Spotlight. O zapomnianej dziennikarskiej pracy
To będzie mocne. Ale piszę to dlatego, że przestałam zmuszać się do tego by w jakiś sposób milczeć.
1 lutego odeszła Bożena Aksamit, autorka reportażu o ofiarach ks. Jankowskiego. Była ona związana ze środowiskiem Dużego Formatu i Gazety Wyborczej. To tam publikowała swoje reportaże. Ostatni, głośny dotyczył właśnie dzieci, ofiar księdza-pedofila, którego sprawa jest wciąż w toku.
Obejrzałam niedawno Spotlight Toma McCarthego. Dotychczas tego nie robiłam, bo dyskusja na temat tego filmu dotyczyła jego negatywnego stosunku do Kościoła jako takiego. Takich filmów jest niemało, więc kwestia obejrzenia tego filmu gdzieś mi po prostu umknęła i o nim zapomniałam. Kiedy jednak go ostatnio oglądałam i przypatrywałam się tej dziennikarskiej pracy i jej skutkach, to znaczy spotykaniem się “ze ścianą” ze strony Kościoła, naprawdę się we mnie gotowało.
Najgorszy był jednak finał historii (tutaj spoiler). Pomimo tego, że po publikacji pierwszego, z kilkuset artykułów na temat skandalu tuszowania przypadków pedofilii wśród bostońskich księży, telefony od kolejnych ofiar się urywały, kard. Law nie został potraktowany “odpowiednio”. Zamiast bostońskiej archidiecezji został przydzielony do... jednej z najważniejszych rzymskich parafii. W napisach końcowych wymieniono potem najbardziej rozpoznawalne przypadki tego typu skandali. Wśród nich wymieniona była Polska a dokładniej Poznań....
Film jest z 2015 roku jednak mam wrażenie, że jego przesłanie jest dzisiaj mocniejsze, niż jeszcze kilka lat temu. Oczywiście, w kilku scenach twórcy nie ukrywali stosunku głównych bohaterów do Kościoła, jednak film jest oparty na wydarzeniach, które miały miejsce i zostały przemilczane przez instytucję Kościoła. Trudno nie gotować się w środku, gdy ktoś postanawia zobrazować ten proceder. Najmocniejsze dla mnie słowa z filmu, to cytat, który wypowiedziała w nim jedna z ofiar.
To nie tylko nadużycie cielesne, ale także duchowe. Ksiądz, wykorzystując, okrada z wiary.
Uważam, że te słowa są prawdziwe. Mówienie o pedofilii w Kościele nie jest “atakiem na Kościół”. To droga, którą musimy przejść jako wspólnota. To droga, w której musimy spojrzeć na ofiary, ich cierpienie i milczenie, które wynika z braku reakcji Kościoła a nawet próby zamiatania tego pod dywan.
Śmierć Bożeny Aksamit przypomniała mi o niezwykle ważnym pytaniu, które było ze mną niezwerbalizowane od dłuższego czasu a które przypomniała mi Jola Szymańska, w swojej przejmującej historii. Mianowicie, dlaczego sprawami pedofilii w Kościele i wszelkich innych nadużyć zajmują się “opozycyjni’ dziennikarze? Może właśnie dlatego, że pokutuje w nas przeświadczenie, że mówienie o złych procederach w Kościele jest jednoznaczne z “atakiem na Kościół”? A może dlatego, że katoliccy dziennikarze nie mogą w ogóle podejmować takich tematów?
Proces, w którym bostońscy dziennikarze docierali do prawdy, która okazywała się coraz okrutniejsza, uświadamia mi tylko, jak wiele jeszcze mamy jako dziennikarze do przejścia. Powiedzenie o jednym przypadku to za mało. Nawet 600 artykułów to za mało, skoro Kościół po wydarzeniach w Bostonie nie wyciągnął wówczas żadnych lekcji. Ale warto być rzetelnym w docieraniu do prawdy. Przypomina mi o tym postawa Dorothy Day, która powiedziała przecież:
Don't worry about being effective. Just concentrate on being faithful to the truth.













