Malkontent obyczajowy #??? Ludzie do niczego nie dążą.
Ludzie do niczego nie dążą. Na początek jestem winna zauważyć, że język polski w sposób fatalny gwałci logikę. Występuje w nim bowiem zjawisko podwójnego przeczenia, a rozumując, bierzemy pod uwagę tylko jedno z nich. W normalnym języku byłoby: People do not strive for anything. Może jednak ta charakterystyczna cecha naszego już i tak trudnego rodzimego języka w tym wypadku jest bardzo pomocna, ponieważ w stwierdzeniu: ludzie do niczego nie dążą, dopełnienie jest nie tyle nieokreślone, co dodatkowo zanegowane. Lecz dosyć już o Polakach, którzy nawet przeczenie muszą zanegować!
Obserwacja tłumu wiernych na corocznych obrzędach triduum paschalnego nakierowała moją głowę na szereg przemyśleń. Jesteśmy otwartymi, światłymi umysłami i często naśmiewamy się z własnych przywar narodowych, ale przecież gdzieś istnieć musi ta magiczna, nieprzekraczalna granica. A jak najłatwiej obrazić Polaka? Powiedzieć, że wszyscy jesteście tacy sami!
Głęboko zakorzeniona w narodzie wiara chrześcijańska pozostawiła widoczne szramy na poczuciu własnej wartości, godności i indywidualności. Zaniżone mniemanie o sobie, konieczność dostosowania się do odgórnie narzuconej mody, podążanie za wskazaniami, które tylko na pozór wydają się lepsze. Polak (też) potrafi! Wymyślone przeze mnie na poczekaniu określenie: lepperyzm. Zauważyłam jeszcze jedną pułapkę. Im dalej chcesz się znaleźć od lepperyzmu, tym głębiej w nim siedzisz. I tak oto mamy kilka klas, wywodzących się jeszcze ze starych podziałów. Typowi proletariusze – górnicy, kasjerki, nawet nauczyciele – wyzyskiwani ze wszystkiego przez wszystkich, wyróżnia ich nieskrępowana roszczeniowość. Nowobogaccy – pracujący w marketingu, wspięli się na wyższe szczeble w korpo, itp. – są ekspertami w udawaniu bogactwa przy jednoczesnym narzekaniu na brak pieniędzy. Można jeszcze wyróżnić dzieci nowobogackich, które swoim spierdoleniem emanują podczas beztroskiego życia studenckiego. Dalej idąc, opisałabym młodych ludzi u których kultura biedy ewoluowała do poziomu tak absurdalnego, że lepiej od studiowanego kierunku znają metody wyłudzania stypendium socjalnego.
Chciałoby się wymieniać bez końca podobne podgrupy podludzi, jednak zasadniczo różni ich jedynie standard życia. A co łączy? Potrzeba dopasowania się, kaleki hedonizm, niskie pobudki w kwestii samorozwoju takie jak siłownia lub zdrowe odżywianie się, albo obalenie żubra w autobusie. Ostatecznie ich życiu nie przyświeca żaden cel. Jeśli zredukujemy dążenie do prokreacji, która prowadzi do kolejnej... otrzymujemy finalnie, bezapelacyjny wniosek, że ludzie – ci wszyscy dokoła – do niczego nie dążą.








