Nie sposób spokojnie obserwować tego, co się dzieje aktualnie w mediach społecznościowych moich znajomych. Te apele. te memy, te głębokie analizy, ckliwe historie osób ZNISZCZONYCH przez jedną lub drugą partię. Straszenie LGBT, straszenie biskupami, straszenie odebraniem świadczeń, straszenie zwiększeniem świadczeń, tym, którym się nie należą. Groźba marginalizacji w Europie, groźba destrukcji kultury europejskiej i sam już nie wiem, jakie inne potwory spod łóżka czają się już nad Wisłą.
To oczywiście zestaw podstawowy przy każdych wyborach od wielu lat (pożegnanie Marka Belki to moja prywatna cezura tego zjawiska), niemniej wraz z radykalizacją nastrojów zaczęła się pojawiać także nowa tendencja. Nie tylko nasza wersja ideologiczna jest najprawdziwsza i jeżeli się nie zgadasz, to możesz mnie USUNĄĆ ZNAJOMYCH, ale nawet próba zachowania neutralności jest uznawana za wołającą o pomstę do Nieba zbrodnię.
Jeden ze znanych mi internautów odważył się w dniu wyborów poinformować wszystkich, że jednak zostaje w domu i rezultat tego starcia go nie obchodzi. Co prawda, w pierwszej turze można było jeszcze wygrzebać jakąś egzotykę wartą poparcia - przynajmniej z racji wierności przekonaniom lub prawdomówności - to jednak pozostanie w domu jest takim samym prawem, jak oddanie głosu. Kolega ładnie uzasadnił dlaczego nie zamierza uczestniczyć w tym całym performansie i dlaczego życzy powodzenia osobom liczącym na zmiany.
Reakcja społeczności chyba przeszła oczekiwania publikującego: 130 komentarzy z połajankami, odwoływaniem się do moralności, groźbami ochłodzenia stosunków towarzyskich, dobrymi radami na kogo jednak warto głosować i tym podobne. Im bardziej autor tłumaczył się ze swojej niezależnej decyzji, tym bardziej próbowano wepchnąć mu do gardła inną.
Nie wiem czy to skuteczności kampanii: „twój głos ma znaczenie”, czy polaryzacja społeczeństwa i siedzenie w gettach informacyjnych nie dopuszczających krytyki kandydata takiej czy innej zmiany. Jeżeli oglądasz TVN24, czytasz Noizz, Onet, Vice i śledzisz profil Ośrodka Monitorowania czegoś tam i czegoś, może ci się wydawać, że Rafał T. jest sensownym kandydatem. Jeżeli dzienną dawkę informacji przyjmujesz z GP Codziennej, TVP.info albo Sieci, jest ryzyko, że uznasz, iż rządy Andrzeja D. są w sumie ok.
Oczywiście, Rafał nie jest sensownym kandydatem, a rządy Andrzeja nie są ok, ale nie dowiesz się o tym, jeżeli nie zadasz sobie trudu wyjścia ze strefy wpływu jednego lub drugiego nurtu komunikacji. Prawiąc morały komuś, kto nie uczestniczy w tym cyrku wcale nie pokazujesz obywatelskiej wyższości.
Mnie również spotkało sporo gorzkich słów po ogłoszeniu poparcia dla Ireny Santor (choć raczej w wiadomościach prywatnych). Mam dla Was krótki komunikat: NIE ZESRAJCIE SIĘ.
Pani Irena może poszczycić się długą karierą estradową, występowała na 6 kontynentach, aktywnie udzielała się w koncertach charytatywnych,otrzymała orderem Uśmiechu, tytuł Honorowego Obywatela Solca Kujawskiego i doctorat honoris causa Akademii Muzycznej w Łodzi. Wyróżnia się jednak przede wszystkim prawdomównością i tym, że nigdy nie składa fałszywych obietnic - w przeciwieństwie do pozostałych kandydatów. Polska jest gotowa na Prezydenta Kobietę!
Jeżeli wybierasz się na drugą turę wyborów, to w porządku - korzystasz ze swoich praw. Zachęcam jednak, byś uszanował tych, którzy w tej narracji się nie odnajdują.