kroki : 11 266 (ok. 305kk)
spalone z cwiczen : ok. 150kk
bede wrzucac bilanse, na razie wszedzie mam tylko „ok.” bo nie licze tych pierdolonych kalorii. te statystyki z krokow i cwiczen to tylko na oko, bo zalezne jest to od wielu rzeczy, wiec orientacyjnie. gdyby nie ten alkohol byloby calkiem spoko... dwa piwka i nalewka to juz za duzo kalorii. no i oczywiscie po piciu zaraz zachcialo mi sie jesc. dzisiaj planuje zrobic wiecej krokow niz wczoraj i dluzej pocwiczyc, a z jedzenia to pewnie wpadnie omad jak zwykle. granica calkowitego rzucenia alko na dobre jest bardzo cieka, bo jak tylko sie napije to zawsze mam pojebane gastro, a przy mojej wadze nie moge sobie na to pozowlic.
dzis odpuszczam wazenie bo za bardzo sie boje, ale za to przypilnuje sie zeby jutro rano miec odwage wejsc na wage. trzymajcie kciuki !! :33
btw !! wiem, ze to brzmi zalosnie i nie jestem zadnym motylkiem, jak juz to ulanym, ale w tym miesiacu pokonalam to jebane obzarstwo. teraz nie robie sobie wyrzutow po wpadkach. u mnie cisniecie nie dziala, bo od razu mi sie odechciewa i ide wyczyscic cala lodowke, bo i tak „jestem gruba swinia”