Adriano
Pizda kurza i łubianka łoniaków! Dość tego! Zaznałam upokorzenia jakiego nie odczuł jeszcze nikt! Od pół roku chodzę uczyć się tańczyć tango. Dlaczego tango zapytacie, kiedy wszystkie modne kurwinki robią sobie zdjęcia wypiętej dupy w sraczu, albo trenują srom, by lepiej przylegał do rury. Bardziej do rury już nie przylgnie, ty kurwo! Więcej rur widział niż kanalarz Norek!
Dlatego tylko tango! Raz, tango jest tańcem przyszłościowym - nikt z nas nie robi się młodszy, dlatego kiedy któregoś ranka wstanę i zobaczę, że gębę mam jak stara bułka, a język na próżno szukać będzie zębów w dziąsłach, spakuję walizę i udam się do Szczawnicy do sanatorium, a tam wyhaczę bogatego dziada na moje skilsy we tangu. Był jeszcze kurs podrzucania dupą, ale przecież trzeba być pierdolniętym, żeby robić z dupy worek bobu.
Po drugie! Zabujałam się na tangu w jednym takim Adriano. Skurwysynek miał wszystko o czym marzy locha z małego miasta - małe, wręcz za małe, trochę jak małpa, czoło. Burzę czarnych (bo i jakich?) loków, silne ramiona i takie kręcone kępki kłaczków na klacie. Tańczył jak szalony, a przez spodnie czułam, że Adriano chowa w majtach smukły, lekko porowaty penis! I jak już mu zdjęłam gacie, to ten penis okazało się, że to korniszon, omotany wkoło uda taśmą malarską!!!!
“Jak mogłeś?!” - krzyczałam - “Jak mogłeś?!” - dodałam dla potwierdzenia wagi mej rozpaczy. Ale Adriano już nie było... W drugim końcu sali pokazywał jakiejś babie garść mastki piskając “Si, si!”












