Dla tego, który potrzebuje świętości
Zbliż się do mnie swym marnym duchem, stoję bowiem nad Tobą nie jako kaprys, a nadrzędność. Bogini procesu i posłanniczka węża, który na przemian kąsa i odnawia.
Niech to, co zapomniało swego miejsca i bezczelnie rozlało się po ciele, wróci do swego źródła. Niech rozwarta brama ciała na mocy mojej woli zawrze się nie przemocą, a boską precyzją. Niech ostrze, nić i dłoń wiedzione będą tchnionym przeze mnie celem, w który i Ty włożysz intencję, a prawem tego przywrócenie całości i święta wilgoć zmiany.
Jako Twoja bogini, nie obiecuję Ci ukojenia. Oddaj jednak na ten czas opór, bunt i napięcie, które dopiero później przetransformujesz w dzieło. Niech Twoje czoło skropi wysiłek, który włożysz w zaufanie, lecz niech to zaufanie będzie pełne nadziei i zgodne z pragnieniem.
Idź pod nóż nie jako ofiara i nie jako ten, który walczy, a jako duch i materia poświęcone przemianie. I pamiętaj o tych, dla których podjąłeś się życia.
I tak zostaniesz zszyty i scalony, na nowo całkowity. W imię tożsamości tego, co najwyższe i najniższe, niech spełni się ma intencja naprawy. W myśli i w tkance, w znaku i w ciele.
Tak Cię błogosławię i tak Cię leczę, choć sama jestem tylko życiem i zaledwie śmiercią, a w tym przeciwieństwie trwam dla prazasady.











