Śledzie z cebulą i selerem naciowym
Wśród rozmaitych opowieści kulinarnych nie mam zbyt wielu anegdot o śledziach, bo nie jadam ich zbyt często.
Powody są przynajmniej dwa: nie przepadam za smakiem czystego śledzia, dlatego łączę go a to z sosem pomidorowym i cebulą, a to z ziemniakami, jajami na twardo i ogórkami konserwowymi, a to w tatarze z grzybkami marynowanymi, czy też z pieczonymi burakami i ziemniakami, a po wtóre swego czasu śledzie dały mi popalić do żywego (to iście posrana - dosłownie i w przenośni - historia).
Chodzi o śledzie Lisnera w sosie śmietanowym. Właśnie te i tylko te. Dwa razy, w kilkuletnim odstępie, załatwiły na szaro mój układ gastryczny, jebaniutkie! Trzeciego już nie będzie!
Z dużym prawdopodobieństwem producent, smacznych skądinąd przetworów rybnych, dodaje do nich jakiś składnik, który na mnie działa jak lewatywa z trotylem...
Nie zdziwi więc chyba nikogo z Państwa fakt, że Lisnera omijam szerokim łukiem. Gdy mam ochotę na śledzia, idę do rybnego, kupuję matiasy i przygotowuję je sama. Ewentualnie zaopatruję się w słoik płatów w marynacie octowej od innego wytwórcy.
Ech! Dostało się niemieckiej firmie z długimi tradycjami po nosie za coś, czego pewnie nawet nie jest świadoma. Nie chcę jej robić antyreklamy. Być może tylko ja tak reaguję na "magiczny dodatek" wzbogacający jej śledzie w śmietanie? Nie wiem. Ale jeśli takich przypadków, jak mój jest więcej, to być może coś jest na rzeczy?
A zmieniając temat na bardziej lekkostrawny, zróbcie sobie i swoim bliskim śledzie z cebulą i selerem naciowym. Są tego warte. I całkiem bezpieczne!
Składniki:
4 filety z matiasa cebula seler naciowy 1/2 szklanki oleju rzepakowego 2 łyżki octu (u mnie winny) 3 łyżki soku z cytryny 1/2 łyżeczki cukru przyprawy: kilka liści laurowych, po kilka ziaren ziela angielskiego, czarnego pieprzu, jałowca, białej gorczycy, 1/2 łyżeczki lubczyku sól i czarny pieprz do smaku
Wykonanie:
Matiasów nie trzeba moczyć, bo niedojrzałe śledzie nie są mocno solone. Wystarczy je przepłukać na sicie pod bieżącą wodą i osuszyć papierowymi ręcznikami. Jeśli kupicie dojrzałe śledzie, trzeba je będzie wymoczyć w wodzie przez ok. dwie godziny, zmieniając przynajmniej raz wodę.
Śledzie pokroić w kawałki "na kęs". Cebulę obrać i pokroić w drobną kosteczkę. Seler naciowy opłukać i pokroić w cieniutkie plasterki lub półplasterki.
W niedużym garnku zagotować ocet, sok z cytryny, cukier oraz przyprawy. Gotować chwilę, by ocet trochę odparował.
Wyłączyć gaz i wlać olej. Wszystko wymieszać i doprawić do smaku solą i pieprzem. Gdy całość wystygnie, połączyć z cebulą, selerem i śledziami. Naczynie zabezpieczyć folią spożywczą (lub całość przełożyć do słoika) i wstawić na minimum godzinę, a najlepiej na całą noc, do lodówki. Mogą tam postać nawet kilka dni i z dnia na dzień będą lepsze.
Podawać z chlebem, podlewając dodatkową porcją oleju, jeśli ktoś lubi.













