Matt
Poniekąd był wdzięczny Josha siostrze, że jednak nie przyjeżdżała. Miał wolne dni, mógł zając się domem, zwierzętami i Eve. To zapełniało mu czas do tego stopnia, że miał tylko kilka chwil wolnych w ciągu dnia, które od razu niczym magnes przyciągały złe myśli. Dlatego lepiej jak był zajęty. Chociaż wyglądał przez to na podwójnie wykończonego, bo nie sypiał najlepiej, ale też prawie nie jadał.
- Czemu nie jesz?
- Już jadłem wcześniej, jak przygotowałem śniadanie dla ciebie. – odpowiedział Eve, siedząc po drugiej stornie stołu wpatrując się w nią kiedy jadła śniadanie.
- Wcale nie. Patrzyłam na ciebie. Nic nie jadłeś. – zrobiła typową minę numer trzy jaką robił jej ojciec kiedy wyczuwał kłamstwo.
- Naprawdę jadłem. Kiedy myłaś zęby. A teraz pośpiesz się, bo musimy zaraz wyjść do szkoły.
Z jakiegoś powodu Eve była tym razem nawet współpracująca i nie kłóciła się dalej, chociaż jej mina mówiła, że nadal mu nie wierzyła. Nie wierzyła do tego stopnia, że kiedy wrócił z powrotem do domu znalazł pół kanapki na swoim talerzu. Te pół, które wcześniej nadgryzła.
Mała była dobrym dzieckiem, ale piekielnie spostrzegawczym. Jak większość dzieciaków, które przeszły pewne traumy i musiały być wyczulone na środowisko i dorosłych. Miał nadzieję, że po przeprowadzce, kiedy wpadli w swoją nową rutynę to wszystko się u niej uspokoiło, ale stare nawyki szybko wywalały w stresowym momencie. Okropnie żałował, że wtedy zabrał ją z sobą, bo może gdyby tego nie zrobił pan Brand nadal by o niej nie wiedział. Jednak kiedyś musiało dojść do takiej konfrontacji, po prostu żałował, że przy takiej sytuacji.
O rozpoczęciu wybudzania dowiedział się dopiero kiedy wszystko się zaczęło. Nie wiedział czy to była kwestia tego, że podjęto decyzję nagle czy Ellie nie miała czasu mu napisać. Był i tak jej wdzięczny, że tak często go o wszystkim informowała, nawet jak nic się nie zmieniło. Każda wiadomość podnosiła mu żołądek do góry. Drgnięcie powiek czy palców, mamroty. Wiedział od Ellie jak to będzie wyglądało, bo wcześniej jej się dopytywał o te sprawy i wyszukał na internecie tyle ile mógł. A jednak tego wieczoru chodził tak poddenerwowany, że kiedy poszli z Eve i Sam na plac zabaw to mała go nie odstąpiła na krok, mówiąc, że chce posiedzieć z nim i Sam. Za to kiedy usnęła Matt oglądał w kółko trzysekundowy filmik poruszających się Josha palców. To dawało mu tak wiele nadziei.
Potem jednak zaczął się martwić. Minuty i godziny się dłużyły. Dni ciągnęły mozolnie, nawet wtedy jak wrócił do pracy. Był rozkojarzony, ciągle spoglądał na zegar jakby mógł z niego wyczytać godzinę, w której Josh się wybudzi. Ten dawał sygnały, ale jednak nie udało się go całkowicie wybudzić. Odzyskiwał na chwilę trzeźwość aby zraz znowu odpłynąć. Matt zaczął się martwić, bo co jeżeli dojdzie do najgorszego?
Wszystko nagle prysło kiedy na okienku jakie miał w pracy nagle zadzwoniła Ellie. Dzwoniła a nie pisała. To mogło oznaczać tylko albo bardzo dobrą albo bardzo złą wiadomość.
- O mój Boże. – odetchnął tak jakby przez te wszystkie dni nie oddychał a w oczach miał łzy. – Boże. – westchnął jeszcze raz szybko dochodząc do siebie. – Zaraz będę.
Biegiem udał się do dyrektorki aby przedstawić całą sytuację. Częściowo już o wszystkim wiedziała, ale wybudzenie się było grubą sprawą. A on miał jeszcze dwie lekcje.
- Panie Evans, proszę jechać. Poradzimy sobie.
- Naprawdę?
- Ależ oczywiście. Jak nikogo nie znajdziemy to sama przeprowadzę te dwie lekcje. Proszę się nie martwić i jechać.
- Dziękuję.
Miał ochotę tą kobietę wycałować, ale ani to nie wydawało mu się odpowiednie ani nie miał na to czasu. Wracając do pokoju nauczycielskiego po swoje rzeczy już zamawiał Ubera aby zaoszczędzić każdą chwilę jaka była.
***
- Proszę aby wszyscy natychmiast opuścili pokój. – do pokoju wbiegły lekarz, pod którego pieczą był ten odcinek szpitala. Nikt nawet nie zareagował na jego słowa. – NATYCHMIAST! – wystarczył mocno podniesiony ton aby każdy na niego spojrzał. – Wszyscy natychmiast z pokoju. Ellie, zabierz rodziców, pacjent potrzebuje spokoju.
Joseph zdecydowanie już miał coś odpowiedzieć, ale jedyna osoba, która potrafiła mu się postawić – czyli jego córka – ścisnęła go za ramię i pomachała przecząco głową. – Lepiej chodźmy.
Pacjent mógł zareagować w ten sposób na wiele czynników, nawet samo obudzenie się w szpitalu mogło wywołać ogromny szok a co dopiero wiszący nad nim ludzie.
- Dzień dobry, nazywam się doktor Smith i jestem pańskim lekarzem. – mówił sprawdzając różne parametry i przekazując pielęgniarce różne dyspozycje, łącznie z tą, po której ta podała coś do kroplówki jaką obecnie przyjmował Josh, po tym powinien się trochę uspokoić, ale nie ponownie usnąć. – Trafił do nas pan po wypadku samochodowym i był w śpiączce przez parę dni. Chciałbym aby odpowiedział pan najpierw mi na parę pytań a potem ja odpowiem na pańskie, dobrze? – akurat przy tym pytaniu nie czekał na odpowiedź. – Niech pan zacznie od tego jak się nazywa.
Matt wpadł do szpitala niedługo po tym jak wszyscy zostali wykopani z pokoju. Na całe szczęście był to czas odwiedzin, więc nie rzucał się tak w oczy, jak wtedy w środku nocy. Dokładnie pamiętał gdzie Josh leżał, więc udało się w tamtą stronę, nie wiedząc czy ma się znowu cieszyć czy płakać, że cała rodzina była na korytarzu. Zwolnił kroku, ale nie zatrzymał się. – Ellie, co się dzieje?
- A on tu po co? Nie jest potrzebny. Nie jest rodziną.













