Latte Macchiato, a raczej Latte poproszę
W końcu mam czas na krótki odpoczynek i oczywiście pisanie. Przyznaję, że w ostatnich dniach trochę zaniedbałem bloga, ale miałem poważny i ważny powód - przyjazd mojej rodziny do Wielkiego Jabłka.
Przy takich pięciodniowych odwiedzinach, człowiek nie ma na nic czasu, wszystko musi być zrobione tu i teraz, każdy chce coś innego w tym samym momencie. Najgorsze, jak przy tak limitowanym czasie chce się połaczyć przyjemne - zakupy z pożytecznym - zwiedzaniem, a i jeszcze może troszkę nocnego życia "ukąsić".
Dlatego muszę przyznać, że zmęczyły mnie te dni, choć z drugiej strony to norma, jak wpada rodzina do NYC.
A teraz najważniejsze, w całej tej gonitwie ostatnich dni, znalazłem jednak czas na wykwintne latte. Może dlatego, że było dostępne w pobliżu miejsca, gdzie zwiedzaliśmy i robiliśmy zakupy, więc każdy mógł sobie wybrać co w danej chwili chce robić. Ja w każdym razie, udalem się do Cafe, które cieszy się w tej okolicy Manhattanu, opinią bardzo dobrej kawy. Panie i Panowie... przedstawiam Wam "Kaffe 1668".
Już na zewnątrz poczułem unoszący się w powietrzu aromat parzonej kawy. Po wejściu do środka ów zapach był tak intensywny że nie dało by się wyjść z tego pomieszczenia bez napoju z odrobina kofeiny. Pięknie. Nie robię tego często, jednak spojrzałem na menu jakie widniało nad barem i... byłem naprawdę zaskoczony... zobaczyłem napój "latte macchiato". Bardzo rzadki punkt w menu nowojorskich Cafe, jednak nie skusiłem się. Jak zawsze zamówiłem latte.
Zapytałem jednego z baristów jak przyrządzają latte macchiato i jaka jest różnica między zwykłym latte, a latte macchiato. Odpowiedział, iż macchiato jest bardziej mleczną kawą, z mocniej spienionym mlekiem. Hmmm...
Mocne espresso, zalane pysznie przyrządzonym mlekiem to było coś, czego potrzebowałem.
W środku Cafe zauważyłem małą choinkę, która nastrajała lekko przedświątecznie.
Nie bez przyczyny Kaffe 1668 okrzyknięte jest jednym z najlepszych w tej okolicy -potwierdzenie miałem w zakupionym, naprawdę wyśmienicie smakującym latte. Mocne, a zarazem delikatne, z pieknym wzorkiem serca na wierzchu. Tym razem zamówiłem w papierowym kubku na wynos, aby móc pospacerować po okolicy... okolicy przez którą kilka lat temu przetoczył się prawdziwy dramat, który dotknął cały NYC, jak również całą Amerykę. Ta okolica to obszar World Trade Center.
Podobno w dzień tragedii, jak również na drugi dzień po niej, miasto było ciche jak nigdy wcześniej. Każdy przecinał ulice z opuszczoną głową, w milczeniu. Każdy przeżywał ten dramat na swój sposób, jednak można rzec, że każdy również chciał oddać hołd ludziom, którzy stracili życie w "dwóch wieżach".
Jak mówią Nowojorczycy, w tamtym czasie coś w nich pękło, ale i zbliżyło do siebie. Dzisiaj, zaczyna być widać efekty, tego, iż łzy zostały otarte, a WTC będzie niedługo zaczynało nową historię - z kompleksem nowych wież.
Mówią, że zmiany przeważnie wychodzą na lepsze. Mam nadzieje, że historia nowego WTC bedzię inna, niż poprzedniczek.
Kiedy wracałem do domu, nie dawała mi spokoju jedna rzecz... jeżeli latte macchiato różni się tym od zwykłego latte, iż w macchiato do "steam milk" dodajemy espresso, a w latte dokładnie na odwrót, to czy jest w tym rzeczywiście jakaś różnica?
Na pewno w cenie - w Kaffe 1668 latte macchiato kosztowało o $0.50 więcej. Ostatecznie pozostaje niedosyt, spowodawnym niewypróbowanym smakiem latte macchiato - chociażby dla własnego porównania ze zwkłym latte. Jednak jak to mówią: co się odwlecze to nie uciezcze - to przyjemne testowanie zostawiam sobie na kolejny ze spacerów.