Bohaterem wystawy jest kryształ – minerał o fascynujących właściwościach, łączący zmysłową urodę z geometryczną precyzją. Jego struktura to schemat identycznych komórek powtarzających się we wszystkich trzech układach przestrzennych. Co jeszcze ciekawsze, kryształ nie tylko przyciąga wzrok jako piękny obiekt, lecz również sam umożliwia widzenie – jako materiał używany w przyrządach optycznych (np. w aparatach fotograficznych). Zarazem pozostaje swoistą tajemnicą, ponieważ jego budowa przypomina skomplikowany system odbijających się w sobie nawzajem luster. Gdyby chcieć ułożyć z tego wyrazistą metaforę, można by powiedzieć, że kryształ w równym stopniu pozwala widzieć, co nie pozwala zobaczyć samego siebie. W równym stopniu służy do zdobywania wiedzy, co strzeże do niej dostępu. Grospierre’owie tłumaczą to skomplikowanie na język sztuk wizualnych. Na obrazach Olgi kryształ pojawia się i jako temat, i jako materiał. Na pozór abstrakcyjne płótna, które w rzeczywistości przedstawiają prawdziwe kryształy, powstały z użyciem specjalnego pigmentu, w którym mikroskopijne kryształki były jednym ze składników. Proces ich krystalizacji przebiegał poza kontrolą artystki, bezpośrednio na powierzchni obrazów. W efekcie zachowały one w sobie coś z właściwości obiektów organicznych. Z kolei Nicolas buduje wokół obrazów Olgi rodzaj instalacji. Naprzeciw namalowanych przez nią miejskich pejzaży stawia opracowane przez siebie przyrządy optyczne. Ale czy rzeczywiście dzięki nim widzimy lepiej? A może tylko inaczej? Może marzenie o naukowym spojrzeniu, które widzi wszystko w sposób całkowicie neutralny, to utopia? Tytuł wystawy nawiązuje oczywiście do znanej baśni Andersena – o Kaju, w którego oku utkwił fragment rozbitego czarodziejskiego zwierciadła. Kaj, ze wzrokiem przesłoniętym przez szkiełko, stał się dzieckiem złym i nieszczęśliwym. Opowieść o tym, by uważać na wszystko, co zaburza nasze spojrzenie? A może raczej o tym, by nie wierzyć w moc naszych oczu?