Maska
Zrozumiałam, że wszędzie mi towarzyszy. Wracając do domu nie wiem kto przed sekundą za mnie mówił, a słowa które były wypowiadane ledwo utrzymują mi się w pamięci. Zaprogramowane ciało, uśmiech, charakter. Nie ma tu krzty smutku, jest tylko ogromne niezrozumienie.
Nie rozumiem kim jestem, skoro nie tą osobą za którą przed chwilą się podawałam. I nie rozumiem jak udaję mi się tak naturalnie mną nie być.
Nie rozumiem swoich uczuć, tak jakby nie były moje.
Nie rozumiem tego kiedy przestałam być sobą. Najwyraźniej przejście było tak płynne, że przeoczyłam ten moment. Czuję, że to wszystko to jeden wielki mechanizm obronny, który wypracowałam na potrzeby mojego przeżycia. Tak długo o mnie walczyli, tak usilnie chcieli mnie utrzymać przy życiu, że nie zauważyli kiedy znikłam.
Chyba nie rozumiem, że mnie już po prostu nie ma.













