Matt
Matt od razu sięgnął po kubek z wodą, który stał na szafeczce obok łóżka. Słomka już była do niego wstawiona, więc tylko odpowiednią ją nachylił aby partnerowi było łatwiej sięgnąć.
- Powoli. – powtórzył po Ellie.
Zaraz po tym odstawił kubek i widząc te poszukiwania jego dłoni od razu ją podstawił mu pod rękę. Zdawało mu się, że to uspokoiło chłopaka i pozwoliło mu się odprężyć. Zaczął wpadać z powrotem w letarg, ale ostatnimi słowami było, że Matt miał przy nim zostać i to była kolejna rzecz, która sprawiła, że oczy mu zalśniły.
Przez chwilę nie mógł oderwać wzroku od Josha twarzy. Poobijana, w siniakach. Wyglądał źle, ale żył. I po tylu dniach bez kontaktu, w końcu Evans mógł być obok niego. W tym miejscu, w którym powinien być od samego początku.
- Ellie. – praktycznie szepnął, w końcu odrywając się od partnera. – Co teraz?
- Ej, wszystko jest dobrze. – dziewczyna od razu do niego podeszła i go przytuliła. Chyba musiał bardzo smutno wyglądać skoro tak zareagowała. A jemu nie o to chodziło. Jednak nie pogardził tą chwilą czułości. – Jest nawet lepiej niż jak mogliśmy o tym myśleć. Wybudził się a to ogromny sukces. Teraz musimy poczekać aż leki z niego zejdą. To pewnie potrwa parę godzin. Po tym możemy zrobić dokładne sprawdzenie jak się czuje.
- Rozumiem. Chodzi mi bardziej o kwestie… Rozumiem, że teraz mogę już zostać..
- Ależ oczywiście!
- Ale co z waszymi rodzicami? Twój tata nie zniesie mnie tutaj, a ja nie chce robić awantur. On – ścisnął Josha dłoń – powinien odpoczywać.
- Masz rację. Oficjalnie nie możemy ich wyrzucić z sali. podeprą się tym, że Josh był pod wpływem leków. Poza tym, to tata jest głównym problemem. Powiem, że nie powinni wchodzić. W końcu ich wyrzucił z pokoju, ale nie zmuszę ich. Jeżeli będą się awanturować to pamiętaj, że można nas wezwać mamy łatwą komunikację z ochroną. Chociaż wolałabym tego uniknąć.
- Rozumiem. Dziękuję, że tak pomagasz.
- W tym momencie liczy się tylko dobro pacjenta. – uśmiechnęła się smunto. – Co z Eve?
- Ach, tak. Tylko ty i ja możemy ją odebrać. Dasz radę? Jak nie to będę musiał pojechać po nią, ale wolałbym jej nie przyprowadzać do szpitala. Zadzwonię do Camille.
Plan został szybko ustalony, Ellie dostała pozwolenie na wyjście z pracy dwie godziny wcześniej aby odebrać bratanicę. Zaprowadza ją do domu, daje obiad i Camille przyjdzie wraz z dzieckiem ją popilnować, jeżeli będzie taka potrzeba to potem dołączy do niej Jeff aby przy okazji wyjść z Sam. Matt za to został przy Joshu. I nie ważne co miało się dziać czy działo, nie odstąpił go na krok. Aż w końcu tamten się obudził.
Badania, tak jak mówiła najmłodsza Brand, wypadły bardzo pozytywnie jak na tą sytuację. Poza samym wypadkiem Josh wszystko pamiętam. Mógł też poruszyć każdą kończyną i lekarz od razu wykluczył przerwanie rdzenia kręgowego, co oznaczało brak paraliżu. Trzeba było uważać, bo po wstrząśnieniu mózgu nawet po pewnym czasie mogły dziać się różne rzeczy – zaniki pamięci, utraty równowagi, bóle głowy – ale dzięki temu, że pozostawał w śpiączce farmakologicznej powinni uniknąć większości problemów. Oczywiście nadal Josh był poobijany, połamany i w okropnym stanie, ale odrzucili stan zagrożenia życia oraz niepełnosprawności na lata.
- Nie wiem. – przyznał. – Też nie był w dobrym stanie, ale nie informowano mnie co z nim się teraz dzieje. – chciałby powiedzieć mu coś więcej, ale nie miał nawet odrobiny przestrzeni na to aby myśleć o tym drugim. Co brzmiało okrutnie, ale był prawdziwe. – Eve na ciebie czeka. Nie wie co się stało, myśli, że twój wyjazd się przedłużył, ale bardzo tęskni.














