Pracuję z bratową. Nie codziennie, po prostu wtedy, bo teraz to już w ogóle co innego. Ma na imię M…(wszyscy wiedzą, ale dokończ sobie jak chcesz). Pracownia w starym garażu zaaranżowana według potrzeb. Trzy stoły, duża szafa. Trzy maszyny z igłami, które zdążyły mi już przebić rękę. Nie lubię długich opisów, więc wyobraź sobie tylko pokój z białymi ścianami, na których wiszą kolorowe pompony z tiulu, girlandy z proporczyków, a na półkach są bele materiałów, pudła ze wstążkami, metkami. Jest UltraNiewinnie. W szufladzie są zaprojektowane przeze mnie wizytówki i ulotki – jedna z moich top trzech prac, z których jestem najbardziej dumny i zadowolony. To jak mój mentalny podpis pod tym co robi, odznaka za zaufanie i uznanie. Nie daję ich byle komu tak, o, za nic. Trzeba sobie czymś zasłużyć.
Wypycham poduszki, taką hipoalergiczną pianką z wyższego ode mnie worka. Chociaż trochę żałuję, że nie skubiemy kaczek na pierze. Tak już mam, że zawsze chcę to czego nie mam, a to co już mam nigdy nie chce mnie.
Przyszło zamówienie na 12 czerwonych w kształcie gwiazd, bo to pracownia z akcesoriami do domu i dla dzieci. Ktoś chce też jedną czarną, kwadratową w zygzaki, bo to teraz modne.
Zawsze mnie ciekawi dla kogo są, gdzie będą leżeć, kto na nich będzie leżeć i jak długo. Z czarną miałem pewność (z czerwonymi też, ale powiedzmy że wulgarne pomysły kiedy indziej i nie chcę tu używać słowa burdel, o jej zrobiłem to?).
My się pośmialiśmy, ale ktoś
może
już
nigdy.
UltraNiewinność, a przecież to tylko akcesoria, zabawki.
Apropos zabawek… Bydgoskie Centrum Erotyki dalej poszukuje ludzi do pracy. Do CV trzeba dołączyć list motywacyjny oraz zdjęcie. Pomóżcie mi, bo nie wiem co napisać i jaki rodzaj fotografii wysłać. Ostatnio tak ciężko sprostać ludzkim oczekiwaniom.