Matka natura przemawia
Hej! Wiem, że Danganronpa jest dość starym tworem, a polskie fandomy na Tumblr nie są tak żywe, ale wrzucam pierwszy rozdział swojego fanfika w rozeznaniu, czy ktoś się tutaj kręci i czy kogoś może zaciekawi wstęp, który stworzyłam.
— Yo, Hajime! Jak było na uczelni?! — głośny ton Nekomaru wdarł się do uszu chłopaka, który leżał na zimnej ziemi. Nekomaru właśnie wrócił z pracy i energicznie zamknął za sobą furtkę. Na chwilę zatrzymał się obok Hajime, przysłaniając mu promienie słońca, które do tej pory ogrzewały jego twarz. — Wszystko w porządku?
— Tak, dziękuję…
— To co robisz na ziemi? Ja wiem, że już wiosna, ale nadal trochę jest za zimno na wylegiwanie się na jeszcze oziębionym gruncie. Przeziębisz się!
— Przewróciłem się. — Nekomaru dostrzegł kilka metrów dalej torbę Hajime, z której powypadały podręczniki, co uzupełniło słowa chłopaka. Podał mu pomocną dłoń, aby ten mógł wstać.
— Dzięki, Nekomaru, ale… Chyba coś usilnie próbowało sprowadzić mnie na ziemię, skoro tak skończyłem. Muszę więc chyba przemyśleć kilka spraw, zanim wstanę.
— Skoro jest to jakaś forma treningu umysłu, niech tak będzie! Jednak pamiętaj, żebyś nie przegiął, bo się pochorujesz.
— Jasne…
Nekomaru zniknął za drzwiami domostwa, a Hajime westchnął. Przetarł twarz dłonią i skrzywił się z powodu nawracającego bólu głowy. W końcu uderzył się nią o ziemię, gdy przewrócił się do tyłu. Prychnął zirytowany na samego siebie, że tak skończył w powodu niezdarnego stanięcia na starej skrzynce, aby sprawdzić czy w budce dla ptaków wykluły się jakieś młode. Nawet nie zdążył sprawdzić i tego dnia już nie zamierzał.
Hajime rzeczywiście wraz z upadkiem dosłownie i w przenośni wrócił na ziemię. Podczas gdy matka natura ochoczo przyjęła go z otwartymi ramionami, doszedł do wniosku, że musi przestać.
Musi przestać żyć uprzedzeniami i plotkami. Przede wszystkim one muszą przestać gromadzić w nim obawy i lęk.
Hajime Hinata, którego znał od lat był antydefinicją kogoś, kto ocenia innych bezpodstawnie. A złapał się właśnie na praktykowaniu czegoś takiego, czym gardził na co dzień. Był zły na samego siebie i na intensywność plotek, które go do tego miejsca doprowadziły, że aż czuł echo uprzedzeń innych osób, które wpłynęło również na niego.
Owiany niezbyt dobrą sławą Nagito Komaeda, chłopak, który jak Hajime studiował kryminalistykę, miał wraz z Hinatą współtworzyć projekt na zaliczenie jedno z ważniejszych przedmiotów. Hajime nie wiedział na kogo miał zrzucić winę, że takie zrządzenie losu zaistniało. Najprostszą opcją było obarczenie wszystkiego Nagito, który sam z siebie wyjątkowo chciał z nim współpracować. Był przy tym nachalny i naciskał.
Było to zapewne konsekwencją incydentu, jaki Hajime miał okazję rozwiązać na przerwie w toalecie. Sam sobie też taki los zgotował, że zyskał zainteresowanie tego dziwnego chłopaka. Jednakże nie byłby w stanie przejść obojętnie obok zastraszania i stosowania przemocy. Można powiedzieć, że stanął w obronie Nagito, którego zastał w toalecie w towarzystwie dwóch niezbyt przyjaznych typków, którzy na pewno nie mieli w zamiarze zawarcia z Komaedą przyjaźni. Hajime zwrócił chłopakom uwagę, że dokuczanie nawet młodszym kolegom na studiach w takim wieku jest przejawem braku dojrzałości i kazał im kulturalnie opuścić łazienkę w podskokach. Zrobił to, co zawsze w tego typu sytuacjach uważał za stosowne. Nie miało dla niego znaczenia to, że obiektem drwin był Nagito, za którym z reguły raczej nikt nie przepadał, a on sam miał do niego stosunek ambiwalentny. W jego charakter jednak nie wpisywało się przyzwolenie na tego typu akty i chciał zareagować. Nagito zaśmiał się, że interwencja wcale nie była potrzebna. Hajime jednak ujrzał wtedy tajemniczy błysk w jego oczach, który zobaczył ponownie przy uzyskaniu propozycji wykonywania wspólnego projektu. I absolutnie nie był w stanie odgadnąć co Nagito miał w głowie.
Ostatnim winowajcą, dlaczego Hajime skończył w parze z Nagito, była Chiaki. Ją też chciał obarczyć winą za całe zło tego świata. Była to jego najlepsza koleżanka ze studiów, z którą bardzo często pracował. Podczas gdy Nagito próbował go zbajerować, Hajime błagał wzrokowo Chiaki, aby ta powiedziała, że ona już z nim pracuje. A ona odparła tylko, że w zasadzie chciała projekt zrobić z pewną koleżanką i nie będzie miała nic przeciwko, gdy chłopcy będą w jednej grupie. Hajime poczuł się osamotniony na polu bitwy. Przystał na propozycję Nagito, pocieszając się tym, że choć jego nowy partner nie jest osobą polecaną do pracy, to jest on jednak najlepszym studentem na roku.
Hajime zaproponował mu, aby po zajęciach zostali pod uczelnią chwilę dłużej, aby przedyskutować wstępny plan działania do projektu. Podczas ostatniego wykładu spostrzega, jak Nagito z zupełnie znudzonym wyrazem twarzy i dłońmi w kieszeniach opuszcza salę. Hajime tylko wzdycha. Prowadząca zajęcia, która już zna ich rocznik od kilku semestrów już nawet nie pytała się chłopaka, dlaczego wychodzi w środku zajęć. Chyba ona sama wolałaby też nie znać powodu. Już raz, próbując go zatrzymać w poprzednim semestrze, doszło do dziesięciominutowej debaty na temat tego, jak Komaeda postrzega cel prowadzonego jej przedmiotu - mianowicie żaden. Hajime miał jednak cichą nadzieję, że chłopak wyszedł do łazienki bądź poczeka na niego przed budynkiem.
Skończyło się na tym, że Hajime spędził około pół godziny pod budynkiem uczelni po zajęciach, starając się zignorować podśmiewanie innych znajomych z roku, że Nagito przecież się nie pojawi. Próbował do niego zadzwonić na komunikatorze, na którym nigdy nie widział go aktywnym - prawdopodobnie ma wiecznie wyłączony status aktywności. Gdy po raz trzeci został rozłączony z powodu zbyt długiego czasu żądania, zdecydował się wrócić do domu. Hajime bardzo chciał, aby na to zdarzenie znalazło się jakieś logiczne uzasadnienie, by mógł sam przed sobą przyznać, że się myli.
Z lawiny rozmyślań wyrywa go krótka wibracja, leżącego nieopodal telefonu.
— Oh, Chiaki, nie mam dziś ochoty z tobą grać… — mruczy pod nosem, gdy sięga po komórkę. Przymyka oczy, gdyż promienie słońca agresywnie rażą jego oczy, gdy próbuje odczytać wiadomość na trzymanym przed twarzą telefonie. W końcu udaje mu się rozszyfrować wiadomość.
Zapomniałem przyjść. Nie widzę też potrzeby omawiania czegokolwiek.
Hinata wzdycha po raz kolejny, gdy okazuje się to być wiadomość od jego projektowego partnera. Chciałby już móc się z tego zaśmiać, ale jedynie znów rzuca telefon na trawnik. Zostawia Nagito na odczycie. Przecież ten nie ma potrzeby rozmawiać o czymkolwiek.
— Dzieciaku, byś się już bał czego-tylko-kolwiek. — Do uszu Hajime dociera wrzask Akane, która też właśnie wróciła z pracy. — Zbieraj te chabety do góry. No raz!
Nawet nie czeka na jego reakcję, sama ciągnie go za ręce, zmuszając do wstania. Hajime cicho jęczy, rozczarowany kolejnym przerwaniem jego własnego wewnętrznego cierpienia.
— Co ty se za rozrywki wymyślasz! Koszulę uwaliłeś! — Młoda kobieta strzepuje zabrudzenia z jego ubrań i kręci głową, niedowierzając.
— Przewróciłem się.
— I uderzyłeś się chyba przy tym poważnie w głowę.
— No tylko trochę…
Chłopak zaczyna zbierać swoje rzeczy, które leżą porozrzucane wokół miejsca, w którym spoczywał. Przez chwilę wgapia się w plecy, znikającej za drzwiami domostwa, Akane. Wyciąga telefon z kieszeni, gdy dostaje kolejne powiadomienie. Gdy widzi, że jest to kolejna wiadomość od Nagito, ma ochotę nawet nie odczytywać. Po kilku sekundach ciekawość jednak wygrywa i widzi:
Wszystko ok???
Hajime prycha pod nosem. Blokuje ekran telefonu, który zaświeca się znów po chwili wraz z ponownym powiadomieniem.
Jak coś wymyślę, to ci wyślę :3
Nie chce mu odpisywać, więc zostawia lajka pod ostatnią wiadomością, po czym wycisza telefon. Stwierdza, że nie zamierza tego dnia z nikim więcej już rozmawiać, nawet jeśli miałaby to być Chiaki bądź jego rodzice.











