Flip - Do Zero - Remix (by FLPXIZ)

seen from United States

seen from Netherlands

seen from United States

seen from Germany
seen from Portugal
seen from Mexico

seen from United States
seen from United States

seen from Türkiye

seen from Germany

seen from Australia
seen from United Kingdom

seen from United States
seen from Spain
seen from Canada

seen from Germany
seen from Belarus
seen from United States
seen from Norway
seen from Denmark
Flip - Do Zero - Remix (by FLPXIZ)

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Dnia 14.11.2023 roku przed godziną 20 doszło do zderzenia samochodów osobowych w wyniku czego jeden z nich dachował. Zdarzenie miało miejsce na Drodze Krajowej nr 61 na granicy Legionowa i Michałowa-Reginowa. Na miejscu były zastępy z JRG i OSP Legionowo, patrole Policji, Zespół Ratownictwa Medycznego, służba drogowa. Ponadto, na drodze wylądował zespół Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Z kolei, na rondzie im. Biskupów Płockich w Jabłonnie doszło do zderzenia karetki z samochodem osobowym. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że Zespół Ratownictwa Medycznego udawał się na miejsce zdarzenia w pobliżu Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Na miejscu interweniowało JRG 10 Warszawa, OSP Jabłonna oraz patrol Policji.
Nic co ludzkie…
-Jacuś? Jacuś proszę. Chwyć mnie. Jacuś boję się, to chyba będzie koniec.
Kobieta około sześćdziesiątki z trudem łapała każdy oddech rzężąc przy tym tak, że wyraźnie było słychać ją już w progu mieszkania.
Umierała. Naga i zalana potem, przykryta jedynie ręcznikiem. Jej słowa wypowiadane z ogromnym trudem dodatkowo zagłuszała maska tlenowa i koncentrator postawiony obok łóżka. Wyraźnie widać jak dużo trudu wkłada, żeby wziąć wdech. Brzuch unosi się i opada, a skóra między żebrami zapada do środka tak jakby chciała zaciągnąć całe powietrze dostępne w pokoju. Historia prosta i wielu znana. Zaczęło się od kaszlu i spadku wydolności podczas wysiłku. Złe samopoczucie, utrata masy ciała. Krótkie leczenie zakończone porażką i przepisaniem pacjentki na terapię paliatywną. Resztę można sobie dopowiedzieć.
W momencie podjęcia przez nas wezwania wydolność krążenia była na tyle niska, że w końcu woda zaczęła przesączać się do płuc. Zazwyczaj po szybkim zebraniu wywiadu, osłuchaniu pacjenta, sprawdzeniu parametrów, podłączeniu EKG i podaniu leków moczopędnych oraz tlenu zabieramy go na cito do szpitala. Tam po chwili na Izbie Przyjęć trafia na OIOM, gdzie weryfikuje się przyczynę nagłego zachorowania i stabilizuje się dalej jego stan. Jednak tym razem to nie było takie proste. Owszem, możemy ją zabrać do szpitala, ale co dalej? Leżenie i umieranie tam? Pośród obcych ludzi, którzy choćby chcieli nie mogą poświęcić jej nawet 20% czasu, który mogą dać bliscy? Jaka jest w ogóle szansa, że ją dowieziemy? Że nie umrze w blaszanej puszce na kołach gdzieś na drodze, pośrodku osiedla, raz za razem podskakując na progach zwalniających? I to wszystko po to, żeby kupić jej kilka chwil, nieco więcej cierpienia pośród obcych sobie ludzi.
Po podaniu leków usiadłem obok pacjentki i chwyciłem ją za rękę.
-Jestem tu. Jestem przy pani. Pan Jacek też jest. Jesteśmy tu dla pani.
-Bylebym się nie dusiła. Brakuje mi tchu. - odpowiedziała niespiesznie robiąc pauzę po każdym słowie, żeby złapać trochę powietrza.
-Leki wkrótce zaczną działać Kochana. Wiem, że to straszne, ale potrzeba trochę czasu. Możemy pojechać do szpitala jeśli pani chce.
-A wrócę? Co oni mi tam mogą zrobić?
-Mogą się postarać poprawić to oddychanie… ale nie wiem czy pani wróci. Jest już pani bardzo słaba.
-Nie. Żadnego szpitala. Ja umrę tutaj. Jacuś… Jacuś bądź przy mnie, proszę.
Mężczyzna choć widocznie przejęty to bardzo spokojny, poklepał ją tylko po dłoni i zapewnił, że zostanie.
-Boję się. Bardzo się boję.
-Nie bój się. Nie zostaniesz sama.
Siedzę tak i trzymam rękę konającej w męczarniach kobiety. Na moim miejscu powinien siedzieć jej syn, lecz podobno w swoim życiu na najlepszego przyjaciela wybrał flachę. Ile w tym prawdy? Dlaczego tak to właśnie wygląda? Nigdy się nie dowiem, bo nie muszę tego wiedzieć. Czy ktokolwiek mnie uczył jak się zachować przy pacjencie terminalnym, kiedy ten umiera w cierpieniu, będąc wszystkiego świadomym? Nie, bo to przecież nie jest nawet moje zadanie. Uczono mnie jak rozpoznawać i leczyć/stabilizować różne jednostki chorobowe, czyli w skrócie jak zwiększyć szanse pacjenta na przeżycie. A w tym przypadku główny cel mojej pracy nie istnieje. Nie ma takiego czegoś jak przeżycie. Postaraliśmy się jak mogliśmy, aby ulżyć kobiecie cierpień, jednocześnie nie przyspieszając nieuniknionego. Może i kręgosłup moralny podpowiadałby, żeby podać jej kilka leków, które sprawią, że męczarnia zakończy się tu i teraz. Jednak to zostałoby potraktowane nie tylko jak błąd w sztuce, ale jak zabójstwo, a może nawet i morderstwo.
Po wszystkim wyszedłem z mieszkania głęboko sfrustrowany. Niemoc, w tej sytuacji wywołała we mnie kaskadę myśli.
-Robercik dostanie złą lagę, machnie się 20 metrów i powie „no sorry, nie pykło”. Nie będzie gola. Co się wtedy zmieni? Nic. Jakaś drużyna nie przeskoczy okienka w tabelce. Gruby hajs i tak wpadnie na konto, milion osób wirtualnie poklepie po pleckach. Potem przyjdzie psycholog i sztab ludzi do walki z hejtem. A Ty? Ty masz kurwa mnie do pogadania o tym, że znów widziałeś coś po czym niektórzy leczyli by sie u psychiatry. A no tak… jeszcze pensja, dzięki której możesz wziąć kredyt jeśli nie chcesz jeździć rozpadającym się rzęchem albo polecieć na fajne wczasy, na które on zarabia w kilka minut. Nasz błąd kosztuje życie, codziennie odpowiadamy za los kilku osób. Osób które żyły 10,20,80 lat. W jednej chwili możesz skończyć tą historię. Zniszczyć rodzinę. Zniszczyć wszystko i co?
-Daj spokój. Nakręciłeś się.
-Tak, kurwa, bo mam czym! Ja wiem że tak działa wolny rynek, pewnych rzeczy nie skomercjalizujesz, ale chociaż trochę wsparcia. Społeczeństwo wyciera sobie nami dupę, żeby bez smrodu móc pooglądać ten mecz. A Ty siedzisz w tym całym gównie sam ze sobą i nikogo nie obchodzi jak sie czujesz. Za 10 minut masz jechać zbić Leokadii ciśnienie… i chuj, bo przecież na Ciebie płacą podatki. Tak jakbyś był maszyną. Ja też płacę podatki.
Tak, definitywnie trzeba było dać upust tym wszystkim natrętnym myślom i emocjom. O ile teraz z perspektywy czasu patrzę na to chłodniejszym okiem, o tyle nadal nie rozumiem skąd się bierze ta rozbieżność. Naszymi idolami zostają ludzi, którzy dostarczają nam rozrywki, nie ludzie, którzy mają bezpośredni wpływ na to czy dożyjemy jutra. I nie mówię tu o sobie czy ratownikach, nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jako przejaw megalomanii. Chodzi mi o ogół. Dzięki komuś mamy co jeść, dzięki komuś mamy gdzie żyć. Ktoś inny nas ratuje/leczy. O ile sam żyję tymi samymi wartościami i też mam swoich idoli, to jakby się nad tym zastanowić to jest to trochę dziwne. A może wcale nie? W końcu gwarantują nam wyrzut endorfin, jak narkotyk, dają nam przyjemność, a przecież do tego dążymy, żeby ją odczuwać. Ciekaw jestem jakby wyglądał inny świat, niezależny od naszego, w którym żyłyby istoty rozumne. Czy też kierowałyby się podobnymi wartościami. Jak one rozwiązałyby sytuację umierającej kobiety. Czy zostawiliby ją na śmierć, czy próbowali ratować, a może sami by ją uśmiercili? Może wcale nie byłoby im przykro, ani nie byliby sfrustrowani tą sytuacją. Ciężko powiedzieć. W końcu jesteśmy tylko ludźmi i wszystko co wymyślamy jest poniekąd ludzkie, lub porównywane do nas. Nic co ludzkie nie jest nam obce, a cała reszta jest nam nieznana.
Chaczapuri.
-Kurwa człowieku! Nie wierzgaj tak! - całkiem sporych gabarytów mężczyzna krzyczał pokładając się na chudym, lecz wysokim, młodym chłopaku. W tej pozycji nietrudno było dostrzec, kaburę i kamizelkę kuloodporną wystającą spod sportowej bluzy wielkoluda. "Nie ma lekko chłopaczek" pomyślałem sobie w duchu.
-On i tak Cię nie zrozumie. Musisz bardziej po wschodniemu do nich gadać. - wtrącił ubrany w granatowy mundur młody policjant po czym krzyknął - Ej Ty! Chaczapuri! Chaczapuri kurwa!
-Khachapuri! diakh, Sula uqvars Khachapuri! - zaśmiał się przywalony kupą mięśni chudzielec. Leżał tak już kilka minut, od kiedy zsunął się z krzesełka postawionego przy zardzewiałej Skodzie Octavii. Chociaż noc była ciemna, a stroboskopy radiowozu raz za razem oślepiały przyzwyczajony do tej ciemności wzrok, wyraźnie widać było, że jego na codzień śniada skóra, przybrała odcienie szarości, a usta posiniały tak, że przypominały kolorem dojrzałe śliwki.
-Daj mi tą jego rękę - powiedziałem niezgrabnie przeciskając się pomiędzy samochodem, a szamotającym się z kafarem chudzielcem.
-Co to w ogóle jest chaczapuri? - zapytałem próbując stabilnie pochwycić całkiem sporą jak na ogólny gabaryt właściciela rękę. - coś a'la seppuku czy inne hara kiri?
-A hara kiri i seppuku to nie to samo? — odpowiedział pytająco młodszy policjant
-Nie wiem. Studiowałem ratownictwo nie japonistykę.
-Chaczapuri to takie danie, kurwa, z Gruzji. A teraz weź już go połataj, bo nam się zaraz chłopak zepsuje - odezwał się kafar przerywając dyskusję.
-Ładnie się skrwawił, była awantu... Dawaj CAT'a! Dawaj CAT'a! — przerwałem nagle widząc źródło całej wylanej posoki.
-Mówiłem. - wystękał wielkolud dociskając zranione ramię pacjenta do ziemii. Na wysokości dołu łokciowego i dalej wzdłuż przedramienia widniała dużych rozmiarów głęboka rana. Ciężko było określić w tych warunkach czy była cięta, rąbana czy szarpana, choć jej rozległość i głębokość sugerowały, że ktoś próbował odrąbać rękę w łokciu. Wyglądała tak jakby wycięto z ręki prostopadłościan na dobre 6cm długości, 4 szerokości i 3 głębokości, wraz ze skórą, tkanką mięśniową i naczyniami. Kiedy tylko naruszyliśmy uciskowy opatrunek osobisty założony przez policję, swoisty basenik wypełnił się krwią, która ciurkiem zaczęła wylewać się na kostkę brukową.
-Ehh... Znowu moje spodnie - zakląłem pod nosem.
-Moje też, nie przejmuj się - odparł mój towarzysz niedoli, po czym dodał - Daj mi dzianą i ze dwie metrówki.
Kiedy on upychał ranę sterylnym bandażem, ja dociągałem krępulec CAT'a (staza taktyczna, stosowana w masywnych krwotokach kończyn).
-No to Cię misiu zaboli. - powiedział, kiedy zobaczył, że staza zaczyna stawiać opór, a ja walczę o każdy kolejny obrót. Wtedy jak na zawołanie, nasz śniady półprzytomny kolega poderwał się drugim, zdrowym ramieniem i zaczął krzyczeć w niezrozumiałym języku.
-Leż chłopie! — krzyknąłem ładując się kolanem na wciąż aktywne ramię. Po paru chwilach wyręczył mnie jeden z policjantów, a ja wróciłem do zaciskania. Reszta zagranicznej gawiedzi, nie była zadowolona z naszego przedstawienia i również zaczęła wykrzykiwać różne niezrozumiałe frazesy.
-Nie stójcie do nich tyłem! - kafar pouczył swoich kolegów po fachu - cały czas mieć ich na widoku!
Zdenerwowani gapie uspokoili się kiedy zobaczyli swojego kolegę leżącego w kałuży krwi. Zaczęli rozmawiać między sobą, co raz zaglądając przez ramię odgradzających ich policjantów. Spojrzałem na zegarek: 01:15. Czas zapisałem na rękawiczce. To daje chirurgom czas na bezpieczne zatamowanie krwotoku innymi środkami do około 3:15. Potem proces obumierania tkanek zacznie postępować, a niedokrwiona kończyna zacznie tracić na funkcjonalności.
-Dobra, rana jest upakowana, teraz gaza i bandaż. - mimo panującej wokół ciemności przecinanej błyskami niebieskich kogutów i snopem światła policyjnej latarki działania udało się zamknąć w dwóch minutach. Po wszystkim wrzuciliśmy pacjenta na nosze i załadowaliśmy do auta. Wtedy też młody awanturnik postanowił dać nam pstryczek w nos i przestał się poruszać.
-Co jest? Ej chaczapuri! Chaczapuri wstawaj! - imię i nazwisko naszego pacjenta wydało się być niemożliwe do wypowiedzenia a „chaczapuri” było jedynym słowem, na które uzyskiwaliśmy odpowiedź. Tak więc od tej chwili była to nasza nić komunikacji z pacjentem jak i jego roboczy przydomek. Lecz tym razem Chaczapuri nie odpowiadał.
-Dawaj pomarańczę. Wlejemy mu na szybko Ringera.
-Pomarańczowy (wenflon)? Fiu fiu… takim bydlakiem można zabić.
Na szczęście Chaczapuri miał porządne żyły o sporej średnicy, a do tego niezbyt grubą skórę, więc założenie wkłucia było kwestią kilku sekund. Ja w tym czasie zmontowałem szybko 500ml wspomnianego wcześniej płynu infuzyjnego.
-Patrzę czy by nie wmontować mu drugiego wkłucia. - powiedział mój kompan. Jednak problem był taki, że druga ręka od łokcia w dół nie nadawała się do toczenia płynów. W zasadzie z wenflonu można by wyciągnąć igłę i sam mandryn po prostu wepchnąć do przeciętej w poprzek żyły… gdyby to tylko miało sens. Kłucie poniżej natomiast powodowałoby, że przetaczany płyn uciekłby dziurą w łokciu. Sytuacja jednak nie była na tyle dramatyczna, żeby teraz w „polowych” warunkach szukać żył w nogach czy innych częściach ciała.
Chaczapuri wkrótce zaczął poruszać zdrową ręką, a mnie kamień spadł z serca. Ruszyliśmy do szpitala wcześniej informując izbę przyjęć, że może być im potrzebny chirurg. Co zastanawiające zbagatelizowano nasze ostrzeżenie, jednak nie na długo. Tak szybko jak odpakowali ranę, tak szybko zapchali ją z powrotem gazą i wydzwonili blok operacyjny.
Teraz, kiedy Chaczapuri leżał na sali zabiegowej mogłem dobrze przyjrzeć się jego ubraniom. Brud ziemii, na której leżał wymieszany z krwią spowodował, że wyglądał jak ofiara bombardowań i to z wykorzystaniem szrapnelu. Na nogach miał białe buty, które w tych okolicznościach przypominały jakiś nowy designerski projekt Nike w stylu Slasher, bo ich powierzchnię pokrywał cliché’owy wręcz rozbryzg krwi charakterystyczny dla tego typu kina.
Nie wiem co się stało z naszym południowo - wschodnim kolegą. Zakładam jednak, że po prostu zszyli ranę, nafaszerowali go antybiotykami, a on obudził się paręnaście godzin później z potężnym kacem i poleżał tak kilka dni.
Dachowanie na krajowej 25 pod Sępólnem. Strażacy musieli wycinać dostęp do kierowcy
#gminaSępólnoKrajeńskie: Dachowanie na krajowej 25 pod Sępólnem. Strażacy musieli wycinać dostęp do kierowcy ______________________ #wiecbork112 #psp #policja #zrm
W środę 3 marca br, po godzinie 6 strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Sępólnie Krajeńskim odebrali zgłoszenie o wypadku o zdarzeniu drogowym na trasie Sępólno Krajeńskie – Niechorz (DK25). Na miejsce zadysponowano dwa zastępy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Sępólnie Krajeńskim. Na miejscu okazało się, że w miejscowości Siedlisko samochód osobowy marki VW wypadł na łuku drogi i dachował…
View On WordPress

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Zderzenie ciężarówki z osobówka na krajowej „10” w Nakle nad Notecią
Zderzenie ciężarówki z osobówka na krajowej „10” w Nakle nad Notecią ——————————— #wiecbork112 #policja #kolizja
Dzisiaj, 25 grudnia 2020 roku około godz. 15:00 na skrzyżowaniu ul. Mroteckiej (droga wojewódzka nr 241) z obwodnicą (droga krajowa nr 10) w Nakle nad Notecią doszło do zdarzenia drogowego z udziałem dwóch pojazdów. Jadący z kierunku centrum miasta samochód osobowy marki ford fiesta skręcając w kierunku Sadek wymusił pierwszeństwo przejazdu i został uderzony przez jadący z kierunku Mroczy…
View On WordPress
#SępólnoKrajeńskie: Jak się okazało w organizmie kobiety badanie wykazało 1,5 promila alkoholu _________________________ #wiecbork112 #policja #zrm #strażpożarna Jak już wczoraj informowaliśmy, w godzinach wieczornych niedaleko im. K. Wielkiego doszło do potrącenia rowerzystki przez radiowóz policyjny.
Śmiertelny wypadek na Kujańskiej w Złotowie
#Złotów: Do śmiertelnego wypadku doszło dzisiaj około godziny 00:50 w Złotowie na ul. Kujańskiej _______________________ #wiecbork112 #wypadek #psp #ZRM #Policja
Do śmiertelnego wypadku doszło dzisiaj około godziny 00:50 w Złotowie na ul. Kujańskiej
Kierujący samochodem marki BMW mieszkaniec powiatu złotowskiego nie dostosował prędkości do panujących warunków na drodze przez co uderzył w drzewo. Samochodem podróżowały trzy osoby. Jedna osoba zginęła na miejscu( 20- letnia mieszkanka powiatu złotowskiego), dwie odwieziono do szpitala. Na miejscu zdarzenia…
View On WordPress