Jesteś taka dobra.
Jesteś taka dobra - słyszę, kiedy wychodzi. Tuż przed tym jak wyjdzie, zostawi mnie, skazaną na siebie samą. Nie wiem, dlaczego ludziom się wydaje, że jak jesteś dobra to absolutnie nic nie odczuwasz? Dlatego, że nie krzyczysz, nie robisz awantur, nie wyjesz przy nich z bólu? Kto im powiedział, że nie wyjesz później? “Jesteś taka cudowna”, powtarza mi jak mantrę; a ja wolałabym nie być cudowna. Być może on ma taką przypadłość, że zostawia tylko cudowne kobiety.
To zaskakujące, skoro tak, jak łatwo można zostawić cudownego człowieka. Jak łatwo można wybrać kogoś innego. Jak bardzo ta cudowność może nie wystarczać, żeby to uszanować i zniknąć. Nie, zamiast tego będziesz wracał w nieskończoność, udowadniając mi, że nie - nawet dobro, nawet cudowność nie wystarczy, żebyś przyszedł i został.
Teraz już i tak nie zostawaj, wiesz. Teraz już nie chcę. Teraz już zawsze miałabym poczucie, że to drugi wybór. Nie mogę być w nieskończoność drugim wyborem; jestem na to zbyt cudowna.















