Przebudzenie (№72)
Przytomnieję przed alarmem – promień światła praży twarz. Tak w rozkroku kuso leżę... prężąc mięśnie, gdyby czas. Kadzidełko woń dopala, kawa, tosty, jazzu nuta; karimata – na niej trening: skłony, kardio, spięcia brzucha. Toaleta. Parny prysznic. Mycia zębów dwie minuty. Zerkam wtedy się przez siebie w wodę, jakbym był wyzuty. Trzeba byłoby to zrobić. Ile lat już się z tym noszę. Spluwam w taflę krew i pianę. Dosyć – już nie mogę. Proszę.






