Wilkasy
Nikon D60, Sigma 70-300
Wczoraj kolega z klasy Tymona miał urodziny. Rodzice postanowili zorganizować je w Wilkasach a więc jakieś 33 kilometry od Węgorzewa. No dobra. Nasze dzieci są i tak poszkodowane pod względem socjalnym ze względu na miejsce zamieszkania więc spoko. Luz. Zawiozę go. Kupiliśmy prezent. Pewnie nieco droższy niż powinniśmy ale Tymon wybrał a ja... Początkowo chciałem go przekonać ale ostatecznie stwierdziłem, że kij tam. Niech będzie.
No to co? Wycieczka. Mama, tata i syn. Bo bez sensu jeździć 4 razy to się przejdziemy gdzieś i odbierzemy go po dwóch godzinach. Mróz -18 stopni. Droga śliska - wcześniej była odwilż i wszystko płynęło a teraz zamarzło. Dotarliśmy na miejsce. Chwilę musieliśmy poszukać gdzie to jest. I tu niespodzianka. Weszliśmy. Wręczyliśmy prezent. Tymon się przebrał bo to nietypowe urodziny na hali sportowej. Jakieś liny. Strzelanie z łuku. Basen z balonami. Takie tam. A więc przebrał się, rozejrzał po hali i w płacz. On nie pójdzie. On niektórych dzieci nie zna. Nie chce ani strzelać z łuku ani nic. Przytuliłem go. Spytałem czy pójdziemy razem. Choć za siatkę. Poszedł za siatkę ale dalej nie chciał. Ania wzięła go i usiadła z nim na ławce.
No dobra. To pewnie chwilę potrwa. Idę się przejść. Wyciągnąłem aparat z samochodu i strzeliłem kilka zdjęć chodząc po porcie. Jak się okazało na kilkadziesiąt zdjęć - jedno ostre. Ta sigma jest beznadziejna. Nienawidzę jej szczerze i chyba muszę się jej pozbyć.
Zimno było bardzo jak wspomniałem wcześniej. Wróciłem do hali zobaczyć jak sytuacja i może ciut mniej marznąć, bo prawdę mówiąc to i wewnątrz obiektu też było niespecjalnie ciepło. Nie na tyle, żeby komfortowo zdjąć kurtkę. Ania i Tymon dalej siedzieli na ławce. Ania jadła jakieś wafelki. Tymon nic. Szkoda. No ale czy jest sens kopać się z koniem? Dobra. Jedziemy na lody? Tymon stwierdził, że tak. W niedzielę w okolicach siedemnastej lody to tylko MacDonald. Trudno.
Macflurry i shake poprawił mu ewidentnie humor. Chrzanić urodziny w takim zimnie. Nie wiem, czemu akurat tego dnia nie miał humoru. Po drodze zasnął więc mógł się czuć nieswój po wyjściu z samochodu. To jeszcze mały chłopiec. Szkoda, że nie chciał się pobawić ale nie ma co dramatyzować. Teraz musimy zrobić jego urodziny ale nie ma pomysłu. Na miejscu nie ma za wiele opcji. Jechać gdzieś daleko to też nie ma sensu. Może w domu? Zobaczymy.














