Tu miał być wstęp o juwenaliach, a ściślej - olsztyńskiej Kortowiadzie, ale jakoś nie chce mi się go pisać. Jaka Kortowiada jest, każdy widzi i jakiekolwiek opisy są tu bezsensowne. Jedni się będą zachwycać, bo ludzie, klimat, alkohol, a inni psioczyć - że bez sensu, że tylko alkohol, nuda, alkohol i ogólna degrengolada; i wszytko to prawda. No ale miało być bez wstępu.
Wybieraliśmy się na Kortowiadę na słynnej Górce Kortowskiej (właśnie tak! to nie jest żaden błąd, nie na koncerty szliśmy, ale na Kortowiadę, inaczej prawdopodobnie by nas tam nie było). Eskapada trwała wyjątkowo długo, być może dlatego, że po drodze spotkaliśmy masę znajomych (tudzież ludzi, którym się wydawało, ze znają kogoś z nas). Sądzę jednak, że na jej długość wpływ wywarł również inny czynnik - start miał miejsce w budynku usytuowanym przy warszawskiej, a ściślej - osławionym Arbecie, lokum zamieszkiwanym li i jedynie przez studentów - to z pewnością nieco przybliża ci, czytelniku, jak się sprawy miały i z czego mogły wynikać wzmiankowane opóźnienia. Szliśmy jednak, a
W końcu tułaczka nabrała sensu - naszym oczom ukazała się upragniona meta* - rajskie ogrody, Pola Elizejskie i Kraina Czarów w jednym - Górka Kortowska.
Serca się radują, buzie śmieją, krok nabiera nagle jakiejś sprężystości. Wojaż zakończony sukcesem! Za chwilę damy się ponieść błogości! Może i w powietrze byśmy się nagle wzbili w tym euforycznym stanie, gdyby nie jakieś babsko, strzegące bram tegoż Edenu, które brutalnie sprowadziło nas na ziemię. Istota ta, postury słusznej i o twarzy wyrażającej: „nie podzielam waszego entuzjazmu” nie odniosła się przychylnie do niesionych przez nas wiktuałów - i nie chodzi mi tu bynajmniej o butelki, puszki i inne podejrzane opakowania - nie, drogi czytelniku - babsku nie spodobały się (zdobyte i opłacone w Raście** zgodnie ze wszystkimi zasadami) bułki i serek topiony.
* Meta, niestety, ukazała się już nam i wcześniej. Ta w akademiku.
**Rast – sieć sklepów samoobsługowych istniejąca jedynie w Olsztynie. Jeden z przedstawicieli tejże sieci – Rast na Kortowie - usytuowany jest w pobliżu miejsca, w którym rozgrywają się opisywane wydarzenia i, notabene, oblegany jest niesamowicie w czasie Kortowiady (stojąc w kolejce do kasy, masz tyle czasu, ze możesz spokojnie obejrzeć film, przeczytać książkę, przesłuchać całą dyskografię ulubionego zespołu, wyrozmawiać się za wszystkie czasy i jeszcze trochę ponudzić).