kiedy ktoś w niedzielę pyta cię czy grasz na instrumencie, a ty myślisz, że to dlatego, że tak ładnie śpiewasz, a w niedzielę się okazuje, że to jednak dlatego, że potrzebny był na grałt pianista.
seen from United States

seen from India
seen from Spain
seen from United States
seen from China
seen from United States

seen from United States
seen from Germany
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from T1

seen from Netherlands
seen from United States

seen from United States
seen from Austria
seen from United States

seen from United States
kiedy ktoś w niedzielę pyta cię czy grasz na instrumencie, a ty myślisz, że to dlatego, że tak ładnie śpiewasz, a w niedzielę się okazuje, że to jednak dlatego, że potrzebny był na grałt pianista.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Nie każdy dzień musi posiadać sens i nie każde zdanie. Można zaczynać od kiedy, a kiedy nie wypada to nawet trzeba. Postawiony przed wyzwaniami, stawiam im czoła nawet kiedy spocone. Nie ma góry, na którą nie chciałbym wejść - zanim trzeba na nią wejść. Wyobrażam sobie, jak tam na górze może być i kiedy już sobie tak nawyobrażam silnie, że mi się wydaje, że jestem tam, to nagle się odechciewa, zmiana zdania, zamiast gór morze.
Dlaczego, kiedy cię poznałem, to myślałem, że jesteś zabawna i ciepła, a kiedy nasze drogi rozchodziły się wiedziałem już wtedy, że jesteś głupkowata i żenująca. Co wpływa na pierwszą ocenę człowieka? To jak nas potraktuje? To kogo zobaczymy w odbiciu jego oczu.
Czas mija szybko, kiedy się pisze. Nie wiem, jest sześć po szóstej wieczorem, mam czas do siódmej. Dziś trudno o zatrważającą wenę, którą towarzyszyła mi przy projektowaniu logo Adamowi. Dziś jeden pomysł nie klei się z drugim. Dziś każda myśli cedzona jest wolno i bez polotu. Nie unoszę się na kreatywnych wiatrach, ale próbuję podskakiwać, kiedy mi nawiewa i tak pomału do przodu, jak piskle, które z powodu zbyt małej siły mięśni musi zostać podrzucone do góry, aby złapać przychylne mu prądy. Tak ja dzisiaj szukam, poluję, wyhaczam. Rozglądam się za siebie i zaglądam w kąty. Jak zapewnić sobie przepływ niezmąconej niczym energii, jak zachłysnąć się na nowo nieświeżą już wodą? Źródełko, gdzie jesteś. Jest dziewięć po szóstej. Czy czas rzeczywiście szybko mija?
Pełen zapału i pomysłów do pracy, kiedy siadam do niej jak balon z pierdnięciem uchodzi ze mnie całe powietrze i na nowo, sztucznie trzeba pompować mnie pinterestowymi ilustracjami. Nie mam pomysłu jak mówić ludziom, co mają robić i w jaki sposób żyć. Łatwo zrobić ładnie, trudniej funkcjonalnie.
Każdy projekt traktuję jak swój ostatni, to dlatego tak trudno mi się tworzy. Próbuję stworzyć coś, przez co zabiję się w końcu, bo wymagam od siebie bardzo dużo i traktuję podjęte przez siebie działania z bardzo dużą odpowiedzialnością i rozwagą - nie ma już w tym nic ze studenckiej zabawy pomieszczeniami pomiędzy weekendami - wbijanie akwariów pomiędzy ściany sypialni a salonu. Podświetlanie łóżek i zamurowywanie wanien.
Wnętrza to zabawa, a ja straciłem do tej zabawy nastrój. Humor mi siadł, bo nie mam pomysłu. Jednego. Mam ich wiele i tak trudno uspokoić mój umysł i przekonać go, że moje estetyczne wybory nie wpłyną na moje przyszłe życie. Być może moje nie, choć wątpię i w to, ale na pewno odbiją się one o twarze tych, którzy w tych pomieszczeniach rozsiądą się, żeby odpocząć; zaproszą gości, żeby pochwalić się co nowego u nich w życiu. Jest siedemnaście po osiemnastej.
Czy gdybym teraz chciał coś napisać, to dałbym radę? Czy takie pisanie też jest pisaniem? Czym jest pisanie i jak powstają książki? To pytanie chodzi za mną już od kilku lat. Książki pisane w telefonie w metrze, książki pisane na kolanie, na bilecie i paragonie. Spisywane inspiracje na kawałku miękkiej i pylącej higienicznej chusteczki położonej na miękkim kolanie w ciemnej kinowej sali. To praca, która nigdy się nie kończy. Nie można po prostu przestać pisać. W głowie masi się burza. Masują się czarne chmury. Nadciągają idiotyczne prądy, które szepczą na początku, żeby byle co notować i pchają swoje gęste myśli między zwoje mojej głowy i marzy im się kartka papieru albo internetowe bardzo reaktywne środowisko. Często nie ma między napychającymi się do głowy myślami logicznego sensu albo ciągłości. Pojawiają się jak w śnie z całą dopasowaną pod siebie scenografią, która nie pasuje do kolejnej goniącej tą pierwszą, drugiej myśli, która już gotowa rozstawić się na kartkach pamiętnika z zupełnie swoją historią, która znacznie różni się od wszystkich innych, które były, a już na pewno od tych, które będą. To właśnie ta próbuje mnie przekonać o swojej ważności. O swojej najważniejszości. Nie zainteresowane są zupełnie tym, że zdania kładą się leninie, zbyt wolno dla paranoicznych zabieganych i rozmytych myśli. Każda z nich memu sercu bliska, każda wywołana przecież do tablicy niejako przeze mnie, kiedy wzruszony lub uniesiony tworzę w mózgu niebywale nowe połączenie neuronalne.
Lucyna mieszka na obrzeżach Anglii. Lucynę z jej obecnym miejscem zamieszkania łączy obfitująca w pojęcia przeszłość, ale kto by się ich uczył z pewnością przecież nie ona. Z definicji niedefiniowalna - delfin wśród ssaków. Posługuje się przedziwnymi wyrzutami słów z akcentem, za pomocą którego chroni się przed wyklęciem z siebie Polki walczącej - córy pokoleniowych traum. Spłodzona strachem przed wszystkim, co nowe i inne, jej nalana sylweta zmuszona jest ciągnąć za sobą całe życie posągowo ciężkie cienie rodziny. Cienie chłodne i mokre, te z pograniczy krawężników, te z których nikt nie wymiata. Wywietrzone z zapachów, brzydzą przebytą przez siebie drogą.
Więc teraz Lucyna siedzi w Anglii, w jednym z piętrowych domków postawionych w szeregu - między zaniedbanymi ogródkami z przodu posesji, a zajabanymi wysypiskami śmieci z tyłu, w których szczury urządziły sobie park rozrywki i podobno jeden znany aktor robi o tym film. tak mówią sąsiedzi, kiedy jeszcze słyszy o czym rozmawiają między sobą zanim na jej widok przyciszą głos i już nie wie, co jest grane za bardzo ze szczegółami. ale dond wori bi hepi, powiedziałaby Lucyna do bezdomnego. W swoim nowym zajebistym dresie z temu, czemu? temu. na jakie okazje? po domu i do mojej osobistej fryzjerki na paznokcie. po co? bo mi się podobały. Lucyna wypełniając ankietę zadowolenia klienta nie jest świadoma, że kupiła sobie trzy komplety dresów po domku, tylko dlatego, że trochę najebana trzema półlitrowymi lampkami wina z wyższej półki, zapragnęła bardzo być sexy mamą ze zdjęć, których się naoglądała na unboxingach na tiktoku, od którego teraz ogólnie ma detoks i w ogóle uważa, że dużo lepiej jest tak, jak teraz, co nie, że jest więcej unboxingów niż boksujących się na ulicach gości po trzydziestce złych na siebie nawzajem, przez to, że nie lubią tych samych kilkutastu kolesi, którzy w krótkich spodenkach biegają za piłką i pomiędzy nogami im dyndają, ciii. Lucyna czerwienieje. Zbyt daleko zapuściła się w swoje myśli, kiedy jest pobudzona i wypita na wet "puści" ją pieści. Pomimo, że jej wnuk ma już prawie roczek, nie przyznaje się do stosunków seksualnych. Starość umilają jej długie hybrydy i wełniaste paprochy uklejone z grudek kurzu i kociej sierści stapiające się z jej nabrzmiałymi henną rzęsami.
Rzeżączka, znów na myśli o niej przez tęgie ramię Lucyny przepływa impuls elektroniczny, który pojawia się też wtedy, kiedy podejmuje wysiłek fizyczny, którego ostatnio coraz częściej. Lucyna nie znosi wysiłku tak samo jak rzeżączki, dlatego seks uprawia przez telefon. Wysiłkowi fizycznemu jakiemu się oddaje, to sięganie butelek wina z wyższych półek, bo gach, co by jej mógł pomusz jest w telefonie, ale jest naprawdę! hahaha śmieje się Lucyna kiedykolwiek pyta ją o to inna Polka, którą stara się omijać w swoich autobusowych podróżach do miasta obok, w którym jest tańszy od Lidla Aldi. Lucyna tęskni za biedronkami.
Więc żeby wysiąga ostałą łapę w górę i już spod tamtego czy temu wyciągnięgeo podkoszulka wylewa się jak z miednicy przerosłe różowe drożdżowe ciasto jej nie zbyt bogatej zewnętrzności, ale nadrabia, jak to mówi, a potem zamaszystym ruchem się śmieje i zamiera, kiedy nikt nie dołącza, ale nikt nie rozumie, że Lucyna jest po polsku dużo bardziej wygadana, ale jest tu tylko do Nowego Roku, teraz to już na pewno! Teraz to już alkohol z wyższej półki. Lucyna całe życie próbowała wygrzebać się z obrzydliwego pogorzeliska, które orało jej cioty i pociotów - wyprowadzić rodzinę tak, żeby wszyscy myśleli, że ma pieniądze - dlatego kiedy odnajduje się w sytuacji, w której może być obserwowana, a paranoidalność jej mózgu nie pozostawia w jej życiu zbyt wiele momentów intymnej prywatności, to wybiera produkty z wyższej półki, bo o nich zawsze marzył jej dziadziuś, przy którym czuła się bezpiecznie jak zajączek, który nawet jak krzyczał do niej "ej kurewno, jakby mi cię kto w tarota wyłożył, to bym twojego ojca nie płodził. Był poetą, wściekle nienawidzącym wszystkich, którzy z Polski wyjechali do Anglii, bo sam kochał Anglię, ale jego nauczyciel od angielskiego był perfidnym cwelowatym kutasem i to w zasadzie przez niego nie pojechał, bo go nie nauczył angola. Ale to zawsze jej dziadzia zachlewając się na chybił trafił na śmierć mówił do jej okoła jak do zimnego lustra: Anglia jest jak cytata dziweczka, chce ruchać Polaków, a my nie możemy się im dać. Trzeba pokazać Anglii, więc teraz Lucyna pokazuje angolom swój cielisty brzuch i demonstruje grawitacje na obszernych obwodach swoich ulanych ramion. Nasłuchała się tego jak traumy i teraz ją powtarza. Ona sobie to w ten sposób tłumaczy, śmieje się przy tym zabasyszcie. Ludzie już teraz zaczynają się patrzeć na nią dziwnie, bo kiedy podnosi rękę do najwyższych półek, o których marzył jej dziadek, jej nawalony biust potrąca aseksualnie znajdujące się niżej butelki, które podrażnione jak wrastające włoski prują pizdy przejmująco i krystalicznie zwracając na siebie całą uwagę gwarnego dotąd supermarketu, które na obrzeżach Londynu w Wielkiej Brytanii pełnią funkcje ośrodków pomocy społecznej, ewentualnie funkcje zastępczych działań podejmowanych społecznie w celu nauwidaczniania zaległości umysłowo-fizycznych w poślednim przekroju społeczeństwa. Lucyna nienawidzi szewską pasją każdego, kto czerpie więcej socjalnych benefitów i spełnia więcej kryteriów otwierających przed nimi nieograniczone finansowe korzyści. Tak o zasiłkach zdemenciałej sąsiadki na nowiusienkim elektrycznym wielofunkcyjnym wózku inwalidzkim z wyświetlaczem myśli Lucyna. Tylko myśli, bo nie za bardzo ma komu powiedzieć. Nie ma w angielskim miasteczku przyjaciół, czy znajomych czy kogoś do kogo mogła by tak zwyczajnie po ludzku mordę otworzyć. To fakt, czuje się jak miliarderka i myli zażenowanie z nieśmiałością wobec jej postaci, oczywiście na swoją korzyść. Nigdy niezasymilizowana angielszczyzna, podobna do wielkiej jak byk owcy na chudych źrebięcych nóżkach kołysze się kwadratowo po po prostokątncyh ekranach swojego iphona w brokatowym kejsie z przelewającym się z tyłu kolorowym piaseczkiem w oleju tak jakby trudno to wytłumaczyć, to jest nowinka i każdy ma taki kejs ogólnie na fejsbuku to widać, ludzie są w nim szczęśliwi. "Nie stać cię na to" to by powiedziała Lucyna po angielsku w supermarkecie czarnej lasce, co na przykład się lampi na nią w danym momencie, bo chciałaby być Lucyną, ale nie może bo nie zniża się zainteresowaniami do poziomu nauki języka znienawidzonych przez Dziadzię angoli. Lucy dużo do ludzi mówi w myślach i jest im tam w stanie nawymyślać. Ma teorie na temat chorób sąsiadów, którzy nie są chorzy.
Obdarta ze swojego życia, odziera z zaufania każdą ponapoczynaną w swoim życiu relację, bo Lucyna wie dużo więcej o relacjach już teraz z tych broszurek i o mental helf i ogólnie szybciej od jej braciszka, który w wieku dwóch latek zmarł przygnieciony segmentem niekończącej się o niego beztroski. Lucynka, tak jak on swoimi bystrymi oczkami, wyłapuje różne rzeczy. Lucyna wierzy, że siedzi w niej Anioł, że jest po prostu lepsza od innych.
Matka strasznie zjebała ją za tą obserwawczość, kiedy Lucynka w szczegółach powtórzyła policjantom w jaki sposób tata biła mamę nożem do chleba. Teraz to jej trochę trauma, były badania na fejsbogu. Dlatego Lucyna zrezygnowana z natury, poddawała się każdemu napotkanemu na swojej drodze facetowi być może dlatego, że była zafascynowana kutasami, ale no właśnie nie ma za bardzo komu o tym opowiadać i sama już nie wie. Winko już tak nie działa jak kiedyś, pomyślała smutna i ulało jej się na wyświetlacz pełen postów innych ludzi, którym się udało. Zlała się plamą z kanapą. Na nowo zainstalowała tiktoka.