"Let's settle this the traditional way"
Game of Thrones Daily

oozey mess

izzy's playlists!
I'd rather be in outer space 🛸

shark vs the universe

titsay

Andulka

JBB: An Artblog!
trying on a metaphor

Janaina Medeiros
d e v o n
Claire Keane
KIROKAZE
Sade Olutola
we're not kids anymore.
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
todays bird

AnasAbdin
Mike Driver

seen from Netherlands

seen from Türkiye

seen from Canada

seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia
seen from United States
seen from Ukraine

seen from Malaysia

seen from Türkiye
seen from Malaysia
seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
seen from Germany

seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States

seen from United States

seen from Ukraine
@draxysza
"Let's settle this the traditional way"

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Hej kochani napisałam fanfica SAM X READER MIŁEGO CZYTANIA
Jeśli chcecie więcej wattpad: @_Synowa_
Godzina druga w nocy. Farmerka przewracała się z boku na bok, bezskutecznie próbując znaleźć tę jedną pozycję, która pozwoliłaby jej w końcu zasnąć. Nic nie pomagało. Westchnęła ociężale, poddała się i wstała z łóżka. Przetarła zmęczone oczy i ruszyła po ciemku w stronę kuchni.
Zanim jednak zdążyła otworzyć lodówkę, blat rozświetlił się jasnym blaskiem. Spojrzała na leżący tam telefon, zaciekawiona, kto o tak późnej porze do niej pisze. Na ekranie wyświetliło się powiadomienie od Sama - jej najlepszego przyjaciela. Uśmiechnęła się lekko na widok wysłanego przez niego mema i szybko stuknęła w klawiaturę.
- „Czemu nie śpisz? Nie masz przypadkiem jutro próby?" - napisała, po czym oparła się o blat, wpatrując się w wyświetlacz.
-„A czemu ty nie śpisz? Cooo?" - odpowiedź nadeszła niemal natychmiast.
Westchnęła cicho. Klasyczny Sam. Zamiast po prostu odpowiedzieć na pytanie, wolał odbić piłkę. Chciała to skomentować ale ostatecznie odpuściła.
- „Nie mogę zasnąć, ale chyba już się tego domyśliłeś" - odpisała.
- „No domyśliłem się, domyśliłem" - bąbelki czatu wyskoczyły na ekranie sekundę później.
- „Skoro i tak już nockę mamy z głowy, to co powiesz na małe wyjście? Mama i brat już śpią, a mnie roznosi energia!!!!" - z samej wiadomości aż biła jego klasyczna, zaraźliwa ekscytacja.
Farmerka uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła już wpisywać odpowiedź, ale Sam znowu ją wyprzedził.
- „Spotkajmy się u mnie, otworzę okno" - dodał sekundę później, dorzucając do tego całą masę chaotycznych emotek.
I jak tu go nie lubić?
Uśmiechnęła się szerzej, kręcąc z niedowierzaniem głową. Cały Sam. Spojrzała na pusty blat kuchenny, potem na lodówkę i ostatecznie uznała, że pewnie i tak by nie zasnęła. Przynajmniej spędzi czas z kimś.
- „Daj mi dziesięć minut. Tylko nie hałasuj, jak będę podchodzić pod dom"- odpisała, po czym szybko zablokowała telefon.
Szybkim krokiem wróciła do sypialni, gdzie naciągnęła na siebie bluzę i jeansy. Miała tylko nadzieję, że spodnie nie są brudne od ziemi. Chociaż z drugiej strony była środek nocy, więc czy Sam w ogóle zauważyłby jakąś plamę? Gdy wyszła na zewnątrz, uderzyło ją cudownie rześkie, letnie powietrze. Pelikan nocą było zupełnie inne niż za dnia. Było niesamowicie spokojne.
Droga z farmy do miasteczka minęła zaskakująco szybko, podsycana lekkim dreszczykiem emocji. Gdy dotarła pod dom Sama, zauważyła, że w jego pokoju na piętrze pali się tylko słabe, stłumione światło lampki nocnej.
Podeszła pod boczną ścianę, gdzie stara drewniana kratka z bluszczem ułatwiała wspinaczkę na daszek nad gankiem. Zręcznie, starając się nie wydać żadnego dźwięku, pokonała kilka szczebli i znalazła się na wysokości jego okna. Sam już tam na nią czekał, opierając się o parapet z szerokim uśmiechem.
– No i proszę, profesjonalna włamywaczka – wyszeptał rozbawiony, wyciągając do niej ręce, żeby pomóc jej pokonać ostatni krok i wejść przez okno. – Mama i Vincent śpią jak zabici, więc misja zakończyła się sukcesem!
[Y/N] chwyciła jego ciepłe, szorstkie dłonie i sprawnie przeskoczyła przez drewniany parapet, lądując miękko na puszystym dywanie. Sam natychmiast przymknął okno, zostawiając jedynie wąską szczelinę, by do środka wpadało rześkie powietrze. W pokoju panował jego klasyczny, artystyczny nieład. Na podłodze leżała rzucona niedbale deskorolka, pod biurkiem piętrzyły się puste puszki po joja coli, a na ścianach wisiały plakaty zespołów rockowych. Mimo tego chaosu, to miejsce miało w sobie niesamowitą, bezpieczną przytulność. Pachniało tu starym drewnem, lakierem do instrumentów i odrobiną męskich cytrusowych perfum.
- Dzięki za pomoc - wyszeptała, poprawiając bluzę. Spojrzała na niego kątem oka, wciąż zastanawiając się, czy w tym słabym świetle lampki nocnej widać ewentualne ślady ziemi na jej jeansach. Sam jednak zupełnie nie zwracał uwagi na takie detale. Przyglądał jej się z tym swoim zaraźliwym, szerokim uśmiechem, mierzwiąc dłonią i tak już potarganą, blond czuprynę.
-Żartujesz? To ja dziękuję, że uratowałaś mnie przed nudą. Siedziałem tu sam od dwóch godzin i gapiłem się w sufit. Myślałem, że oszaleję- mruknął, cofając się o krok i siadając po turecku na skraju swojego łóżka. Poklepał dłonią materac obok siebie. - Siadaj. Mi casa es su casa.
Farmerka uśmiechnęła się cicho i usiadła na wskazanym miejscu, podciągając kolana pod brodę. Spojrzała na jaskrawoczerwoną gitarę elektryczną, która opierała się o stojak tuż obok łóżka.
- Więc jutro próba? - przypomniała mu, nawiązując do ich wcześniejszej rozmowy na czacie. - Naprawdę nie odpowiedziałeś mi, czemu nie śpisz. Jutro Sebastian i Abigail urwą ci głowę, jeśli będziesz niewyspany. - podniosła lekko rozbawiona brew.
Sam skrzywił się komicznie, udając, że przeraża go sama myśl o rozzłoszczonym Sebastianie.
-Oj tam, Sebby sam pewnie siedzi teraz w swojej piwnicy i koduje albo gra w te swoje gierki, więc nie ma prawa narzekać. A Abby... cóż..- westchnął- Wszystko pójdzie dobrze!- wyprostował się dumnie. - Zresztą, z moim talentem mógłbym grać nawet z zamkniętymi oczami i po całonocnym maratonie. -machnął niedbale ręką.
-Jasne, jasne. Nie bądź taki skromny, bo jeszcze ci ta blond czupryna zwiędnie - zaśmiała się cicho [Y/N], szturchając go lekko ramieniem.
Sam parsknął śmiechem, uderzając dramatycznie dłonią w pierś, jakby poczuł się śmiertelnie urażony. Szybko jednak spoważniał, a na jego twarz wrócił ten miękki, ciepły wyraz, który był zarezerwowany tylko dla niej. Przyciągnął jedną z poduszek do piersi, opierając się plecami o ścianę za łóżkiem i przyglądając się jej z ciekawością.
- A tak szczerze... Ty też nie mogłaś spać. Praca na farmie cię wykańcza? Widziałem cię parę dni temu, jak targałaś te wielkie skrzynie z melonami do sklepu Pierre'a. Wyglądałaś, jakbyś miała zaraz paść z wycieńczenia. [Y/N] westchnęła cicho, opierając brodę na kolanach i wpatrując się w zawieszone na ścianie plakaty.
-Trochę tak. Czasami, jak kładę się do łóżka, ciało mnie boli od tej ciężkiej pracy fizycznej. Dodatkowo myślę czy aby na pewno wszystko podlałam, czy zamknęłam kurnik lub zamartwiam się czy następnego dnia nie przejdzie jakiejś burzy i która mogłaby mi zniszczyć moje uprawy. To wszystko jest moje, Sam... Ta farma, te zwierzęta, uprawy. Z jednej strony to niesamowite, ale z drugiej... czasem ta odpowiedzialność po prostu nie pozwala mi zasnąć i no cóż, wykańcza mnie.
Sam słuchał jej w całkowitym skupieniu. Przez chwilę nie mówił nic, tylko powoli gładził palcami frędzle poduszki. Zrzucił swoją codzienną maskę wiecznego śmieszka.
- Wiem, o czym mówisz -odezwał się cicho, a jego głos stał się nagle zaskakująco niski i poważny. - To znaczy... nie prowadzę farmy, Morris w JojaMart traktuje mnie jak robota do układania puszek. Jedyną moją odpowiedzialnością w pracy jest to by nie rozbić jakiegoś słoika z dżemem. Ale... w domu jest inaczej. Odkąd tata wyjechał, czuję, że muszę być tym silnym. Dla mamy, a zwłaszcza dla Vincenta. Udaję przed małym, że wszystko jest super, robię z siebie idiotę, buduję z nim bazy z koców i tłumaczę, że tata po prostu pojechał na bardzo ważną misję superbohaterów. Ale czasami budzę się w środku nocy i myślę: „Co jeśli nie wróci?". Albo co jeśli utknę w tym miasteczku na zawsze, pracując za grosze, i nigdy nie zrobię niczego wielkiego, a mój brat zapamięta mnie tylko jako lenia z deskorolką?
[Y/N] odwróciła głowę w jego stronę. W słabym świetle lampki nocnej zobaczyła w jego zielonych oczach tak autentyczny, głęboki lęk, że serce jej się ścisnęło. Bez dłuższego namysłu wysunęła dłoń spod brody i położyła ją na jego ramieniu.
-Sam, spójrz na mnie.
Chłopak posłusznie podniósł wzrok.
-Jesteś najlepszym starszym bratem, jakiego Vincent mógłby sobie wymarzyć. To, jak bardzo o niego dbasz, jak go chronisz... to nie jest zachowanie lenia. To zachowanie kogoś niesamowicie dojrzałego. Twoja mama ma w tobie ogromne oparcie, nawet jeśli rzadko mówicie o tym głośno. I nie utkniesz tu na zawsze. Masz talent, masz swój zespół i masz pasję. A ludzie z taką pasją jak ty zawsze znajdują swoją drogę.
Sam wpatrywał się w nią w milczeniu. Przez dłuższą chwilę w pokoju słychać było jedynie ich spokojne oddechy oraz cykanie świerszczy za oknem. Dziewczyna poczuła, jak pod wpływem jej słów napięcie powoli opuszcza jego ramiona. Na jego usta wypłynął powolny, niezwykle ciepły i tym razem całkowicie szczery uśmiech.
-Jesteś niesamowita, wiesz?- wyszeptał, przybliżając się o centymetr. - Przeprowadziłaś się tutaj zupełnie sama, harujesz od świtu do zmierzchu, a w środku nocy masz jeszcze siłę siedzieć w moim zagraconym pokoju i naprawiać moje potargane myśli. - parsknął smutnym śmiechem
-Od tego ma się przyjaciół, Sam - odpowiedziała cicho, choć jej własne serce nagle wykonało potężnego fikołka, gdy chłopak, zamiast się odsunąć, ostrożnie położył swoją dłoń na jej dłoni, która wciąż spoczywała na jego ramieniu.
Jego palce były ciepłe i lekko szorstkie, a dotyk sprawił, że oboje nagle zamilkli. Odległość między nimi zmniejszyła się tak bardzo, że [Y/N] mogła poczuć delikatny zapach jego cytrusowych perfum. Sam gwałtownie przełknął ślinę, a na jego policzki, dotychczas blade w żółtym świetle, zaczął napływać intensywny, bordowy rumieniec. Chłopak momentalnie stracił całą swoją wygadaną pewność siebie.
- J-ja... - zająknął się, co było do niego zupełnie niepodobne. - Chcesz wyjść na zewnątrz? Na dach? Tam jest... wiesz, chłodniej. I lepiej widać gwiazdy. Bo tu zrobiło się jakoś duszno. - zaśmiał się nerwowo.
[Y/N] uśmiechnęła się pod nosem, czując, że jej własne policzki również zaczynają robić się czerwone.
– Chętnie. Przewietrzmy się.
Sam natychmiast odsunął się i podszedł do okna. Otworzył je szeroko, starając się nie hałasować, i zwinnie przełożył noge przez parapet. Dach nad gankiem był płaski i pokryty ciemną papą. Chłopak siadał tam tak często, że znał każdy centymetr tej powierzchni. Gdy stanął stabilnie, odwrócił się i podał jej obie ręce.
[Y/N] chwyciła jego dłonie i ostrożnie wyszła za nim na zewnątrz. Letnia noc na dachu była absolutnie wspaniała. Rześki wiatr znad oceanu natychmiast owiał ich twarze, przynosząc upragnioną ulgę.
- Łał... – szepnęła [Y/N], podchodząc bliżej krawędzi.
Kolejny powiew wiatru był nieco mocniejszy. Dziewczyna odruchowo naciągnęła mocniej rękawy swojej bluzy na dłonie i wtuliła brodę w miękki kołnierz, ciesząc się, że przed wyjściem z farmy jednak wybrała cieplejsze ubranie. Sam zerknął na nią kątem oka, widząc, jak bawi się materiałem.
- Dobrze, że pomyślałaś o bluzie - mruknął z uśmiechem, siadając na chropowatej, chłodnej papie i opierając plecy o drewnianą ścianę domu, tuż pod barierą okna. - Inaczej musiałbym oddać ci swoją kurtkę, a Sebastian twierdzi, że bez niej tracę cały mój rockowy wizerunek.
-Twój rockowy wizerunek obroni się sam, nawet w piżamie - zaśmiała się cicho [Y/N], siadając tuż obok niego.
Ich ramiona stykały się przy każdym, nawet najmniejszym poruszeniu. Przez dłuższą chwilę żadne z nich się nie odzywało. Słuchali jedynie miarowego szumu liści oraz ledwo słyszalnego bicia fal o brzegi plaży na południu. Nocne powietrze powoli zmywało z nich resztki napięcia, które towarzyszyło im jeszcze przed chwilą w zamkniętym pokoju. Sam siedział z wyciągniętymi przed siebie nogami, bębniąc lekko palcami o własne kolano.
- Często tu wychodzisz? - zapytała cicho, nie odrywając wzroku od gwiazd.
- Prawie co noc, kiedy nie mogę spać. Czyli... całkiem często - westchnął Sam. - Kiedy w domu robi się za głośno albo kiedy Vincent ma zły sen i muszę udawać przed nim, że wszystko mam pod kontrolą. Wychodzę tutaj, patrzę na te góry i zastanawiam się, co jest po drugiej stronie. Wszyscy mówią, że Zuzu City to zupełnie inny świat. Tłumy, neony, hałas... Zastanawiam się czasem, czy nasz zespół miałby tam jakiekolwiek szanse. Czy ktoś taki jak ja, chłopak z małej doliny, który potrafi tylko jeździć na desce, mógłby tam zaistnieć.
[Y/N] spojrzała na jego profil. W blasku księżyca jego zazwyczaj nastroszone, jasne włosy wydawały się dziwnie miękkie. Znowu zobaczyła w nim tego wrażliwego chłopaka.
-Myślę, że poradzilibyście sobie świetnie - odpowiedziała ciepło, przysuwając się odrobinę bliżej. - Masz w sobie coś, czego brakuje wielu ludziom, Sam. Masz pasję. Kiedy opowiadasz o zespole, zapominasz o całym świecie i to widać. Nie potrzebujesz wielkiego miasta, żeby to udowodnić, ale jeśli tam pojedziecie to na pewno ich oczarujesz.
Sam odwrócił głowę w jej stronę. Jego zielone oczy błyszczały w ciemności. Na jego usta wypełzł ten charakterystyczny, nieco zawstydzony uśmiech.
- Jesteś niemożliwa. Wiesz o tym? - potrząsnął głową, cicho parskając. - Zawsze wiesz, co powiedzieć, żeby człowiek poczuł się lepiej.
- Może to po prostu kwestia tego, że bardzo mi na tobie zależy, ty głąbie - palnęła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Słowa zawisły w nocnym powietrzu. Sam zamarł, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami, jakby jego mózg właśnie próbował przetworzyć informację o sile uderzenia pioruna.
[Y/N] poczuła, jak fala gorąca natychmiast zalewa jej policzki. Spanikowana, naciągnęła rękawy swojej bluzy tak mocno, że niemal całkowicie schowała w nich dłonie, i gwałtownie odwróciła wzrok w stronę rzeki.
-To znaczy... no wiesz, po przyjacielsku! - zawołała nienaturalnie szybko, próbując desperacko obrócić wszystko w żart. - Żebyś znowu nie marudził.
Sam milczał przez sekundę, po czym wypuścił głośno powietrze i podrapał się nerwowo po karku. Kiedy [Y/N] zerknęła na niego, zobaczyła, że chłopak całkowicie stracił swoją codzienną pewność siebie. Na jego policzki, dotychczas blade w świetle księżyca, wypłynął tak intensywny, bordowy rumieniec, że aż dotarł do koniuszków jego uszu.
-Rany... -mruknął pod nosem, nagle niezwykle zafascynowany własnymi trampkami. -Nie mów takich rzeczy bez ostrzeżenia, bo naprawdę spadnę z tego dachu. Przez chwilę myślałem, że mam zawał.
Słysząc jego ton, [Y/N] też cicho parsknęła, a całe paraliżujące napięcie nagle pękło, ustępując miejsca czemuś niesamowicie ciepłemu. Przestali udawać.
Sam wziął głęboki oddech i powoli, jakby obawiał się, że dziewczyna zaraz się wycofa, przesunął swoją dłoń po chropowatej papie dachu. Ułożył ją tuż obok jej ręki. Jego mały palec delikatnie, niemal pytająco otarł się o materiał jej bluzy.
- Ale... tak szczerze? - odezwał się znacznie ciszej, a jego głos stracił całą dotychczasową, chaotyczną energię. Stał się niski i spokojny. - Mi na tobie też, [Y/N]. I to... chyba wcale nie tak po przyjacielsku, jak zawsze sobie to wmawiałem. Nawet nie wiesz jak bardzo mi zależy na tobie.
Serce [Y/N] zaczęło bić tak mocno, że myślała, iż Sam to słyszy. Chłopak odwrócił dłoń wewnętrzną stroną do góry i ostrożnie, splótł swoje palce z jej, zamykając ją w uścisku.
Odległość między nimi znowu zaczęła znikać. Sam przesunął się bliżej, tak blisko, że czuła emanujące od niego ciepło, a ich ramiona mocno się ze sobą zderzyły. Chłopak uniósł wolną dłoń i niezwykle delikatnie, jakby bał się zepsuć tę chwilę, odsunął pojedynczy kosmyk włosów, z jej twarzy. Jego palce przeszły wzdłuż jej policzka, zostawiając za sobą ścieżkę palącego ciepła. Sam gwałtownie przełknął ślinę. Jego wzrok uciekł na chwilę w dół, na jej usta, by po sekundzie znowu zatonąć w jej oczach.
- [Y/N]... Mogę? - zapytał szeptem, szukając potwierdzenia.
Zamiast odpowiedzi, dziewczyna po prostu delikatnie skinęła głową i sama pokonała ten ostatni, brakujący centymetr, lekko unosząc podbródek. To wystarczyło. Sam pochylił się, zamykając oczy by następnie połączyć ich usta w pocałunku. To nie było gwałtowne ani wymuszone. Pocałunek był miękki, niesamowicie delikatny i przepełniony uczuciem, które oboje skrywali głęboko w sobie przez wiele miesięcy. Usta Sama były ciepłe, poruszały się z ogromną ostrożnością, jakby wciąż nie mógł uwierzyć, że dziewczyna nie znika, że to dzieje się naprawdę. [Y/N] poczuła, jak całe jej ciało bezwładnie wiotczeje, a jej wolna dłoń niemal automatycznie wbiła się w materiał jego koszulki, szukając oparcia. Druga dłoń Sama powoli powędrowała na jej talię, lekko przyciągając ją przez materiał jej bluzy jeszcze bliżej, niwelując jakikolwiek dystans. Świat wokół nich przestał istnieć. Nie było już problemów z farmą, nie było widma ciężkiej pracy w JojaMart, nie było Sebastiana, Abigail ani wiecznie martwiącej się Jodi. Byli tylko oni. [Y/N] i Sam.
Kiedy Sam powoli się odsunął, oboje oddychali ciężko. Chłopak nie zabrał jednak dłoni z jej policzka. Kciukiem delikatnie gładził jej rozgrzaną skórę, a na jego twarzy malował się wyraz tak głębokiego, czystego szczęścia, jakiego [Y/N] nigdy u niego nie widziała.
-Okej... -mruknął cicho, puszczając w końcu powietrze przez nos i kręcąc z niedowierzaniem głową. -To było... rany. Dobra, oficjalnie nie mam pojęcia, co powiedzieć. A to się u mnie rzadko zdarza.
[Y/N] parsknęła cichym śmiechem, czując, jak całe napięcie z niej schodzi. Oparła głowę na jego barku
-I bardzo dobrze. Przynajmniej raz cicho siedzisz.
- Hej, wypraszam sobie! - Sam szturchnął ją delikatnie bokiem, ale zaraz potem objął ją mocniej ramieniem, przyciągając do siebie.
Uśmiechnęła się naciągając rękawy swojej bluzy mocniej na palce, ponieważ wiatr zrobił się nagle naprawdę zimny. Sam siedział nieruchomo, trzymając ją blisko, a jego dłoń bawiła się sznurkiem od jej kaptura.
Siedzieli tak przez kolejną godzinę. Szeptali o kompletnych bzdurach, śmiejąc się cicho pod nosami, żeby nie obudzić Jodi albo Vincentego. Dach domu Sama wydawał się w tej chwili jedynym bezpiecznym miejscem na świecie. Noc jednak powoli się kończyła. Głęboki granat nad górskimi szczytami zaczął powoli rzednąć, ustępując miejsca pastelowym odcieniom różu i chłodnego złota. Pelican wokół nich powoli nabierała ostrych, dziennych barw.
-Popatrz - mruknął Sam, wskazując podbródkiem na horyzont. - Wygląda na to że przegadaliśmy pół nocy.
-Jest pięknie - szepnęła [Y/N], mrużąc oczy przed pierwszym, jasnym promieniem słońca..
Gdzieś w dole, z bocznej uliczki, dobiegł ich cichy trzask otwieranych drzwi. Miasteczko powoli budziło się do życia, bezlitośnie przypominając im o tym, że noc właśnie dobiegła końca.
- Naprawdę musimy już wracać do rzeczywistości -westchnęła, choć nie wykonała nawet najmniejszego ruchu, by podnieść się z jego ramienia.
- Nawet mi nie przypominaj - burknął chłopak.
Rozprostowali zmarznięte kości, po czym Sam sprawnie przeprowadził ją z powrotem przez ramę okienną do środka. W pokoju, w blasku porannego słońca, wszystko wyglądało zwyczajnie, ale między nimi zmieniło się absolutnie wszystko. [Y/N] podeszła do drzwi, ale zanim położyła dłoń na klamce, Sam złapał ją delikatnie za rękaw bluzy, zatrzymując w miejscu. Poprawił kołnierz jej ubrania, a jego dłonie na moment spoczęły na jej ramionach. Spojrzał jej prosto w oczy - bez żadnego pozerstwa, ze zwyczajną, ciepłą powagą.
-Ta nocka... była najlepsza, serio - powiedział cicho. - Przyjdziesz dzisiaj na plac zabaw? Po mojej zmianie i przed próbą? Chcę cię znowu zobaczyć. Tak normalnie.
-Przyjdę, Sam. Na pewno przyjdę- odpowiedziała, uśmiechając się szeroko.
Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi, zniżył głowę i pocałował ją jeszcze raz. Krótko, miękko i na tyle mocno, że przez moment zapomniała, że musi wracać na swoją farmę. Wymknęła się z jego pokoju na palcach, bezbłędnie omijając trzeszczące stopnie schodów, które znała już na pamięć z poprzednich, czysto kumpelskich wizyt. Kiedy zamknęła za sobą frontowe drzwi i wyszła na brukowaną uliczkę, miasteczko było już w całości zalane czystym, złotym blaskiem. Wiatr znad rzeki cicho szumiał w gałęziach, a [Y/N] szła w stronę farmy wolnym, niespiesznym krokiem, trzymając dłonie głęboko w kieszeniach bluzy.
--------------------------------
GUYS NIE PISAŁAM ONE-SHOTOW OD 6 LAT
Chuuya Nakahara Is Not a Twink, Please Be Serious.
Let’s get one thing straight: Chuuya Nakahara may be 5'3", but that man is built like a luxury sports car — compact, powerful, and absolutely not here to be called Dazai’s delicate little twink boyfriend. The internet has committed a grave sin by reducing him to “small = soft,” when in reality, he’s tossing people into walls like it’s a competitive sport.
First of all, twinks don’t bench press entire buildings with gravity powers. Twinks don’t punch with the force of a small explosion. Twinks do not wear skin-tight black turtlenecks that show off defined muscle lines. Did y’all just look at Harukawa’s arts of him and say, “Yeah, that’s Dazai’s dainty little arm candy.” Be for real.
Also, let’s talk energy. Chuuya’s not the blushing sidekick, he’s the one threatening murder, breaking things, and carrying the emotional and physical weight of every mission he’s ever been on. If anything, Dazai’s the dramatic one who fakes monologues like a theater kid. It's with his manipulative, questionable ways of twisting conversations that cause Chuuya to go red sometimes. But really, Chuuya’s too busy being an icon, stylish and jacked.
So, stop projecting twink energy onto this war crime in human form. He’s a wine-drinking, ass-kicking menace (Sorry, that sounded corny) with a healthy build.
Respect him.
Well i Think it get worse
I cant even feel happy at all
Mayby I feel emptiness or idk
I just dont want live
My kin list bark bark i am hot or jnot

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
They wont leave me because I will do it first
I wish my mother had a better daughter, I don't deserve her
🍷In Another Life is out NOW!❤️🩹
We're excited to present In Another Life: a Soukoku Anthology to you all and show the different lives and universes with Chūya Nakahara 🍎 & Osamu Dazai ❤️🩹
The zine is Available here!
@bsdfandomevents | @anizines | @zine-scene | @zinetown | @bsdfanhub
i really just need to stop letting people get close to me because they only ever get hurt
i take good people and i ruin them.
i need to just die or never talk to anybody ever so i stop hurting people
break the cycle
I literally don't feel anything, or maybe I do? I can't define it. I'm just a body without a soul

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
I was clean for 2 months i couldnt hold it in. I had to punish myself. I hate pain so much
I want to kill myself but i am afraid I will Wake up
From today im alone i ignore all my friends i want to be fucking alone. They are horrible to me or maybe it just seems that way to me i dont know
I think i should be alone all my life i am not fit to live in society
I would like to die but im afraid of pain :))))
I was definitely a bad person in my previous life so now I have to suffer

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
I don’t want to kms, i just want to end the pain
I know my life will end in suicide. I'm sure of it.