"Life is too short to wear boring clothes". No właśnie, właśnie. Byłam niedawno w Wiedniu i znowu miałam okazję napatrzeć się na fantastycznie różnorodnie ubranych ludzi. Boże, jak ja kocham wielokulturowość, ten misz-masz kolorów skóry, włosów, barwy oczu, jak mi się podoba podpatrywanie ludzi i wszystkiego, co robią ze swoim wyglądem, nie bojąc się eksperymentować. Siedzę w metrze z rozdziawioną z wrażenie paszczą, a przede mną rozgrywa się pokaz mody na żywo. I tylko czerpać garściami! Ale potem jest tak: wraca człowiek do tego zapyziałego polskiego miasteczka i jakoś tak nie bardzo z wcielaniem w życie pomysłów z wiedeńskiej ulicy. Znowu wygrywa przeciętność. Wystandaryzowana, uprzeciętniona średniość. Grr.















