jakiś czas temu postanowiłam, że zaczynam przygotowania do emigracji do Australii. dlaczego Australia? bo była i jest moim marzeniem. przeglądając zdjęcia Melbourne wiem, że to jest moje miejsce na ziemi. naprawdę mam dość Irlandii. duszę się tutaj, czuję jak w klatce. mam dość klimatu, pogody, ludzi, tego cholernego mieszkania. wiecznej wilgoci, grzyba na ścianie (akurat nie mam, ale w każdej chwili jest ryzyko), tragicznego jedzenia. warzywa i owoce nie mają smaku, irlandzkie ziemniaki nadają się do śmietnika. wychodząc z domu nie wiesz, czy masz założyć bikini czy futro. i ludzie - to jest chyba szczyt wszystkiego. po prawie 5 latach pracy z irlandzkimi klientami mam ich serdecznie dosyć. tej mentalności, patrzenia z góry, chęci pomiatania innym człowiekiem. owszem, Irlandia jest piękna, szczególnie, kiedy świeci słońce, ale słonecznych dni jest tyle, ile deszczowych na Saharze, w dodatku najczęściej w słoneczne dni trzeba w tym pieprzonym kraju pracować cały dzień i przegapić najlepsze momenty w roku. gdybym mogła, spakowałabym jedną walizkę i nawet dziś wsiadła w samolot do AU. sama, bo mój mąż nie chce nigdzie jechać. jeśli kiedyś zadecyduję, że się przeprowadzam, to będzie oznaczać koniec małżeństwa. dobijam 30tki, niczego nie osiągnęliśmy, nie mamy własnego mieszkania, nie mamy dzieci... zatrzymałam się w czasie, tylko lata lecą. naprawdę jest mi cholernie źle... potrzebuję się stąd wyrwać, odetchnąć... zmienić otoczenie, ludzi... i serio, przeprowadzka na drugą półkulę naprawdę dobrze by mi zrobiła. mogłabym zabrać tylko najważniejsze rzeczy, nie przytłoczyłabym się całą resztą gratów. wróciłaby swoboda... i byłabym wreszcie we właściwym miejscu.
jeżeli chodzi o zmiany... zmieniam pracę. udało się. dodzwoniłam się wtedy, zaoferowali mi pozycję. zgodziłam się, choć nie wiem, czy dobrze zrobiłam. okazało się, że ze starej firmy transfer do Australii byłby duuuużo łatwiejszy. z drugiej strony w nowej pracy zarobię szybciej i więcej na to, by mieć środki na utrzymanie, wymagane w AU. no i robiłabym to, co bardziej mi pasuje, więc może warto iść okrężną drogą. pisałam, że obecna firma ma dwie lokacje w Melbourne, ale czy mają tam pozycję, która mnie interesuje? muszą, bo zbyt drogim interesem byłoby dostarczać produkty z Europy do Australii skoro można robić je na miejscu. zostaje mi więc zakasać rękawy, od pierwszego dnia uczyć się jak najwięcej, dobić jak najdalej i starać się o transfer. zawalczę o marzenia, nawet jeśli będę musiała przelecieć pół świata sama i odnaleźć się poza Europą. dla spełnienia marzeń warto i nikt mi nie przeszkodzi. nie pozwolę nikomu ingerować w moje marzenia, blokować mnie. nikomu.