Widzisz dzieciaku... Nikt nie przyjdzie cię uratować.
Nie zrobi tego miłość. Nie zrobi tego przyjaźń. Ani cokolwiek innego.
Jedyną osobą, która może cię uratować, jesteś ty sam. Nikt i nic więcej.
Game of Thrones Daily
Claire Keane

titsay
Cookie Run:Kingdom Official!

Discoholic 🪩
Mike Driver
Misplaced Lens Cap

PR's Tumblrdome
RMH

Andulka
tumblr dot com
noise dept.

Jar Jar Binks Fan Club
★
todays bird
taylor price

ellievsbear
Today's Document
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

seen from Thailand

seen from United States

seen from Venezuela

seen from Germany

seen from United States

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Serbia

seen from Türkiye

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from South Africa

seen from Puerto Rico
seen from South Africa

seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from Singapore

seen from United States
seen from United States
@zoyaspoetry
Widzisz dzieciaku... Nikt nie przyjdzie cię uratować.
Nie zrobi tego miłość. Nie zrobi tego przyjaźń. Ani cokolwiek innego.
Jedyną osobą, która może cię uratować, jesteś ty sam. Nikt i nic więcej.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
NEONY BŁYSZCZAŁY - finałowy tom historii Zoi Marii Staszewskiej 🌸
Siedemnaście wierszy
Właściwie jest to chyba drugi wiersz, który napisałam w życiu.
Wiersz, który idealnie podsumowuje jedną z dwóch miłości, która tak bardzo złamała mi serce.
Było gorące lato, dekadę temu. Szmat czasu, wystarczająco długo, by zapomnieć o Tobie. Lubię tę historię, choć jest ona nieco... Mroczna. I smutna, jak wszystkie historie miłosne, w które wpakowałam się w życiu, umyślnie i nie.
Dlaczego o tym wspominam?
Pamiętam tamten dzień. 9 czerwca 2015. Gorące lato przed nami i tak wiele niedopowiedzeń, do których oboje dopuściliśmy. Patrzyłam na Ciebie, jak na pewnego rodzaju autorytet. Spędzaliśmy długie noce na rozmowach o wszystkim i o niczym. Zawsze mieliśmy temat. Pogoda, związki, sytuacja polityczna Rosji. Pamiętasz? Na pewno pamiętasz, choć zapewne tego nie chcesz. Byłeś pierwszą osobą, dla której otworzyłam swoje serce. Zwierzałam Ci się ze swoich problemów z rodzicami, ze znajomymi, o tym, że ludzie tak mnie wkurzają. Często mówiłeś mi, że mam się nie przejmować klientami w pracy, bo to zwykli idioci. Mówiłeś, że nieważne, jak popieprzona jestem, to jestem Twoja.
Mieliśmy swój własny świat, do którego nikt nie miał dostępu. Nikt nas nie rozumiał, a my... My po prostu dzieliliśmy codzienność, będąc ponad tymi wszystkimi ludźmi, którzy chcieli nam zaszkodzić. Jawiłeś się jako najbardziej intrygujący, młody mężczyzna mojego życia. Do dzisiaj pamiętam Twój uśmiech i Twoje oczy.
Tyle mi po Tobie pozostało.
Wspomnienia, urwane rozmowy na różnych komunikatorach i ta cholerna poezja. Tylko w ten sposób mogłam przekazać, jak bardzo cierpię, bo nie ma już Ciebie. I nie ma nas.
Na wspomnienie o Tobie uśmiecham się blado i mówię, że przecież to nie miało i nie ma żadnego znaczenia. Byliśmy z dwóch różnych światów. Ty kochałeś burzę, ja się jej bałam. Ty byłeś szanowanym i poważnym człowiekiem, a ja chodzącym chaosem, kimś, kto zupełnie nie znaczył nic. Ty zdroworozsądkowy, a ja... Narwana i zbyt emocjonalna.
Jak to w ogóle mogło się udać?
Co zrobiliśmy źle?
Wzdycham głęboko. Nie często do tego wracam, bo nie ma po co, ale dzisiaj pracuję nad innym, nowym tekstem i te wspomnienia do mnie wróciły. Zaskoczyłam samą siebie, roniąc kilka łez. Czego ja w ogóle szukam w tej historii?
Zapewne dawnej siebie. Chciałabym czasem, żeby ta zagubiona i naiwna dziewczyna wróciła i popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Tylko że ona już dawno temu przestała istnieć.
Tak, jak my przestaliśmy istnieć.
Ta dziewczyna zgubiła po drodze swoje serce.
Przestała czuć.
Nigdy więcej już tak nie pokochała, jak Ciebie.
A potem lato się skończyło i my się skończyliśmy.
Bo Ty nosisz w sobie, Mała, tę wielką dziurę i Ty próbujesz tę dziurę usilnie czymś zakleić, ale to nie wychodzi i wtedy jesteś, Malutka, strasznie smutna i wyrzucasz sobie znowu jakieś wyimaginowane niedociągnięcia - tak czy nie? Zdolna jesteś okrutnie, ale całkowicie niezdolna do samotności. Gdy tylko zostajesz sama, momentalnie otaczają Cię te wszystkie nieznośne wątpliwości. Nieznośna się stajesz przez to dla świata i nieznośna sama dla siebie. Okiełznać Cię wtedy to już Bóg jeden wie, jakie to boskie skaranie. Powieka zaczyna drgać niekontrolowanie, kolano podskakiwać, paznokieć stukać w drewniany stół, a dusza panoszyć się po biednym człowieku, szarpiąc za powięzi. Ten sam głuchy dźwięk okazuje się być Twoim własnym przewiewem ulatującym z tej nieszczęsnej dziury, umieszczonej na samym środku brzucha. Szybko odkryłaś, że gdy staniesz pod odpowiednim kątem, przelatujący przez nią wiatr generuje szalenie ciekawy dźwięk. Tak się w niego wschłuchałaś, że znów się rozproszyłaś. Gdybyś Ty tak raz usiadła, Mała... Gdybyś Ty tak raz na dupie usiadła i wsłuchała się w to, co Twój własny wiatr ma Ci do powiedzenia, to może nie zaklejałabyś się teraz tak prowizorycznie. Choć słów mi na Ciebie notorycznie brak, to wiedz chociaż, że nie tylko Ty tak usilnie mierzysz się sama ze sobą dzień po dniu. Ciągnie człowieka do człowieka, jak Ciebie ciągnie w środku do jakichś ciepłych ramion, lecz nie umie ani ten, ani drugi człowiek zwrócić się twarzą do twarzy i nie chować wzroku gdzieś głęboko po własnych kieszeniach.
Oj, ciągnie człowieka do człowieka...
Lecz nie umie.
Ucieka.
Od drugiego człowieka.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
To zupełnie nie tak. Ja chcę i potrzebuję w swoim życiu intymności, ale postrzegam ją zupełnie inaczej niż ty i nie wiem nawet, czy zdołam ubrać to w słowa na tyle trafnie, byś zrozumiał, jak to wszystko widzę. Jest taki rodzaj głębi międzyludzkiej, który ujawnia się tylko w określonych warunkach. Potrzeba do niego uważności. Potrzeba otwartości. Potrzeba głębokiej chęci odkrywania. Potrzeba niepowstrzymanej ciekawości i odwagi, by zwiedzać drugiego człowieka niczym rozległą galerię dzieł sztuki. Ja chcę wkraść się do niej pod osłoną nocy. Chcę pobiec jej korytarzami, jak pobiegłby człowiek, który nie biegł od kilku lat. Zatrzymuj mnie tam, gdzie chcesz. Zatrzymuj. Mów. Ciągnij mnie za rękę przez kolejne drzwi i korytarze. Usiądźmy w sali wszystkich twoich porażek. Połóżmy się razem na chłodnej posadzce i pokaż mi zdobiące sufit freski wszystkich twoich pomyłek. Wskaż mi palcem miejsca, których się wstydzisz. Wskaż te, których się boisz. Wskaż te, które kochasz wspominać, i te, o których wolałbyś zapomnieć. Odwróć głowę w moją stronę i odwdzięcz się serią niewygodnych pytań. Pytaj mnie o moje wątpliwości. Pytaj o niepewności. Pytaj, dlaczego nadal nie umiem mówić o sobie z wysoko uniesioną głową. Pytaj, skąd ta dziura w brzuchu i... zajrzyj do niej, jeśli chcesz. Pomilczmy. Pomilczmy kilka razy. Zamknij oczy i zapytaj mimochodem, czy pamiętam już, jaki mają kolor. Opowiedz mi swój ulubiony dowcip. Opowiedz najbardziej żenujący żart. Zaprezentuj najczarniejszy humor, na jaki cię stać. Wypytaj mnie o wszystko. O ludzi i daty. O miejsca i zdarzenia. Rozsyp na podłodze karton swoich klocków i złóżmy z nich razem katedrę Notre Dame. Powiedz, że wcale nie muszę mówić, gdzie byłam przez ostatnie lata, jeśli tego nie chcę. Zostaw chwilę na oddech. Zrób ciepłej herbaty i zapytaj o miód. Postaw przede mną kubek i w półmroku pokoju wyrysuj w powietrzu kontur mojego cienia. Powiedz, że masz ciepły koc. Powiedz, że mogę tu przyjść.
Odlicz do dziesięciu.
– Przyszłaś.
– Przyszłam.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
a jakie lęki bierzesz?
Escitalopram 20mg 3 razy dziennie
Lit 250mg raz dziennie
Pregabalina nie wiem jaka ilość substancji czynnej raz dziennie ale to wieczorem, bo spałam po tym jakby ktoś mi dał cegłą w głowę 😆🙈
Ale odrzuciłam je chociaż chyba wciąż wrzucają mi Escitalopram, bo to lek przeciwdepresyjny, a ja miałam dobre jazdy w maju i przez część czerwca i jak dostaję kieliszek leków rano i wieczorem to mam wrażenie, że dostaję to wciąż. Nie mówiąc o tym, że przez te 3 miesiące od wypadku zgubiłam jakimś cudem… 30 kg i zaraz będę wychudzona. Wystarczyło tylko po latach wrócić do leków. Serio, to jest dla mnie hit.
dlaczego wróciłaś do psychotropów?
Bo pomieszało mi się trochę w główce po wypadku. Ale już jest o wiele lepiej, więc ich nie potrzebuję.
jakie plany na lato?
Jeszcze kisnę w klinice, ale to kwestia 2 tygodni aż wyjdę, mam taką nadzieję. Cała ta szpitalna przygoda jest śmieszna po prostu. Plus tylko taki, że nareszcie odstawili mi psychotropy, więc chociaż jasność umysłu mi wróciła.
Muszę wrócić do swojej diety, gdy będę w domu.
I do swojej suplementacji witamin.
Cyrk na kółkach tu był z pewnymi kwestiami, ale skoro moja jasność umysłu wróciła to oni też mają z moim wyszczekanym pyskiem cyrk. Chociaż to jeszcze nie jest mój max możliwości.
Żałuję, że nie mam tutaj swojego macbooka, bo tak mnie ciśnie na pisanie, że to jakieś nieporozumienie. Nadrobię wszystko w domu.
Pokazało mi się dzisiaj wspomnienie jednego z wierszy, opublikowanych lata temu na Facebooku. Wróciłam myślami do swoich początków pisarskich. Do tego jak lata temu wmawiano mi, że nie powinnam pisać matury rozszerzonej z polskiego i że moje wiersze to kpina, chociaż dotykają ciemnych zakamarków duszy.
Do tego, jak trochę dorosłam i pomyślałam sobie, że chcę, by świat poznał moją historię. Do pierwszych korekt tekstu. I do tego, że ta historia stała się czymś niesamowitym. Nie tylko z powodu tłumnych spotkań autorskich. Nie tylko dlatego, że nadałam dziesiątki paczek z egzemplarzami. Wiecie ile ja wiadomości dostaję? Ilu ludzi się ze mną kontaktuje? Ile osób opowiada mi swoje historie? Jestem tak cholernie wdzięczna za to wszystko. Tyle lat wmawiano mi, że takich wykrętów jak ja się nie chce i nie toleruje. Może jestem skrzywiona i może moje myślenie odbiega od społecznej normy, ale ja kompletnie tego nie żałuję. Uwielbiam być sobą w takiej formie. Uwielbiam to, że mój światopogląd jest wystarczająco logiczny i nie zamieniłabym tego na nic innego. A najbardziej uwielbiam to, że najzwyczajniej w świecie nie zrezygnowałam ze swoich marzeń. Uparłam się i zrobiłam to, co słuszne. I tak bardzo cieszę się, że mogłam podzielić się tą historią ze światem.
Ta era trwa nieprzerwanie od 2021 roku i będzie miała swój finał w roku 2027, gdy dostaniecie finałowy tom. Zabawna jest myśl o tym, że moja historia dobiegnie końca. Ale jeszcze piękniejsze jest to, że świat mógł się z tym zapoznać.
Zoya Staszewska stała się legendą.
I będzie nią już zawsze.
Gratulacje, Zoya. Brawo, kurwa, brawo. Całe życie budowałaś tę swoją wielką fasadę — niezależna, twarda, zimna, nieprzystępna. Suka z wyboru, artystka z przypadku, królowa ripost i ironii. Ta, która nikomu nie daje wejść za blisko, bo przecież „ja się nie przywiązuję”.
I co? Przyszedł jeden facet i wszystko rozwalił w pięć sekund. Facet z uśmiechem, który powinien być zakazany prawem.
Bo ty niby go nie chcesz. Niby chcesz, żeby zniknął. Niby masz w głowie plan, żeby go ignorować. Ale wiesz, co robisz, kiedy go nie ma? Siedzisz i żresz się od środka, bo jest ci za mało. Tak, właśnie to: za mało. Nie tęsknota, nie jakieś ckliwe bzdety, tylko wkurwiający głód. Jakbyś była na odwyku od czegoś, czego nigdy oficjalnie nie brałaś. I potem on się pojawia — jeb, pojawia się, patrzy, uśmiecha się — i koniec. Cała twoja konstrukcja wali się jak domek z kart.
Ile razy powtarzasz sobie w głowie: „To nie jest nic wielkiego. To tylko facet. To przejdzie”? A potem wystarczy, że on spojrzy na ciebie tym swoim poważnym, zimnym wzrokiem, a sekundę później rozciągnie wargi w tym szerokim, szczerym uśmiechu i już po tobie. Ty, która zawsze wygrywa w gierkach słownych, nagle traci język w ustach. Ty, która zawsze ma kontrolę, nagle przegrywa na starcie.
I jeszcze to twoje święte oburzenie: „mogłabym go zabić i wycałować jednocześnie”. Serio? Ty naprawdę tego chcesz. Bo tak właśnie działa uzależnienie: jednocześnie nienawidzisz i pragniesz. Jednocześnie chcesz uciec i rzucić się głową naprzód. I tak, Zoya, jesteś uzależniona. Nie od człowieka, nie od relacji, tylko od tej pierdolonej adrenaliny, jaką wywołuje w tobie jego obecność.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ty dobrze wiesz, jak to się skończy. To nie będzie happy end. To nie będzie film z miłością do grobowej deski. To będzie katastrofa w odcinkach. I ty, zamiast się ratować, siedzisz w pierwszym rzędzie i jeszcze popijasz colę, bo przecież nie możesz oderwać oczu od płonącej sceny.
I co dalej, Zoya? Będziesz udawać, że masz wybór? Że możesz go wyrzucić z głowy? Że kontrolujesz sytuację? Ty, która całą siebie sprzedała w tym jednym momencie, kiedy jego uśmiech złapał cię za gardło? Przestań się oszukiwać. Nie kontrolujesz nic. Nie masz kontroli ani nad sobą, ani nad nim. Jesteś tylko kukłą, którą szarpią emocje, a on pociąga za sznurki, nawet o tym nie wiedząc.
Więc gratulacje, królowo ironii. Zimna suka, która zawsze wygrywała, wreszcie przegrała. I to z kim? Z facetem, którego chciałaby wyrzucić ze swojego życia, a jednocześnie ściągnąć bliżej, wciągnąć w siebie, połknąć na żywca.
Brawo, Zoya. Jesteś największą idiotką w tej grze. I co gorsza, robisz to świadomie.
DRAPIEŻNIK — Zoya Maria Staszewska
Od kilku dni po mojej łepetynie krąży Hunter.
I choć nie powinnam się do tego przyznawać, to zastanawiam się co u niego i jak żyje… oszalałam.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
4:36
Godzina, w której nawet mój mózg przestaje udawać, że jest po mojej stronie.
Pomyślelibyście, że największy wpływ na człowieka mają wielkie miłości, te wszystkie dramatyczne romanse, te historie, o których pisze się wiersze. A prawda? Najbardziej rozwalają cię ludzie, którzy nawet nie zamierzali zostać. Tak jak Hunter.
Nie kochałam go, nie przesadzajmy — za dobrze znam siebie, żeby wpaść w tak tani dramat. Ale dałam mu dostęp. A dostęp do mnie to luksus, na który większość nie zasługuje.
I co zrobił Hunter? To samo, co robi każdy: przyszedł, nachapał się mojej uwagi, mojego spokoju, mojego ciepła — i zniknął, jakby wyparował. Bez wielkiej sceny. Bez wyjaśnienia. Jak gość, który ukradł zapalniczkę z kuchennego stołu i udaje, że jej nigdy nie widział.
To właśnie jest najgorsze. Nie to, że mnie zranił. Tylko to, że ja się tego spodziewałam — i mimo to pozwoliłam mu wejść.
To był test, a ja go oblałam.
Kiedyś byłam zimna. Zimna jak blok lodu wrzucony do brudnej szklanki. Nie dało się mnie ruszyć, nie dało się mnie dotknąć, nie dało się mnie posmakować bez bólu zębów. I byłam z tego dumna — z tej odporności na ludzi, ich głupie intencje i gówniane emocje.
A potem przyszedł Hunter. Ten jego niepełny uśmiech, ten jego spokój, ta jego nieobecność nawet wtedy, gdy siedział obok. I coś we mnie pękło.
I to mnie wkurwia najbardziej. Że ktoś tak… cholernie intensywny… mógł mi rozmontować system obronny, który budowałam przez lata.
I nie — nie jestem rozczarowana. Bo żeby być rozczarowaną, musiałabym mieć jakieś oczekiwania. A ja miałam tylko przeczucia. Takie bardzo nieprzyjemne, ale bardzo prawdziwe.
Prawda jest taka: ja wiedziałam, że on mnie zostawi. Wiedziałam, że mnie zignoruje. Wiedziałam, że wszystko skończy się ciszą.
I właśnie dlatego to tak boli.
Bo to nie jest niespodzianka. To jest powtórka.
Powtórka z ludzi, powtórka z mojego błędu, powtórka z mojej naiwności udającej siłę.
A teraz? Teraz siedzę o 4:36 i myślę, że może nie jestem już kobietą-lodem. Może Hunter mnie rozmroził w najgorszy możliwy sposób — połowicznie. Nie na tyle, żeby było miło. Tylko na tyle, żeby bolało.
I chyba właśnie to jest najbardziej okrutne. Że nie boję się już, że mnie ktoś zrani. Boję się, że nie mam już siły znowu zamarznąć.
To już niemal rok. Rok, odkąd jestem po prostu ciepła i nieodporna. I nie umiem tego naprawić. Nie umiem być insta suką, jak to miałam w zwyczaju przez większość swojego życia.
Cześć moi drodzy.
Dziwnie jest mi się odzywać po niemalże 3 miesiącach ciszy, probuję to zrobić jakoś sensownie od kilku dni, ale wszystko i tak opowiem dopiero jak moje życie wróci trochę do normy.
Nie wszyscy jeszcze to wiedzą, ale los postanowił mi dokopać w bardzo poważny sposób, a mianowicie w kwietniu brałam udział w wypadku samochodowym. Poważnym. Tak bardzo poważnym, że kisnę od kilku tygodni w prywatnej klinice rehabilitacyjnej i uczę się chodzić na nowo.
Tego nie spodziewałam się w żadnym scenariuszu. Dlatego nie jestem nigdzie aktywna, po prostu nie mam na to siły.
Mam kilka rzeczy do powiedzenia.
Po pierwsze moje życie jest zupełnie inne. Jeszcze nie wiem jakie. Inne i dziwne. Jakbym zaczęła je na nowo i teraz już zupełnie nie wiedziała gdzie iść… bo nie wiem. Skupiam się na najbliższym czasie, nie planuję nic, ten rok i jak jest już skreślony. Ale mam wiele przemyśleń, podzielę się nimi na pewno, tylko nie mam dostępu do swojego macbooka i ciężko pisać mi na telefonie. Więc jak wrócę do domu.
Prawda jest taka, że nie byłam gotowa na taki obrót spraw i jest to dosadne dobicie. Finał epizodu depresyjnego w którym jestem od uwaga listopada 2025. Nie umiem nawet tego logicznie wytłumaczyć ani opisać. Po prostu nie mam siły.
No ale mam nadzieję, że chociaż wy trzymacie się lepiej. I że dla was to lato jest lepsze.
Od kilku dni towarzyszy mi silne uczucie dotyczące tego, że wyprowadzka z Wrocławia była największym błędem mojego życia.
Nie mogę pogodzić się z tym, że już nigdy nie pojadę z Niko do Maka na frytki i coca colę o pierwszej w nocy i że już nigdy nie zapalę z nim papierosa pod swoją klatką. I że nawet nie usiądziemy na schodach na moim osiedlu w letni wieczór. I nie usiądę na swoim balkonie z Juls. To po prostu się nie wydarzy.
Nie mogę tam wrócić, bo już nic nie byłoby takie samo. Ale ta historia z wypadkiem uświadomiła mi mnóstwo rzeczy, których po prostu wcześniej nie widziałam. To wydaje się proste, ale serio, doceniajcie swoją codzienność. Wiem, że czasami jest ciężko i bezsensownie, ale mimo to doceniajcie to, co macie. Bo… to można stracić. Szybko i niespodziewanie.
Szczerze, gdybym mogła wrócić do listopada, podjęłabym decyzję o tym, że zostaję we Wrocku. Może to wszystko i tak byłoby inne, ale i tak byłoby lepsze niż teraz.
Więcej na ten temat powiem więcej, gdy będę mogła napisać jakiś felieton.
Spotkaliśmy się po latach
Najgorsze nie jest to,
że odszedłeś.
Najgorsze jest to,
że przez chwilę
naprawdę uwierzyłam,
że istnieją ludzie,
z którymi rozmowa
potrafi być domem.
Śmialiśmy się
z tych samych rzeczy,
kończyliśmy za siebie zdania,
a cisza między nami
nie była niezręczna.
Była pełna.
Pomyślałam wtedy,
że może wszechświat
po prostu pomylił daty.
Że spotkaliśmy się
kilka lat za późno.
Dzisiaj myślę,
że pomyliłam
coś znacznie ważniejszego.
Intymność z obietnicą.
Bo można rozmawiać
do świtu,
patrzeć komuś w oczy,
dotykać jego duszy
i nadal
nie mieć zamiaru
zostać.
Mówiłeś,
że nigdy nie chciałeś mnie wykorzystać.
Wierzę ci.
Ludzie najczęściej
ranią nie dlatego,
że planują.
Ranią,
bo nie mają odwagi
powiedzieć,
że dla nich
to tylko kilka pięknych wieczorów,
podczas gdy ktoś drugi
zdążył już urządzić
w tej historii
mały pokój
i zostawić w nim
część siebie.
Najokrutniejsze w iluzjach
jest to,
że kiedy się rozpadają,
wszystkie wspomnienia
nadal wyglądają
jak prawda.
KORONA Z PAPIERU - IV tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
Cześć moi drodzy.
Dziwnie jest mi się odzywać po niemalże 3 miesiącach ciszy, probuję to zrobić jakoś sensownie od kilku dni, ale wszystko i tak opowiem dopiero jak moje życie wróci trochę do normy.
Nie wszyscy jeszcze to wiedzą, ale los postanowił mi dokopać w bardzo poważny sposób, a mianowicie w kwietniu brałam udział w wypadku samochodowym. Poważnym. Tak bardzo poważnym, że kisnę od kilku tygodni w prywatnej klinice rehabilitacyjnej i uczę się chodzić na nowo.
Tego nie spodziewałam się w żadnym scenariuszu. Dlatego nie jestem nigdzie aktywna, po prostu nie mam na to siły.
Mam kilka rzeczy do powiedzenia.
Po pierwsze moje życie jest zupełnie inne. Jeszcze nie wiem jakie. Inne i dziwne. Jakbym zaczęła je na nowo i teraz już zupełnie nie wiedziała gdzie iść… bo nie wiem. Skupiam się na najbliższym czasie, nie planuję nic, ten rok i jak jest już skreślony. Ale mam wiele przemyśleń, podzielę się nimi na pewno, tylko nie mam dostępu do swojego macbooka i ciężko pisać mi na telefonie. Więc jak wrócę do domu.
Prawda jest taka, że nie byłam gotowa na taki obrót spraw i jest to dosadne dobicie. Finał epizodu depresyjnego w którym jestem od uwaga listopada 2025. Nie umiem nawet tego logicznie wytłumaczyć ani opisać. Po prostu nie mam siły.
No ale mam nadzieję, że chociaż wy trzymacie się lepiej. I że dla was to lato jest lepsze.
To jeden z tych wieczorów, podczas których jestem już prawie pewna, że napiszę o Tobie książkę.
Nawet już wybrałam Ci imię.
Ja pierdolę, ale to będzie bolało, jeśli kiedykolwiek się rozpadnie…
Powoli przestaję wyobrażać sobie swoje życie bez Ciebie.
Ciągle się wzruszam, bo nie mogę uwierzyć, że los postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka.
Szkoda, że to historia bez happy endu, i to na dodatek licząca tylko 120 stron, chociaż mogłoby trwać przez co najmniej 700.
Świat mi nie uwierzy, gdy opowiem tę historię oraz gdy opublikuję te wiersze…
Świat mi nie uwierzy jak opowiem w jaki sposób to się zakończyło.
A wiedziałam, że się zakończy, bo w moim życiu nie może być inaczej.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
To jeden z tych wieczorów, podczas których jestem już prawie pewna, że napiszę o Tobie książkę.
Nawet już wybrałam Ci imię.
Ja pierdolę, ale to będzie bolało, jeśli kiedykolwiek się rozpadnie…
Powoli przestaję wyobrażać sobie swoje życie bez Ciebie.
Ciągle się wzruszam, bo nie mogę uwierzyć, że los postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka.
Szkoda, że to historia bez happy endu, i to na dodatek licząca tylko 120 stron, chociaż mogłoby trwać przez co najmniej 700.
Świat mi nie uwierzy, gdy opowiem tę historię oraz gdy opublikuję te wiersze…
jak spędzasz wielkanoc?
Właściwie to siedzę i zastanawiam się, bo wydaje mi się, że nie ma opcji, by DRAPIEŻNIK był ostatnią częścią z uniwersum Staszewskiej.
Tylko nie mam zielonego pojęcia jak to ogarnąć.
To, co jeszcze chcę opowiedzieć.
Przecież tego nie da się tak łatwo opisać…