Każde miejsce ma swoje legendy. W przypadku Nekli najbardziej oczywistą i pierwszą, która przychodzi na myśl legendą jest opowieść o grobli Pana Twardowskiego koło Nekli. Jest to legenda z rodzaju tych baśniowych, które przywołują nazwę miejsca ale mówią o miejscu zupełnie innym, z tak odległego dla mieszkańców miejsca w czasie, że trudno się z tą legendą utożsamiać i uznać, że mówi ona coś o miejscu. Ale są też legendy bliższe, które opisują znaną nam rzeczywistość. Jedna z nich to historia umiejscowienia nekielskiego dworca. Otóż lokalne podanie głosi, że stacja znajduje się w takiej odległości od centrum miasteczka, ponieważ hrabina Żółtowska, miejscowa magnatka, zgłosiła swój sprzeciw wobec torów kolejowych w okolicach jej pałacu, w obawie, że hałas wytworzony przez kolej żelazną zakłóci jej szlachecki sen. Trudno dziś prawdziwość owej legendy zweryfikować, ale jest prawdą, że wiele z osób muszących codziennie przebywać pieszo drogę, zwaną przez niektórych drogą do nieba, złorzeczy na hrabinę, obwiniając ją o stratę cennych minut. Ja sam pokonywałem tę trasę bez mała setki razy. W drodze do szkoły, wyruszając w dalsze podróże, wracając do domu rodzinnego, w tę i z powrotem. Szesnaście pierwszych lat mojego życia spędziłem prawie wyłącznie w Nekli i patrząc na to dziś wydaje mi się, że poruszałem się po niej bardzo zachowawczo. Na pociąg, do szkoły, do lasu, utartymi ścieżkami. Wzdłuż tych ścieżek leżą najróżniejsze punkty, które opowiadają historie i spoglądają na przechodniów tajemniczo. Przy wspomnianej drodze do nieba znajduje się stary, drewniany dom. Mijałem go swego czasu codziennie i nie zaprzątał on specjalnie moich myśli. Czasem tylko zaintrygował mnie, kiedy to było już po zmroku lub też jeszcze przed świtaniem i z jednego z jego okien dostrzec można było światło. Wtedy to, na tę krótką chwilę, podczas której światło to znajdowało się w zasięgu mojego wzroku, myśli moje wędrowały do wnętrza tego domu. Szybko jednak wracały na tory codzienności i zajmowały się tym, co aktualnie wydawało mi się istotne. Dom ten dziś coraz mniej pasuje do ogólnego krajobrazu. Wokół niego wyrastają coraz to nowe, nowoczesne domki, zapełniające się kolejnymi rodzinami. Niedawno wybudował się przed nim ceglasty budynek, odcinając stary dom od drogi, negując jego niegdysiejszą, naturalną pozycję. Tak się składa, że za tym odrzuconym, starym domem znajduje się zagajnik. Zwyczajny, z niewielką sadzawką, ławeczką na której można odpocząć. I chociaż do niedawna zagajnik ten zupełnie ignorowałem, to okazuje się, że wystarczy zboczyć na kilkadziesiąt metrów z drogi do nieba i jeżeli akurat mamy wczesnowiosenne południe, to można tam posłuchać niezwykłej, ptasiej symfonii. Wróble, sójki i gołębie a od czasu do czasu nawet przelatujące w pobliżu żurawie czy gęsi tworzą piękną, naturalną muzykę. Niestety zakłócana ona jest nieznajdującymi się w ptasiej partyturze dźwiękami głośnych maszyn. Będąc w zagajniku trudno powiedzieć czy są to koparki, wywrotki czy też mniejsze urządzenia. Ale ich zadanie jest jasne. Budują nowe domy.















