Not Broken Just Bent - paused pending more chapters and a general figuring out of where exactly it's going.
Little Note - Loads of words written, unfortunately other games updated and I've lost motivation right now. Will be picked back up! It's not abandoned!
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Nawet nie wiesz… Chwila, to tak trochę nie kulturalnie zaczynać bez powitania, także „Dobry wieczór” :D Nawet nie wiesz z jaką niecierpliwością czekałam na nowy rozdział „not broken, just bent”! I dzisiaj, po jakże męczącym dniu w pracy, przeglądałam sobie Internet i przy okazji weszłam na Twojego bloga, a tam czekała na mnie nowa część! Ach jakże miła niespodzianka na koniec dnia :) Ogólnie jestem strasznie beznadziejna jeśli chodzi o komentowanie opowiadań, ale mam ogromną nadzieję, że Louis wywiąże się z zadania i zabierze Harolda na wakacje, a one pomogą uratować im ich związek. I niech dzieci przestaną nienawidzić Louisa, tak bardzo jest mi go szkoda :( Więc ja już będę kończyć mój beznadziejny komentarz. Życzę weny i wiedz, że niecierpliwie czekam na ostatnie dwa rozdziały :) Pozdrawiam serdecznie, Nika
Dzień dobry w ten deszczowy poniedziałek! :)
Przede wszystkim, to jestem taką sklerotyczką, ale nie miałam pojęcia, ze mnie czytasz, wow! Cieszy mnie, że nowy rozdział sprawił ci radość (aww, aww, sto serc!). I w ogóle to jesteś pierwszą osobą, której szkoda Louisa. Wszyscy nienawidzą go ze szczerego serduszka (a przynajmniej ci, którzy coś napisali a propos nowego rozdziału). Wakacje pozostaną słodką tajemnicą, ale rozdziałów będzie więcej :)
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
o mój Boże!!! jest!! tak długo czekałam na kolejny rozdział i się pojawił i jest cudowny i Ben był Mega :D Przeraża mnie ilośc rozdziałów do zakończenia opowiadania :( Mam nadzieję że kolejny pojawi się szybciej ;)
Pozdrawiam serdecznie i życze weny :***
Ben to moje ukochane sassy słoneczko i odziedziczył to po lepszej stronie swojego ojca, której jego ojciec już nie pamięta, postanowione :)
Przykro mi, że czekaliście tak długo i naprawdę mam nadzieję, że sprężę tyłek szybciej i tym razem rozdział będzie prędzej. Przy okazji - będzie ich też więcej. Całej fabuły, którą mam (gdzieś tam, bo zgubiłam) rozpisaną nie zmieszczę w dwóch rozdziałach, więc - hip hip hurra! - będę przedłużać.
Bohaterowie: Louis Tomlinson, Harry Styles-Tomlinson, Lily Tomlinson, Ben Tomlinson, Aideen Chapel; epizodycznie - Liam Payne, Zayn Malik, Niall Horan, Eleanor Calder i inni.
Opis: Harry i Louis są w szczęśliwym związku od kilku lat. A przynajmniej tak tylko wydawało się Harry’emu.
Lub po prostu: Louis i Harry uczą się kochać na nowo.
Ostrzeżenia: Tematyka homoseksualna, występują sceny +18, przekleństwa, przemoc.
AU! - 1D istniało, zakończyło swoją działalność.
Od Autorki: Nie wiem, czy przepraszam wystarczy, ale przepraszam.
-X-
I oto, znów tu jest. Siedząc przy tym przeklętym stole w jadalni naprzeciw swojego (jeszcze) męża. Jego dłonie są spocone i powykręcane pod dziwnymi kątami, zupełnie jakby takie ułożenie rąk sprawiało, że jego stres się zmniejsza. Oczywiście, że nie zmniejsza, to tylko cholerne złudzenie i Harry coraz bardziej ma już dość tych wszystkich złudzeń. Louis siedzi naprzeciw niego, jego oczy są lekko opuchnięte i Harry przez chwilę ledwie zastanawia się, czy mężczyzna płakał. Potem jednak dociera do niego, że to Louis i był na pieprzonej randce ze swoim kochankiem, na którą on sam go wysłał i jeśli płakał, to bardzo dobrze i należało mu się za te wszystkie noce, które Harry, Ben i Lily przepłakali w poduszki. I tak, to jest okrutne, ale Louis wcale nie był lepszy, a Harry miał już dość bycia tym dobrym. Tak po prostu. Cała ta walka zaczyna go wreszcie męczyć, tak zwyczajnie męczyć, jak męczące bywa codzienne wstawanie do pracy, której nienawidzi się z całego serca.
Bo tym to właśnie jest – pracą. Wszystkie próby ratowania jego małżeństwa, wszystkie czułe gesty, wszystkie momenty, w których starał się pokazać Louisowi jak wiele wciąż dla Harry’ego znaczy były pracą. A nie tak powinien o tym myśleć – to powinno być prostsze. Prawda?
Harry unosi zmęczone spojrzenie swoich oczu i raz jeszcze przygląda się uważnie swojemu mężowi. Coś w jego postawie, sposobie w jaki spogląda w przestrzeń sprawia, że Harry przez sekundę czuje poczucie winy. Przez ledwie sekundę czuje, że nie powinien tak źle życzyć Louisowi, że jeśli ktoś tutaj zasługiwał na to, by płakać całe noce, to był to on. A potem przypomina sobie o zapłakanych oczach Lily i poczucie winy znów zastępuje żal i wściekłość. Zmęczenie nie opuszcza go nawet na sekundę.
Wzdychając głośno, Harry opiera łokcie na ich nowym stole jadalnianym, podpierając podbródek na swych dłoniach. Z wyczekiwaniem spogląda na dwójkę swoich pociech, stojących po jego lewej stronie.
- Ben, Lily – zaczyna, jednak syn unosi dłoń, uciszając go tym gestem. Harry, zaskoczony stanowczością wymalowaną na jego twarzy, siada wyprostowany na swoim krześle, zakładając dłonie na piersiach.
Proszę, proszę – myśli z rozbawieniem.
- Jesteście nieznośni – mówi w końcu malec i Harry kątem oka zauważa jak brwi Louisa wędrują ku górze. – Aha. Zachowujecie się gorzej niż małe dzieci! Jesteście nieznośni, w ogóle się nie słuchacie i w ogóle się nie staracie!
Harry zamiera, jego usta otwierają się nieświadomie w podziwie i szoku, jakiego doznaje, słysząc słowa swojego syna. Spogląda na małą Lily, której usta są mocno zaciśnięte, a jej blond główka energicznie potakuje każdemu słowu starszego brata. Gdyby Harry nie był tak zdziwiony, zapewne parsknąłby teraz śmiechem. Właśnie dostaje wykład od dwójki swoich dzieci – nawet nie myślał, że kiedyś do tego dojdzie.
Harry zerka kątem oka na Louisa i tak, jak się spodziewał, szatyn nie wygląda na zadowolonego. Jego brwi są ściągnięte, na twarzy widnieje grymas, a cała jego postawa mówi „atak”. Harry wywraca oczami, to tak bardzo podobne do Louisa – nawet krytyka od własnych dzieci jest dla niego nie do przyjęcia. Louis otwiera usta, a Harry już przygotowuje się na tyradę, która zaraz z nich padnie: - Ben, uważaj na sło-.
- Na nic nie będę uważał! – przerywa Louisowi krzykiem malec, a ten zamiera w pół słowa. Ben wściekle dyszy, wyraźnie straciwszy nad sobą panowanie i Louis widzi w nim samego siebie, gdy był jeszcze dzieckiem. Pięść Bena jest zaciśnięta, w drugiej kurczowo trzyma rękę swojej siostry, a na jego twarzy widnieje już nie tylko determinacja, ale i wściekłość.
- Na nic nie będę uważał – Ben powtarza, już spokojniej. – Nie, bo do Was nic nie dociera! Na was trzeba krzyczeć jak na małe, rozwydrzone bachory. A na ciebie – Ben wskazuje na Louisa swoim dziecięcym palcem – to ja już słów nie mam! Robisz co chcesz, tata się chociaż stara, a ty? Wracasz w środku nocy z jakiejś randki i myślisz, że tak po prostu możesz tu wrócić i udawać, że nic się nie stało?! Że ja i Lily niczego nie rozumiemy, bo jesteśmy dziećmi? Jesteśmy, ale zachowujemy się lepiej niż ty!
Louis zamiera, czując jak słowa syna uderzają go prosto w twarz, mocniej niż policzek. Wściekle uderza pięściami w stół, ciesząc się w duchu, że Harry wymienił go na drewniany.
- Louis!
- Nic nie rozumiesz, Ben, to są sprawy dorosłych! – Louis krzyczy na syna, unosząc głos, na co Lily mocniej przytula swojego misia i chowa się za nogami brata, który lekko zadrżał, gdy pięści Louisa z hukiem uderzyły w blat stołu. Louis przeklina siebie pod nosem, jednak nie cofa ani słowa.
- Louis, przesadzasz, dzieci się boją!
- To zacznij się zachowywać, jak dorosły! – odwrzaskuje na niego syn i Louis milknie, czując jak w jego oczach wzbierają się łzy. Tu już nie chodzi o Harry’ego i o ich małżeństwo, zdaje sobie nagle sprawę. Jego syn zaczyna go nienawidzić i Louis zamiera, widząc to w jego oczach i tym, jak obronnie obejmuje swoją młodszą siostrę. Ben zaczyna go nienawidzić i – co gorsza – Louis wcale mu się nie dziwi.
- Dosyć tego – Harry wstaje ze swojego miejsca i podchodzi do dwójki dzieci. Spogląda na córkę i widzi łzy, zbierające się w jej oczach. Wyciąga ręce do dziewczynki, a ta natychmiast zatapia się w jego ramionach, traktując je bardziej jak schronienie. Harry dotyka głowy swojej starszej pociechy, lekko mierzwiąc jego brązowe włosy.
- Ben, myślę, że wystarczy – mówi tylko, a Ben, nawet na niego nie spoglądając, przecząco kiwa głową. Harry wzdycha. – Ben, dokończymy tę rozmowę później. Teraz powinniśmy się wszyscy uspokoić. Wiem, że to dla ciebie również ciężka sytuacja, jednak rozmawialiśmy o tym, pamiętasz? Musimy przez to przejść jako rodzina.
- Więc niech on zacznie się zachowywać jak jej część – mówi chłopiec, nie kryjąc swojej złości, po czym obraca się na pięcie i biegiem rusza w kierunku schodów. Harry wzdycha, posyłając Louisowi spojrzenie pełne wyrzutu. Widzisz, co zrobiłeś?
Głaszcząc jasne włosy Lily, Harry wychodzi na taras. Mała mocno przytula się do jego boku, trzymając podbródek oparty na jego ramieniu. Harry przytula córeczkę jeszcze mocniej i wdycha zapach jej truskawkowego szamponu do włosów, który dziewczynka sama wybrała. Trwają tak przez kilka minut, wtuleni w siebie. Ręce Harry’ego zaczynają cierpnąć, jednak wytrzymuje ten dyskomfort, czekając aż jego dziecko się uspokoi. Kiedy wyczuwa, że oddech dziewczynki się unormował, uśmiecha się i z lekkim oporem ze strony córki, stawia ją na deskach tarasu.
- Co powiesz na to – zaczyna, starając się, by jego głos brzmiał jak najbardziej radośnie – żebyśmy poszli po Bena i dokończyli budować twój domek księżniczki, hm?
Wyraz twarzy dziewczynki natychmiast się zmienia – jej oczy jaśnieją, na usta wstępuje szeroki uśmiech z rodzaju tych od ucha do ucha. Wszystko w niej nagle zdaje się zapomnieć o kłótni sprzed paru sekund – jej rączki radośnie klaszczą, a cała postać podskakuje dwukrotnie w euforii.
- Taaaaaak! – krzyczy z entuzjazmem i wbiega ponownie do salonu. Z uśmiechem na twarzy, Harry rusza za nią. Zamiera jednak w progu, widząc Louisa nadal siedzącego przy stole ze wzrokiem martwo wpatrzonym w przestrzeń. Harry stoi tak przez kilka sekund, szukając w głowie odpowiednich słów, które mógłby powiedzieć; takich, które mogłyby przynieść jakiekolwiek pocieszenie, jednak nie znajduje ich. Lily właśnie przebiega tuż obok ojca, jakby nie zdając sobie sprawy z jego obecności, jednak gdy tylko dociera do schodów zatrzymuje się i z lekkim zwątpieniem zawraca. Jej decyzja jest szybka. Na swoich krótkich nóżkach szybko podbiega do Louisa i przytula go mocno, po czym wspina się na palce i całuje jego policzek.
Louis spogląda na dziecko w szoku, jego twarz wykrzywiona w grymasie bólu. Nie odpowiada od razu, przez łzy tworzące wielką gulę w jego gardle i niedowierzanie spowodowane tym zwyczajnym gestem ze strony jego córki.
- Tak – mówi w końcu zachrypniętym głosem, a Harry uśmiecha się lekko, gdy mała podskakuję w górę, krzycząc „hurra!” i biegiem rusza ku schodom, chcąc zawołać swojego brata.
- Lily, nie tak szybko! – Harry karci ją z uśmiechem na twarzy.
Louis odwraca się w kierunku Harry’ego. Wygląda na zmarnowanego i zniszczonego, jednak w jego oczach Harry dostrzega ledwie widoczny blask. To nie był łatwy dzień dla Louisa – myśli, spoglądając na męża z czymś w rodzaju troski. Harry podchodzi do mężczyzny siedzącego na krześle i dłonią niepewnie przeczesuje jego zmierzwione włosy.
- Trzeba je ściąć – mruczy pod nosem, a Louis chwyta jego dłoń.
- Dziękuję – mówi szeptem.
- Nie mnie musisz dziękować, ja nie miałem z tym nic wspólnego.
Louis potrząsa przecząco głową: - Nie za to.
Harry nie odpowiada, zabierając mężowi swoją dłoń. W tej samej chwili z góry schodzi dwójka ich pociech – Lily z radosnym uśmiechem na twarzy i Ben wciąż z lekkim grymasem na twarzy. Harry uśmiecha się, widząc jednak, że syn wygląda już na spokojniejszego. Przechodząc przez salon, Ben nie spogląda ani razu w kierunku Louisa. Harry wzdycha, będzie musiał porozmawiać z malcem.
Resztę dnia spędzają razem, jak rodzina. Harry z radością patrzy jak Lily z uśmiechem na ustach maluje białą farbą zewnętrzną stronę swojego domku, podczas gdy on wraz z Benem i Louisem dopieszczają wszystko od środka. Nim nadchodzi czas kolacji, domek księżniczki jest już prawie gotowy. Biorąc wiaderko z różową farbą (Lily koniecznie chciała mieć różowe akcenty, bo „Tato! Takie mają księżniczki!”), Harry uśmiecha się szeroko patrząc na ich wspólne dzieło.
- Gotowa? – pyta wesoło, otwierając pojemnik, a Lily klaszcze w dłonie.
- Aha! – potakuje z entuzjazmem. – Bardzo, bardzo!
Harry sięga po dłoń córki, jednak ta odsuwa się, głośno krzycząc „Ja sama!”. Brunet kręci z rozbawieniem głową, jednak nie protestuje. Z blaskiem w oczach obserwuje, jak jego córeczka zatapia dłoń w farbie, krzywiąc się z niesmakiem. Do jego uszu dociera śmiech Louisa, kiedy Lily strzepuje nadmiar farby z rąk, po czym podchodzi do ściany swojego domku i przyciska do niej dłoń, zostawiając tam swój odcisk.
- Teraz jest mój? – mówi cicho, z podekscytowaniem. Harry uśmiecha się, kiwając głową.
- Nawet go podpisałaś – słyszy głos Louisa.
Lily podskakuje radośnie i szybko podbiega do brata, ciągnąc go za przegub dłoni: - Szybko, szybko! To będzie też twój!
Normalność tej sceny łamie Harry’emu serce.
-X-
Wieczorem, Louis siedzi na parapecie w pokoju gościnnym i przygląda się gwiazdom za oknem. Skulone nogi mocno przyciąga do swojej klatki piersiowej i stara się oddychać jak najbardziej spokojnie, bojąc się, że gdy straci nad sobą panowanie, to już nigdy nie przestanie płakać. Po jego policzkach płyną z trudem hamowane łzy. Ze złością, Louis ociera je wierzchem dłoni.
To nie miało tak być. Chciał to rozwiązać całkowicie inaczej i nigdy – przenigdy! – nie chciał skrzywdzić swoich dzieci. Nie myślał, naprawdę nie miał pojęcia, że ich separacja i przyszły rozwód tak bardzo odbiją się na maluchach. Oczywiście, że słuchał radia i oczywiście, że wiedział jak dzieci przeżywają rozstania rodziców – sam w końcu był przykładem. Myślał jednak, że z nimi będzie inaczej; Że uda mu się wytłumaczyć maluchom, że nigdy nie przestał i nie przestanie ich kochać, tylko on i Tata już nie kochają się tak mocno, jak powinni to robić i, że Louis naprawdę nigdy ich nie opuści i, że zawsze będzie dla nich, wystarczy, że go zawołają i… Naprawdę nie chciał ich skrzywdzić.
Telefon w kieszeni Louisa wibruje, a on mechanicznie sięga po niego i nawet nie spoglądając na nadawcę, odbiera połączenie. Przez sekundę po drugiej stronie panuje cisza, aż w końcu słyszy ten znajomy głos – głos, który jeszcze wczoraj wzbudzał w nim dreszcz podniecenia.
- Louis, tak strasznie tęsknię – Aideen po drugiej stronie wzdycha delikatnie. – Przyjdź do mnie, wymknij się, przecież to nie areszt domowy.
Louis nie odpowiada, nadal spoglądając w gwiazdy. Serce w jego piersi przez chwilę trzepoczę radośnie, a potem przypomina sobie, że to jedna z przyczyn, przez które Ben go nienawidzi. Wierzchem dłoni, Louis ociera swoje policzki, tym razem już bez złości.
Louis kiwa głową, jednak nagle przypominając sobie, że Aideen go nie słyszy, cicho potakuje.
- Też go widzę. Moglibyśmy patrzeć na niego razem – przez chwilę chłopak milczy, - gdybyś tu był.
Louis nie wytrzymuje, dając łzom lecieć po policzkach. Z jego ust wydobywa się szloch, którego nie ma sił już dłużej powstrzymywać. Płacze tak przez kilka minut, podczas których Aideen nie mówi ani słowa, a przecież Louis właśnie tego teraz potrzebuje – pocieszenia. Chce, by Aideen powiedział mu, że wszystko będzie dobrze i jakoś to się ułoży, i nawet jeśli on i Harry się nie zejdą, to dzieci i tak będą go kochać.
- Moje dzieci mnie nienawidzą, Aideen.
Rytmiczny sygnał, świadczący o rozłączeniu połączenia wywierca Louisowi dziurę w sercu. Łzy swobodnie płyną po jego policzkach, podczas gdy szatyn jeszcze bardziej zwija się w kulkę na swoim siedzeniu. Tę noc spędza samotnie, płacząc niczym dziecko na parapecie okna.
Rankiem, głowa Louisa nieznośnie pulsuje, a oczy szczypią od całonocnego płaczu. Przekręcając szyję, mężczyzna zdaje sobie również sprawę z tego, ze cały jego kark jest zesztywniały, od pozycji, w której w końcu zasnął uśpiony ciągłym płaczem. Louis rusza do łazienki, sycząc z bólu kiedy prostuje plecy, by przemyć twarz zimną wodą. Spoglądając w lustro dochodzi do wniosku, że już i tak nie będzie wyglądał lepiej i tylko przeczesuje palcami włosy, ruszając do reszty rodziny.
Pokój gościnny jest umiejscowiony niemal vis-a-vis salonu, więc Louis niemal natychmiast ląduje wśród porannego zgiełku.
- Dzień dobry – mówi lekko zachrypniętym głosem, starając się brzmieć jak najweselej, wszyscy jednak zajęci swoimi sprawami zdają się nie zwracać na niego uwagi. Louis wzrusza ramionami, bo tak jest nawet lepiej. Nim zdąży rozejrzeć się po obecnych w pomieszczeniu domownikach, do środka wbiega zdyszany Niall, niosąc siatki z zakupami. Ach, zakupy, Louis kompletnie zapomniał o wykonywaniu tej codzienności.
- Nie wierzę! – burczy Niall pod nosem, wyraźnie oburzony, wnosząc do środka kolejne siatki. – Macie dwójkę dzieci i pustą lodówkę. Kto to widział taką skrajną nieodpowiedzialność. Dwójka dzieci! Niby czym planowaliście ich karmić, fast foodami?!
Harry opiera się biodrem o blat w kuchni, trzymając w dłoni kubek z kawą. Ubrany jest w zwyczajną białą koszulę i czarne dżinsy, jednak Louis jest w stu procentach pewien, że wygląda tysiąc razy lepiej niż on sam – ubrany w wczorajsze ciuchy, z opuchniętą twarzą i sińcami pod oczami. Harry unosi swój kubek w kierunku Louisa, pytającym gestem, na co szatyn jedynie kiwa głową.
- Dzięki – mruczy po chwili, kiedy wreszcie udaje mu się dojść do bruneta i bierze od niego parujący kubek z napojem. To właśnie wtedy Niall zaprzestaje swoich ruchów, cały huragan w domu zdaje się ustać i wszyscy nagle skupiają swoją uwagę na Louisie.
- Jezu, Louis, wyglądasz jak gówno – komentuje Irlandczyk, krzywiąc się na widok szatyna. Louis kiwa głową, biorąc łyk swojego napoju.
- Aha, dzięki – mruczy w odpowiedzi, rozglądając się po pokoju. – Dzieci jeszcze śpią? – pyta Harry’ego.
Harry kiwa głową: - Tak, długo rozmawialiśmy w nocy.
Louis nie odpowiada, potakując jedynie ze zrozumieniem. Tak, już on coś wiedział o nieprzespanych nocach.
- Naprawdę, jak gówno – powtarza Niall, kręcąc głową i zaczyna rozpakowywać zakuy. Louis prycha pod nosem, jednak nic nie mówi. Podchodzi jednak do Irlandczyka, odbiera od niego produkty i lokuje je w odpowiednich szafkach. Zajęty swoją pracą nawet nie zauważa, jak do środka wchodzi Eleanor niosąc jeszcze jedną siatkę. Dziewczyna podchodzi do Irlandczyka, obejmując go od tyłu w pasie i delikatnie przytula się do jego pleców, co Louis zauważa dopiero, gdy posyła mu delikatny uśmiech, na który on również odpowiada uśmiechem.
- Cześć Eleanor – mówi pogodnie, czując ciepło bijące od dziewczyny. Brunetka odpowiada mu tym samym i Louis wraca do swojej pracy.
Harry, stojąc nadal oparty o bla, przesuwając się tylko wtedy gdy Louis potrzebuje się dostać do zasłoniętych przez jego nogi szafek, posyła dziewczynie uśmiech. Eleanor odpowiada mu tym samym, po czym składa soczystego buziaka na policzku Irlandczyka. Harry uśmiecha się na ten widok, zawsze czuł, że skończą razem.
- Jak przygotowania do ślubu? – pyta w końcu, a Eleanor nagle podskakuje, jakby o czymś sobie przypomniała. W pośpiechu rusza do torebki leżącej na fotelu nieopodal, po czym wyciąga z niej dwie kremowe koperty. Harry wzdycha, czy wszyscy założyli już, że nie są małżeństwem?
- Całkiem bym zapomniała! – mówi z roztargnieniem, wręczając Harry’emu kopertę. Brunet bierze od dziewczyny kopertę i przygląda się złotemu napisowi - „H. L. Tomlinson”. Jego serce delikatnie trzepocze.
- Ostatni kwartał, co? – mówi Louis, patrząc mu przez ramię na zaproszenie.
Eleanor kiwa głową: - Aha, nawet nie wiem kiedy to zleciało!
Louis spogląda ciekawsko na kopertę, którą dziewczyna nadal trzyma w dłoni, co Harry zauważa kątem oka. Ma ochotę parsknąć śmiechem, widząc tą dziecięcą stronę swojego męża.
- Wiecie co – Niall, który dotąd był nadzwyczajnie cicho, przerywa rozmyślania bruneta. – Dość tego, oboje wyglądacie jak nieszczęścia, w dodatku założę się, że dzieci dają wam nieźle w kość. A wy nie macie teraz zajmować się dziećmi, tylko pracować nad swoim małżeństwem.
Hary otwiera usta, żeby przerwać tę tyradę, jednak Niall unosi dłoń, uciszając go. Brunet ma ochotę przewrócić oczami, to już drugi raz w ciągu doby, kiedy ktoś ucisza go w ten sposób. Postanawia jednak ograniczyć się do cichego prychnięcia pod nosem.
- Niall, o czym ty mówisz? – pyta Louis, nie zważając na próby uciszenia go przez blondwłosego mężczyznę.
- O tym, że należą się wam wakacje. Louis, moja kolej na zadanie dla ciebie i rozkazuję ci, żebyś zabrał swojego męża na wakacje.
Harry nie wie czy śmiać się, czy płakać gdy widzi zdruzgotane spojrzenie Louisa.