkim dokucza wesoły nastrój. Przekrwione oczy, małe źrenice i kubki wypełnione aż po brzegi. Pod sufitem unosi się smuga dymu. Muzyka w pewnym sensie robi tylko za tło. Pełni rolę równorzędną, w starciu z uczestnikami imprezy. Nagle ktoś go woła. Nie widzą go, choć ten siedzi na krześle obrotowym tuż przed nimi. Ktoś wybiegł z pokoju. Reszta została. Nagle wtargnął tu ból głowy. Padają słowa typu “zgon”, “śpi”. “jutro”. “umarł”.
Co to znaczy? - epizodyczna myśl doszła do głosu.
Wszyscy wybiegli z pokoju. Obserwator zniknął wraz z dymem. Przeniósł się w ciche, spokojne miejsce otoczone drzewami. Szedł wzdłuż leśnej ścieżki. Coś zaczęło w nim pełzać, jak wąż. Poczuł coś obcego w gardle. Zrzygał się. Z jego ust poleciał strumień czarnej ziemi i białych tabletek. Nic. Tylko ziemia i tabletki. Żadnej myśli. Trwało to może godzinę. Nieustająca z początku fala blokowała wszelkie procesy myślowe. Tym samym potęgowała ból, rozchodzący się po całym ciele. Żaden śmiertelnik nie byłby w stanie tego przeżyć. Podczas tej godziny chłopak nie miał chwili by złapać oddech. Przebłyski wróciły do niego jak karma. Z ostrym przytupem przypomniał sobie co się stało. List napisał przed wyjściem. Wyszedł z domu i trafił na imprezę. Nic nowego.
Nagłe oblężenie organizmu przez morze alkoholu i leków namówiło ducha na spacer. Wyszedł sam z siebie, zapominając o drodze do domu. Zaplanował to. Udało się. Może nie był to plan doskonały, bo miał swoje skazy, ale się powiódł. Życie przeminęło. Teraz pozostał spacer. Wieczny spacer po drodze pełnej wspomnień. I choć miliony oczy nie skupiło na nim swojej uwagi to odszedł z hukiem. Przypomnieli sobie o jego minionym istnieniu, stawiając ponad wszystko uczczenie jego pamięci. Pozostał mu tylko wiatr. Letni kojący skórę wiatr. Dźwięk delikatnie nękanych strun gitary pozostał przy nim umilając mu wędrówkę.