Mój pierwszy tatuaż!
Dzisiaj byłem jak w tytule na swoim pierwszym tatuażu! I bardzo się nim jaram, bo chciałem go zrobić od dziesięciu lat! Zacznijmy jednak od początku.
Rano pobudka, koło piątej, pociąg na siódmą dwadzieścia trzy. Bez śniadanka, bo moja organizacja życia jest tak samo dobra, jak aerodynamika mercedesa gieklasy. O szóstej byłem pod maczkiem, gdzie złapałem kawkę, standardowo mała czarna, moja ulubiona. Potem pociąg InterCity ze stacją końcową w Krakowie, choć ja jechałem tylko do Kluczborka. Tylko pół godzinki drogi. Stamtąd przesiadka do PolRegio, czterdzieści minut jazdy i wysiadka w Namysłowie. I muszę przyznać, że starówka jest bardzo klimatyczna, cała wybrukowana w nieco trącącym już myszką stylu. Jednak pasuje to bardzo do starej bramy miasta, oraz łańcuchów rozłożonych w zdłóż chodników. Samo miasto, mimo że nie wpadło w stu procentach mój gust, to ma swój klimat. I na pewno znaleźli by się amatorzy którzy pokochali by to miejsce, a zwłaszcza bramę. To tyle o mieście, bo nie udało mi się więcej zwiedzić. A teraz do rzeczy.
Przybyłem o 9 do studia, które znajduje się na ulicy Krakowskiej 22. Owe studio, M'cherie Tattoo, prowadzony przez Michalinę Świczewską, jest w stylu hmm, takim glamour, białe ściany, piękne meble w stylu ludwikańskim (o ile mogę tak to nazwać), oraz lustra i nowoczesne biurko. Przechodząc do sesji, moja trwała niecałe dwie godziny (albo lekko ponad? Szczęśliwi czasu nie liczą, a na pewno nie należy się śpieszyć w sztuce) i była wypełniona ciekawymi rozmowami. Oczywiście teraz moje ADHD przeskoczy z wątku na wątek, wybaczcie mi to. Zostałem poinformowany, że wypełnianie kolorem nie będzie przyjemne, ale byłem na to przygotowanym na poziomie psychicznym. Jednak gdy cała procedura się rozpoczęła, to stwierdziłem że nie jest tak źle i nie jest to coś, czego nie da się znieść. I jak wyżej wspomniałem, było na tyle okej, że dało się rozmawiać. ^^ Wracając po sesji zostałem porządnie poinstruowany, jak zadbać o tatuaż w najbliższych dniach po zabiegu. Pełen profesjonalizm, który w tej sytuacji jest bardzo potrzebny. Sam tatuaż na zdjęciu które załączam o tutaj.
Po udanej sesji wybrałem się na maka. Tak wiem, zamiast spróbować czegoś lokalnego wybieram się do okrutnej korporacyjnej jadłodajni w którym jednym z oddziałów sam pracuje. Tylko fakt jest taki, że maczek w Namysłowie to młodsze rodzeństwo maka w Kępnie, w którym jak sam powiedziałem pracuję. I właśnie dlatego że do ta sama rodzina to pracują tam osoby które znam i mogłem spotkać po dłuższym czasie niewidzenia się. Wymieniliśmy parę słów, zrobiliśmy sobie zdjęcie, a nawet czegoś się nauczyłem. I to tyle z tej historii, czekam teraz na powrotny pociąg do domu gdzie czeka na mnie kolejne jedzonko hihi. Trzymajcie się cieplutko i do zobaczenia! ^^













