YOU ARE THE REASON

blake kathryn

Xuebing Du

Discoholic 🪩

PR's Tumblrdome
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year

JVL

Kaledo Art

roma★
Lint Roller? I Barely Know Her

izzy's playlists!
$LAYYYTER
RMH
Keni
hello vonnie
Mike Driver

Love Begins

pixel skylines
seen from United States

seen from Jordan

seen from India
seen from Jordan

seen from Türkiye

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Canada

seen from United Kingdom

seen from Germany

seen from United States

seen from Australia

seen from United States

seen from United States
seen from Saudi Arabia
@greecewithoutphotoshop

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Greckie przysmaki vol. 4 Sałatka Grecka
Byłoby to niesamowicie śmieszne, gdyby Grecy nazywali swoją sztandarową sałatkę- grecką. To chyba najpopularniejsze danie nazywane jest tu po prostu sałatką wiejską, bądź dla zwolenników bardziej wysublimowanego słownictwa- rustykalną czyli χωριατικη (choriatiki). I wbrew temu co czasem możemy spotkać w naszych polskich wariacjach tej potrawy jest ona niesamowicie prosta. W takiej typowej, spotykanej w każdej tawernie, znajdują się bowiem: pomidory, ogórek, fioletowa cebula, feta, symbolicznie dwie lub jedna oliwka, bardzo rzadko czerwona papryka i oczywiście największa tajemnica sukcesu- oliwa z oliwek. Już przez Starożytnych nazywana była płynnym złotem, całkowicie słusznie. Na jałowej, skalistej greckiej ziemi, tylko drzewo oliwne mogło wydać jakiekolwiek owoce, więc przedsiębiorczy Grecy nauczyli się wykorzystywać ich jedyne dobrodziejstwo naturalne. To eksport oliwy z oliwek stał się główną przyczyną bogactwa Grecji okresu klasycznego (tak przeczytałam w Muzeum Sztuki Cykladzkiej w Atenach). Można by rzec, że to dzięki niej wybudowano Akropol i inne cuda antycznego świata. Gałązka oliwna oraz kadź oliwy z oliwek były nagrodą dla zwycięzców Igrzysk Olimpijskich. Na przykład najlepszy biegacz otrzymywał jej 70 amfor po 35 kilo każda, czyli około 2500 kilogramów oliwy. Wartość oliwy w była w tamtym czasie przeogromna, jeśli policzymy że dzienne wynagrodzenie rzemieślnika wynosiło 1 drachmę, czyli równowartość 3 kilogramów oliwy przeciętnej jakości. Ta dawana zwycięzcom była jednak jakości pierwszorzędnej i nie przeznaczano jej do celów konsumpcyjnych, tylko do estetyczno- kosmetycznych.
Dziś na każdym kroku możemy spotkać w Grecji produkty wszelkiej maści wyprodukowane z oliwy: od balsamów, przez mydła, po świeczki. Ja oczywiście najbardziej lubię ją w formie jadalnej. Z chlebem i winem. A jakby ktoś szukał w Polsce dobrej, greckiej oliwy z oliwek to mam kolegę, który rozprowadza ten towar po naszym kraju. Taka reklama, z której nie mam żadnych korzyści.
Oto profil kolegi na Twarzoksiążce:
https://www.facebook.com/patrik.benasher?ref=ts&fref=ts
Street art vol.2
Tym razem ilość zdjęć być może nie jest powalająca, ale za to treść jest niezmiernie interesująca. Na dwóch ostatnich fotografiach widnieje bowiem rozwiązanie, które szalenie przypadło mi do gustu. Jako zdecydowana przeciwniczka panującej w Polsce mody na zaśmiecanie przestrzeni publicznej paskudnymi reklamami w ogromnych ilościach, od których przeciętny przechodzień dostaje oczopląsu, a co wrażliwszy spacerowicz estetycznego wstrząsu, chciałabym wszystkim twórcom owych rodzimych gargamelów, szyldów i banerów zaprezentować takie gustowne malunki w dzielnicy Ladadika. To chyba było najdłuższe zdanie jakie napisałam w życiu. Wracając jednak do tematu... Pośród krętych uliczek owego dystryktu kryje się wiele lokali, które oczywiście chciałyby przyciągnąć klientelę, ale są schowane i z głównej ulicy niewidoczne. Zamiast więc oszpecać krajobraz, jakiś mądry człek postanowił wymalować szyldy barów, pubów i dyskotek na ścianach budynków na początku każdej ulicy. Ładnie, sprytnie i praktycznie. Można? Można.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Na straganie w dzien targowy, czyli zakupy w greckim stylu
Wybrałyśmy się dziś z Fru na targ, który raz w tygodniu otwiera się na naszym osiedlu. Fru kocha targi, bazary i wszystkie miejsca, gdzie jest tłok i ścisk. Każdy kto mnie zna, wie, że nienawidzę skupisk ludzi większych niż 30 osób, dlatego też nie jeżdżę na żadne festiwale (wyjątkiem w mojej historii pozostają Basowiszcza). No ale że uwielbiam Fru, to zgodziłam się jej towarzyszyć w tym szalenstwie. Owy targ jest naprawdę olbrzymi, rozpięty między blokami, ciągnie się przez kilka ulic. Można kupić tu wszystko od ubran przez kosmetyki, po jedzenie. Ceny w greckich sklepach są dosyć wysokie, o wiele korzystniej jeść coś na mieście, a najkorzystniej kupić wszystko na bazarze, gdzie ceny są nawet o połowę niższe niż w sklepach. Każdy przedsiębiorczy sprzedawca w Grecji oczywiście krzyczy w niebogłosy, jak korzystne ceny posiada na swoim stoisku. Każdy podkreśla także, że wszystko, co sprzedaje, jest greckie, bo według Greka nasze- najlepsze. A dlatego że nasze najlepsze to w Salonikach nie ma Mcdonalda, ani KFC. No dobra jest jeden, ale daleko daleko za miastem, w wielkim centrum handlowym i chyba nikt nigdy tam nie był. W Atenach znalazłam tylko jeden w centrum miasta. Mnie bardzo raduje taka kolej rzeczy. Grecy mają fioła na punkcie swojego jedzenia i zastąpili amerykanskie fastfoody własnymi. Powiem szczerze, że wolę zjeść gyrosa za eurosa, niż hamburgera. Na bazarze najbardziej podobały mi się stoiska z rybami, oliwkami, a także z serem i tsipuro- greckim mocnym alkoholem, pędzonym po domach, nalewanym kupującym do plastikowych butelek z blaszanych baniaków. Tsipuro ma jakieś 40 % i robi się je z tego co zostało po wyprodukowaniu wina, czyli ze skórek i pestek winogron. Oczywiście wszystkiego można, a nawet trzeba spróbować, do czego zachęcają sprzedawcy. Niezmiernie mi się to podobało.
W sumie to było udane wyjście. Kupiłam kawałek greckiej chałwy, poćwiczyłam mój grecki rozmawiając ze sprzedawcami i zrobiłam trochę zdjęć dla Was.
Kampus uniwersytecki, czyli smutna prawda o kryzysie w Grecji
Nieustający od paru dni deszcz i przenikliwe zimno sprawiły, że spojrzałam na Kraj Filozofów z zupełnie innej perspektywy, oddalonej o lata świetlne od zabawy na skąpanych w słoncu plażach. Niesprzyjające hulankom warunki pogodowe niewątpliwie obnażają wady każdego kraju. Gdy słonce postanawia więcej się nie pokazać i nastaje zima wszelkie przywary i niedogodności stają sie widoczne jak na dłoni. Kryzys w Grecji odczuwam tylko na uniwersytecie. Parę dni temu weszłam do budynku mego wydziału i moim oczom ukazała się totalna demolka. Krzesła i drewniane stoły połamane, porozrzucane plakaty i ulotki. Obok tego obojętnie przechadzający się Grecy, dla których taki widok to norma. Zapytałam się mojej koleżanki-Greczynki co się stało. Odpowiedziała wzruszeniem ramion, że budynek był okupowany i że pewnie znowu były zamieszki między anarchistami i faszystami. Nie jestem niestety politologiem, znawcą stosunków międzynarodowych ani ekonomem, więc ciężko mi dojść do genezy kryzysu i ogólnego społecznego niezadowolenia. Sami Grecy, których pytałam o przyczyny tych strajków i zamieszek, rozkładają ręce i wymieniają szereg powodów: od nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu w latach 70, przez zaciąganie pożyczek przez Greków i życie ponad stan, po wejście do strefy euro. Faktem jest, że źle się dzieje w panstwie Greckim i nie wie nikt co można z tym zrobić i jak naprawić. Stosunki miedzy obywatelami, policją i władzą są bardzo napięte, można rzec, nie przesadzając, że są na ostrzu noża. Parę dni temu wróciłam z Aten, gdzie zamieszki są naprawdę poważne i nasze bójki podczas Święta Nieodległości to przy tym gimnazjalne przepychanki i zwykłe chuliganstwo. W Greckim tłumie czuć wielkie rozczarowanie i rozgoryczenie co jest przyczyną agresji. Niezadowolenie to widać na każdym kroku także na moim uniwersytecie. Zauważyłam to pierwszego dnia, gdy przywitały mnie bardzo zaniedbane i zniszczone przez wandalów ściany szkoły. Wszystko pozaklejane plakatami z hasłami politycznymi lub co gorsza popisane i pospreyowane. Co głoszą na plakatach greccy studenci? A no że żądają darmowej edukacji i posiłków. Gdy zapytałam koleżanki, dlaczego tego żądają, skoro mają darmową edukację, dwa posiłki dziennie i siłownię, odpowiedziała, że żądają na wypadek, gdyby miało im to zostać zabrane. Żelazna logika.
Parę lat temu weszło w Grecji prawo, które z tego co wiem, obowiązuje także w Polsce, że na kampus uniwersytecki nie może wejść policja bez zgody rektora. Polskie uczelnie radzą sobie z tym tak, że mają monitoring, wynajętą prywatną ochronę i administratora budynku, który go nadzoruje. Tutaj zostawiony samopas kampus jest zalążkiem wszelkich demonstracji i zamieszek, miejscem handlu narkotykami, dekadenckich imprez i wyrażania opinii na forum publicznym. Na kampus lepiej nie udawać się samemu wieczorem, a po skonczonych, wieczornych zajęciach, jak najszybciej go opuścić. No chyba, że ktoś jest żądny przygód. Kręci się tu bowiem mnóstwo podejrzanego elementu, bynajmniej nie studentów. Co jakiś czas dostaję też maile od władz uczelni, że protestanci wtargnęli do jakiegoś budynku i jest obecnie okupowany. Budynków jest tu mnóstwo, jak już pisałam, to jeden z największych uniwersytetów w tej części Europy i do dziś nie rozumiałam o co chodzi z tym okupowaniem, bo nigdy żaden z budynków, z których korzystam, nie był tym, w czasie mojej obecności, dotknięty. Do dziś. Miałam zanieść Learnig Agreement do mojego sekretariatu, żeby Pani wpisała mnie na zajęcia przed sesją i rozliczaniem przedmiotów. Podchodzę do budynku. Boczne wejścia zamknięte. Podchodzę do głównych drzwi, przed którymi siedzą trzy osoby: chłopak z mikrofonem, chłopak z ulotkami i dziewczyna. Zatrzymują mnie w progu i mówią, że przejścia nie ma. Ja na to, że jak to nie ma i o co się tu rozchodzi. Gdy zrozumieli, że jestem erasmusem powiedzieli, że nasze biuro jest przeniesione do innego budynku. To mnie tymczasowo nie interesowało, więc pytam gdzie jest mój sekretariat. Oni na to że nie wiedzą. Pytam się, kiedy skonczy się ta komedia, oni na to że nie wiedzą. Nikt nic nie wie. Biura nie ma. Pięknie. Witam w Grecji moi mili. Tęsknię niezmiernie za kolejką do dziekanatu. Przynajmniej wiem, że jest i gdzie jest.
Dla wyobrażenia sobie, jak wielki jest kampus AUTH, zamieszczam jego plan. Żeby przejechać z jednego konca na drugi trzeba pokonać trzy przystanki autobusowe.
Stołówka, czyli jak za darmo wykarmić tysiąc pięćset sto dziewięćset gąb
Jak już chyba wspominałam, bycie studentem w Grecji, a szczególnie w Salonikach to po prostu super sprawa. Najważniejszym czynnikiem decydującym o takiej opinii jest darmowe jedzenie. Kto nigdy nie głodował na studiach, ten studentem nigdy nie był, jak głosi pradawne przysłowie. Studenci w Grecji nie znają jednak słowa głód, gdyż uniwersytet sponsoruje im dwa ciepłe posiłki dziennie przez siedem dni w tygodniu. Obiad wydawany jest miedzy 12 a 15, a kolacja między 19 a 21. Jak, dlaczego, skąd? Nie wiem. Nie interesuję się, nie pytam. Po prostu jem. Zanim jednak dojdziemy do tego co się je, należy wspomnieć, co trzeba zrobić, żeby w koncu otrzymać upragniony posiłek.
Po pierwsze powinieneś być studentem AUTH (Uniwersytetu Arystotelesa) oraz mieć tzw PASSO czyli nic innego jak legitymacje studencką, tego uniwersytetu. Jako że jestem Erasmusem, posiadam Kartę Erasmusa, która także upoważnia mnie do stołowania się w tym zacnym miejscu. Co jednak mają począć głodni studenci dwóch pozostałych uczelni ATEI i UAM, które nie są tak wspaniałomyślne? Nikt tak nie zrozumie głodnego studenta jak drugi student, więc oczywiście następuje tu tak zwana zamiana tożsamości. Oczywiście na PASSO jest zdjęcie, ale na legitymacji Erasmusa go nie ma, także wymieniamy się danymi osobowymi, jak piłkarze koszulkami, by przez chwilę Fruzsina Vizkeleti, studentka ATEI stała się Joanną Proskien z AUTH. Gdy już machniesz strażnikowi przed nosem kawałkiem plastiku, możesz radośnie podbiec do aktualnego menu, by stwierdzić, ze znów cały dzien będziesz chodzić głodny. I gdy w koncu wybierzesz już najmniej obrzydliwe z trzech proponowanych dan, ustawiasz się grzecznie w kolejce do odpowiedniego okienka.
Kolejki bywają krótsze i dłuższe. Najdłuższe są w poniedziałki, bo wtedy zawsze jest coś z mięsem mielonym, jak na przykład spaghetti bolognese lub pasticcio i we wtorki, bo wtedy zawsze jest kurczak. W pozostałe dni hitem jest risotto, czyli ryż z dwoma smutnymi pieczarkami i czterema sześcianami marcheweczki. Tym jednak co łączy smak dan i jest pewne jak to, że dwa razy dwa daje pięć, jest to że będą ociekać tłuszczem i w trzech na czterech przypadkach będą zimne. Oczywiście o żadnych przyprawach nie ma mowy. Nie dziwię się wcale, że dania nie są przyprawione. Jak ugotować dla takiej ilości osób za niewielkie pieniądze, by jedzenie miało smak? Nawet słynna restauratorka Magda G. by się poddała. Nie traćcie jednak nadziei zwolennicy dobrego smaku! Na Was na każdym stole czekają butelki z rozwodnionym kwaskiem cytrynowym, czymś co było kiedyś octem, a także pojemniczek z solą. Powodzenia.
Gdy już człowiek wystoi swoje i otrzyma tacę zaczyna się polowanie na miejsce. Zasada jest prosta: zawsze spotkasz milion osób z Erasmusa, więc zawsze znajdzie się miejsce oraz okazja do rozmowy. Tutaj, miedzy kęsami, możesz wymienić się newsami o nadchodzących wydarzeniach lub plotkami z minionych imprez. Taka studencka agora. Taca, którą dzierżysz w dłoni, zawsze ma taką samą ilość naczynek: duży płaski talerz z daniem głównym, mniejszy talerzy z surówką lub sama nie wiem czym, a także miseczka z zupą lub surówką, gdy na mniejszym talerzyku znajduje się akurat tego dnia, sama nie wiem co. Oprócz tego naczyniom zawsze asystują dwie kromki chleba i serwetka. Elegancja Francja. Dodatkowo ze skrzynek na stołówce możesz wziąć dowolną ilość jabłek, najlepszego i niezawodnego pokarmu serwowanego na stołówce. Gdy nie najesz się obiadem zjesz trzy jabłka i po głodzie. Dla spragnionych stołówka zaoptarzona jest w cztery kraniki z woda, wyjęte z amerykanskich filmów o nastolatkach. Nachylasz się, przyciskasz guziczek i woda wlatuje do twych ust, bądź też, gdy przyciśniesz zbyt mocno, zostawia niechlubny ślad na spodniach kolegi. Po konsumpcji należy, o czym niektórzy zapominają, odnieść tacę z naczyniami na taśmę, która wiezie je do mycia, a sztućce wrzucić do osobnych wiaderek. Teraz najedzony bądź nie wychodzisz by cieszyć się kolejnym dniem w Grecji. Smaczego. Kali orexi!

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Olimp, czyli jak wejść na górę bogów
Chyba każdy z nas zapytany o najsłynniejszą górę w Grecji odpowie: Olimp. Jest to prawda połowiczna. Olimp to nie jedna, samotna góra, jak to mogliśmy sobie wyobrażać zaczytując się w greckiej mitologii. Jest to pasmo górskie z najwyższym szczytem Mitikios wysokości 2918 m n.p.m. Nie są więc to takie wcale wysokie góry, a z doświadczenia już wiem, że niebezpieczne również nie. Stąd dziwić może data pierwszego zdobycia Olimpu dopiero w roku 1913. Jako pierwsi swoje stopy postawili tam dwaj Szwajcarzy Daniel Baud Bovy i Frédéric Boissonas z greckim przewodnikiem Christosem Kakalosem. Gdy ma się w swoim kraju góry o wiele wyższe, ten szczyt był dla nich za pewne błahostką. Dlaczego Grecy przez tyle tysięcy lat zwlekali z wejściem na Olimp? Według mnie z czystego lenistwa, ale nie chcę tu utrwalać stereotypów, więc pozostanę przy wersji głoszonej przez Greków, że nawet po przejściu na chrześcijanstwo przez jakieś tysiąc pięćset lat uważali ją za mieszkanie poganskich bóstw. Niech im będzie. Leniuchy.
Olimp obecnie leży na terenie Parku Narodowego, znajdującego się około godziny drogi od Salonik. Najlepiej swoją wędrówkę zacząć od miejscowości Litochorno, w której znajduje się wejście na teren Parku i rozpoczyna się średniozaawansowana trasa E4 wiodąca na szczyt. Autobusy do Litochorno kursują bardzo często, razem z Fru wybrałyśmy odjeżdżający około 7 rano, by rozpocząć naszą wędrówkę jak najwcześniej i przejść jak najwięcej się da jednego dnia. Tym razem na szczyt się nie udałam, ze względu na moje sportowe buty, nieodpowiednie na ośnieżone już zbocza najwyższych partii gór. Odłożyłam wejście na czerwiec. Co się odwlecze to nie uciecze, co ma wisieć nie utonie. Wiele osób zaczyna swoją przygodę od miasteczka Prionia, oddalonego od Litochorno o około 9 km. Prionia jest bowiem ostatnim miejscem, do którego można dojechać autem. Jest to jednak według mnie wielka strata, gdyż trasa położona pomiędzy tymi miejscowościami jest doprawdy niezwykła. Prowadzi bowiem przez przepiękny, malowniczy kanion, gdzie po drodze mija się wodospady, źródła i inne cuda przyrody.
Przez całą drogę towarzyszyły nam trzy duże i całkowicie niegroźne psy, które chyba zwęszyły moje polskie kabanosy w plecaku. Tak się do nich przywiązałyśmy, że nadałyśmy im imiona i traktowałyśmy jak nasze anioły stróże, które, gdybyśmy spadły w przepaść, przyprowadziłyby pomoc lub zjadły nasze zwłoki, a za obola przewiozły nasze dusze na drugą stronę rzeki zapomnienia. Trasa mimo że do trudnych nie należy jest bardzo absorbująca. Nie prowadzi bowiem ciągle pod górę, jest raczej ciągiem wejść i zejść na przemian, co bywa trochę irytujące. Jednak niesamowite widoki wynagradzają wszelkie trudy. Woda dość szybko nam się skonczyła, gdyż pomimo że nie było zbyt wiele słonca, duszne powietrze zapowiadające deszcz sprawiło, że pociłyśmy się bardziej niż Syzyf toczący swój głaz. Pragnienie ugasiłyśmy w górskich strumykach, których szum był nieodłączną częścią wędrówki. Nie dotarłyśmy do Prionii. W obawie, że zaskoczą nas ciemności, zawróciłyśmy przy 7 kilometrze i wróciłyśmy do miasteczka tą samą drogą.
Trasa, którą obrałyśmy, jest jednym z kilku wariantów dotarcia na szczyt. Tych, którzy zamierzają odwiedzić Zeusa i ferajnę, zapraszam na stronę Parku Narodowego, gdzie można całkowicie za darmo sprawdzić wszelkie możliwe drogi i pobrać mapy z zaznaczonymi schroniskami. Poniżej zamieszczam linki dla dociekliwych. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że warto się tam wybrać. Choćby dla czystej satysfakcji, że zdobyło się górę bogów.
strona główna w języku angielskim:
http://www.olympusfd.gr/us/default.asp
mapy:
http://www.olympusfd.gr/us/Maps.asp
szlaki:
http://www.olympusfd.gr/us/Diadromes.asp
Greckie przysmaki vol.3- Pasticcio
Choć nazwa dania brzmi typowo włosko (dźwięku podwójnego 'c' w języku filozofów nie uświadczymy) to jest to obok moussaki jedno z najpopularniejszych dan serwowanych w Grecji. Nie wiem jaka jest geneza tej potrawy i raczej do niej nie dotrę, to jednak nie przeszkadza mi w rozkoszowaniu się jej smakiem. Mówiłam, ze moussaka jest najlepszym daniem, jakie jadłam w życiu? Była dopóki nie spróbowałam pasticcio. Grecy uwielbiają mięso w każdej postaci. Jedzenie jest zazwyczaj mięsne i tłuste, ale zawsze podawane ze świeżymi warzywami i fetą przed głównym posiłkiem. Pasticcio jest kolejną formą zapiekanki z beszamelem. I mimo że tak jak w lasagne występuje tu makaron to smak jest zupełnie inny. Wygląd z resztą też, bo płaty makaronu z lasagne zastąpiono tu rureczkami. Nie wiem jakie przyprawy tam się znajdują, ale danie powinno mieć ostry, charakterystyczny smak. Obok mięsa, makaronu i beszamelu pojawia się tu także puree ziemniaczane. Koszt takiego dania w przeciętnej tawernie w Salonikach (na przykład takiej uroczej, która widnieje na zdjęciu) to jakieś 6-7 euro. Zrobiłam się głodna. Ciężko pisze się o jedzeniu w takich warunkach. Po prostu musicie tego spróbować.
Polecam, Iza Małysz.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Saloniki nocą
1. Instalacja "Parasolki" nad zatoką.
2. Widok na zatokę.
3. Pomnik Aleksandra Wielkiego.
4. Plac Arystotelesa.
5. Tawerna w dzielnicy portowej.
6. Fontanna w dzielnicy portowej.
7. Cytadela na Starym Mieście.
8. Ja, Fruzsina i Saloniki nocą.
9. Moja ulica w dzielnicy Ampelokipoi.