Po ostatnim dźwięku ciężko rozpocząć nowy utwór. Pojedyncze frazy, strzępki melodii i całe założenia harmoniczne poprzedniego, rozgrywają się wciąż w głowach oszołomionych słuchaczy. Trzeba je zastąpić nowymi. Zabrać wszystkich w zupełnie inną podróż. Zapomnieć o brzmieniu wygasłych już instrumentów, zadać nowe metrum, poustawiać akordy, rozłożyć na pięcioliniach role i bez mrugnięcia okiem prowadzić cały band do przodu.
Pod palcami czujesz szorstki chłód cegieł. Patrzysz na czerwoną ścianę. Nikt poza Tobą zdaje się jej nie zauważać. Za plecami opada pył. Tłum milczy. Przełykasz ślinę, wycierasz chusteczką dłonie. Sekundy wiszą, coraz cięższe. Nad Tobą, nad sceną, nad widownią. Siedem - liczysz. Nie patrzysz muzykom w oczy. Rozmawiasz z Bogiem. Podnosisz ręce.
















