Sesja #576
Muzyka: Weekend Vibes: Propagandhi - Victory Lap
Ameryka tonie.* Trumpizmy, pizza-afery, never-trumpiści, ruchy alt-prawicowo-żabo-pepowe, Bernie Brosi, post-prawdy, post-fakty, zaklinanie rzeczywistości, Alex Jones itd. - to relatywnie niedawna fala która nawiedziła zachodnie mocarstwo. A ocean jest głęboki jak podział obywateli i szeroki jak okiem sięgnąć, ale retoryka ścierających się grup osiąga niekiedy poziom mułu rzecznego. Ameryka tonie i musi chwytać się brzytwy, lub czegoś równie ostrego. Cała nadzieja zatem w rękach Kanadyjczyków. Sąsiedzki chaos przebudził anarchopunków z Propagandhi z trwającej 5 lat śpiączki, by Ci sprzedali podstawowego lowkinga na ogarnięcie się mordom w Ameryce. Dlatego 29 września ukaże się kolejny bezkompromisowy album, który będzie jeździł po obecnym statusie quo jak po łysej kobyle. A przynajmniej na to liczę. Tytułowy singiel z płyty "Victory Lap" to jeszcze nie recepta na rewolucję, ale bardziej badanie terenu. Natomiast dźwiękowo to sprawdzona mieszanka metalu 80. i punka 90. i och słodki jeżu, jak to zajebiście grzeje.
* Tak jakbyśmy my tego nie robili, chociaż na mniejszą skalę [*]








