Od kilku dni media wszystkich opcji politycznych i formatów informują z przejęciem o ewakuacji 1300 wycieczkowiczów z luksusowego statku. Internet wypełniają nagrania sunących po podkładzie mebli i przerażonych ludzi, spędzających dzień i noc w kamizelkach ratunkowych. Z pewnością jest to przejmujące wydarzenie. Z pewnością jest wdzięczne medialne. I z pewnością ujawnia hipokryzję zachodniego świata.
Na morzach Europy regularnie toną ludzie szukający ucieczki od nędzy i wojen. Mężczyźni, kobiety, dzieci, chorzy i wyczerpani. Bez lekarzy, jedzenia i picia, kamizelek ratunkowych, helikopterów i kamer telewizyjnych. Od 1993 roku ponad 27 tysięcy migrantów utonęło próbując dostać się do Europy - może to być tylko ułamek, bo mowa jedynie o udokumentowanych przypadkach. Morze Śródziemne jest olbrzymim cmentarzem, oddzielającym bogaty i biedny świat. Obok tonących łodzi przepływają często komercyjne statki, udające, że niczego nie widzą, a kolejne rządy za pomocą wojskowych okrętów odpychają niechcianych migrantów od wybrzeży. Na tyle przywykliśmy do masowej rzezi na naszych morzach, że poświęcamy jej najwyżej pojedyncze newsy.
Mało tego, w internetowych komentarzach, przynajmniej w Polsce, przytłaczająca większość ludzi cieszy się ze śmierci tonących, a często wzywa wręcz do zatapiania migrantów, w tym dzieci, bo przecież to zwierzęta, jadą tu gwałcić i islamizować. Najgłośniej krzyczą Ci, którzy jednocześnie zaciekle walczą o "godność nienarodzonych dzieci" i "europejską cywilizację". Serdecznie życzymy ich cywilizacji i wartościom rychłego upadku.
Każda ludzka śmierć jest dramatem. Chcemy, by któreś pokolenie dożyło świata, w jakim nie trzeba być zamożnym, białym człowiekiem, by zrodzić czyjeś współczucie. W jakim pomoc jest postrzegana za obowiązek moralny, a ludzie życzący innym śmierci ze względu na ich kolor skóry i religię, to tylko promil dewiantów, którymi są.











