WON’T YOU SETTLE DOWN WITH ME? | ONE SHOT | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: Won't You Settle Down With Me?
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autorka: louissass
Zgoda: oczywiście!
Gatunek: FLUFF
Opis:
Może mylił się co do gniazdowania Louisa. Nie jest pewny czemu, to nie jest niczym złym, tak naprawdę dla Harry'ego stało się to niezwykle ujmujące i urocze, jego piękna Omega przygotowuje ich dom dla maluszków. Mimo wszystko, nie było sposobu by mógł temu teraz zaprzeczyć.
Albo, Louis jest w zaawansowanej ciąży i gnieździ się*
*syndrom wicia gniazda - Instynkt osoby ciężarnej, która odczuwa nieodpartą potrzebę wysprzątania, wyczyszczenia całego swojego ‘gniazda’ w celu przygotowania go dla małego dziecka - dop. tł.
Od tłumaczki: TO JEST TAK ROZBRAJAJĄCO SŁODKIE
Harry na początku tego nie zauważył.
Louis zawsze był dobrą Omegą, chętnie sprzątając i gotując dla nich obu, nawet jeśli był beznadziejny w obu czynnościach i prawdopodobnie mniej bolesnym dla każdego z nich byłoby gdyby Harry robił to sam. Ale mimo wszystko, Louis zawsze podkreślał, że to była jego rola jako Omega, nawet jeśli Harry zapewniał, że jedyne normy społeczeństwa które Louis musiał spełnić jako Omega było urodzenie jego dzieci. Co robi, więc Harry nie może narzekać, nie że by to robił.
Na początku to były małe rzeczy, czasami, gdy Harry układał ubrania po praniu, zauważał, że swetra lub bluzki, które był pewny że dał do prania, nie dało się nigdzie znaleźć. Do dziś Harry wciąż nie wie gdzie Louis je położył. Pewnego razu przyszedł z pracy do domu, aby znaleźć Louisa siedzącego na środku salonu otulonego co najmniej siedmioma kocami, polerującego wszystkie uchwyty szuflad z kuchni, z spinkami do mankietów Harry'ego ułożonymi w równym rządku na stoliku do kawy. Harry tylko się zaśmiał i zażartował o nie możności ugotowania obiadu jeśli nie będzie mógł dostać się do szuflad, i potem ich dwójka przykręciła je wszystkie z powrotem i obściskiwała się na podłodze w kuchni.
Potem był moment, gdy Louis był w dwudziestym drugim tygodniu, gdzie Harry musiał pojechać i zostać przez kilka dni ze swoją mamą w Cheshire, i wrócił do domu trzy dni później by znaleźć Louisa wymieniającego całą pościel, ręczniki, sztućce i zasłony na kompletnie nowe. Cóż, Harry nie jest raczej biedny – jest prezesem dużej międzynarodowej firmy bankowej – ale to nie znaczy, że może sobie pozwolić na Louisa wymieniającego dosłownie wszystko co nie jest przymurowane do ich domu. Na szczęście, wszystkim co musiał zrobić było wyjaśnienie, że jego mąż był w ciąży, i spłacił większość z kredytu firmy.
Może mylił się co do gniazdowania Louisa. Nie jest pewny czemu, to nie jest niczym złym, tak naprawdę dla Harry'ego stało się to niezwykle ujmujące i urocze, jego piękna Omega przygotowuje ich dom dla maluszków. Mimo wszystko, nie było sposobu by mógł temu teraz zaprzeczyć.
Harry'ego nie było przez tylko dwa tygodnie, miał podróż służbową do Nowego Yorku, a nawet jeśli naprawdę nie chciał zostawić swojej mocno ciężarnej Omegi samej w domu na tak długo, to naprawdę nie miał wyboru. Skype'owali co noc, na życzenie Louisa, co wzbudziło niepokój Harry'ego, tylko trochę.
- Kochanie, jestem w domu! - woła Harry jak otwiera frontowe drzwi. Stawia swoją walizkę przy małym stoliku w korytarzu, rzuca kluczę do miski na szczycie stołu, zsuwa swoje buty i zdejmuje płaszcz, zawieszając go na wierzchu dżinsowego płaszcza który Louis kupił Harry'emu dwa lata temu, ale ostatnio przywłaszczył go sobie jako swój własny. Jednak to nie ma teraz znaczenia, ponieważ pachnie tu Louisem tak mocno, tak mocnym zapachem dziecka Louisa, że Harry prawie mdleje.
Nie mdleje, gdy zdaje sobie sprawę, że Louis nie przyszedł pośpiesznie (lub kaczkowato) w dół korytarza by przywitać swoją Alfę jak zwykle to robi, ani nawet nie wydaje dźwięku potwierdzenia jako sygnał, że żyje. Harry zaczyna się martwić bardzo szybko – Louis? Lou, skarbie, gdzie jesteś?
Louis wciąż nie odpowiada. Harry'emu w końcu udaje się ruszyć nogami i przeszukuje dolne piętro ich domu, szybko odhaczając wszystkie pokoje w których nie ma Louisa, ani nie był ostatnio. Kuchnia, salon, dolna łazienka, pralnia, jadalnia i przedsionek wszystko ma niewiarygodnie sztucznie czysty zapach, jakby każdy był spryskany sześcioma butelkami odświeżacza powietrza. To sprawia, że Harry kicha i niezwykle się niepokoi, że nie może nigdzie wyczuć zapachu Louisa. To prawie tak, jakby dom został oczyszczony tak starannie, jakby jakiś psychopata wcześniej kogoś zamordował. Z wyjątkiem, że Harry z pewnością nie ma zamiaru myśleć o możliwości, że Louis został zamordowany, albo zrzucił się z klifu.
Kiedy stwierdza, że dół jest czysty, Harry rozrywa schody z prędkością, jaką nie zdawał sobie sprawy że jest możliwa, zdesperowany by dostać się tam gdzie jest jego Omega i dać jej ogromniastego przytulasa. Jego oddech jest lekko ciężki od zamartwiania się o swojego męża, gdy dostaje się na szczyt schodów, ale Harry znajduje siłę, zdesperowany by znaleźć Louisa. Górna łazienka jest czysta, tak jak ich sypialnia, łazienka przy pokoju, garderoba i wspólne biuro, co oznacza, że jedynym miejscem jakie zostało jest pokój dla dzieci. Harry pośpiesza szybko do pomieszczenia, wypuszczając głębokie westchnienie na widok przed sobą.
I naprawdę, to jest niezapomniany widok. Pokoik, który wcześniej był pomalowany na pastelowy różowy i żółty, teraz ma jedną ścianę pastelowo zieloną, jedną różową, jedną żółtą a ostatnia ściana jest pomalowaną w połowie na niebiesko a druga połowa wciąż jest żółta. Gazety są rozłożone na podłodze, więc dywan się nie zniszczy, otwarte i wysychające farby leżą na całej podłodze, farba kapie z listew. Louis, leży na środku podłogi na kupie koców, ich starej pościeli, przynajmniej pięciu swetrach Harry'ego, jego trzech koszulach i sześciu koszulkach, ma pędzel w ciasnych chwycie, opierający się o jego – teraz niebieski – policzek. Śpi i to jest rozkoszne.
Harry absolutnie nie wie co zrobić, więc po prostu wypuszcza śmiech i kładzie się obok gniazdka Louisa, dopasowując swoje ciało do nieco mniejszej Omegi ( – o jakieś dwa cale Harold, nie bądź prostakiem*) Jego niebieskie oczy są szczelnie zamknięte, ma nieco zmarszczone czoło, szczerze, jest taki uroczy, że Harry chce go do siebie przytulić. Więc robi to. Delikatnie zabiera pędzel z malutkiej dłoni Louisa i kładzie go na kawałku gazety z dala od gniazdka jakie zrobił jego mąż – znając Louisa, byłby wściekły, jeśli którakolwiek jego część by się zniszczyła, nawet jeśli to są dosłownie same rzeczy Harry'ego. Louis porusza się lekko i Harry uśmiecha się delikatnie, wiedząc, że to oznaki, że się budzi, całuje jego głowę i czeka aż omega otworzy oczy.
- C'ty robisz? - mruczy Louisa, wciąż nie otwierając oczu. To jest niewyraźne i stłumione przez jego twarz wciśniętą w pierś Harry'ego, więc zajmuje mu kilka sekund by zorientować się co Louis rzeczywiście powiedział.
- Cii, słonko – szepcze Harry, przesuwając swoje ciało do Louisa tak blisko jak może, bez zgniecenia ich małej dziewczynki – Tylko chciałem się przytulić.
Louis wydaje dźwięk, który brzmi dla Harry'ego jak dźwięk akceptacji i tuli się bliżej, zarzucając ramie wokół tali Harry'ego i chowając noc w środku jego piersi, wdychając głęboko – Tęskniłem za tobą.
- Też tęskniłem, skarbie – mówi cicho
- Wielki szef na swoich zagranicznych wyjazdach.
- Cicho . Wygląda że byłeś zajęty, co, kochanie? - Harry chichocze cicho. Jego dłonie bawią się włosami Louisa, wplatając palce i szarpiąc gdzieniegdzie bardzo delikatnie, nie wystarczająco by zabolało, śledząc zarys jego czaszki.
- Nudziło mi się.
Harry uśmiecha się smutno, wiedząc dokładnie co to znaczy, Kiedy Harry wyjeżdża i Louis pozostaje na własną ręką, czasami wariuje, nie może w ogóle usiedzieć w miejscu, robi tyle w domu i tyle w swojej rzeczywistej pracy i nawet ma czas na życie towarzyskie, Harry szczerze nie jest pewny jak on to robi. Ale wie, że to dlatego, że Louis nie chce byś sam, więc nigdy otwarcie o to nie pyta, po prostu słucha wszystkich szalonych supermarketowych opowieści Louisa, kiedy przytulają się na kanapie. Teraz kiedy jest na urlopie macierzyńskim, Louis ma najwięcej wolnego czasu na świecie, ponieważ nie może iść do prazy i nie może naprawdę stać zbyt długo bez zmęczenia się, dlatego uspołecznianie jest wykluczone z menu i zwykle znajduje sobie zajęcie w Harrym. Więc może sobie tylko wyobrazić ile Louis miał czasu tym razem gdy Harry'ego nie było.
- Tak? Co dziś robiłeś? - pyta
Louis wydaje zamyślony dźwięk i zgniata lekko swój nos w klatce Harry'ego – Wyprałem ubrania, wyczyściłem łazienkę na dole, odkurzyłem, umyłem okna, zbudowałem szafę i komodę i pomalowałem pokoik.
- Ale my już pomalowaliśmy pokoik, pamiętasz kochanie? - mruczy cicho Harry, próbując nie myśleć zbytnio o kłótni o farby, i następującym po niej seksie, który uprawiali ostatnio kilka miesięcy temu. Louis najprawdopodobniej nie chce być teraz pieprzony, i Harry jest zbyt zmęczony, aby zagwarantować, że nie zaśnie wewnątrz Omegi, tak jak ostatnim razem.
- Ale co jeśli mała Rose nie lubi różowego lub żółtego? Co jeśli zamiast tego lubi niebieski i zielony? Nie możemy dyskryminować, Harry – odpowiada Louis swoim karcącym głosem ojca, który oczywiście został ostatnio dużo bardziej wyćwiczony. Jest wymieszany ze snem i nie do końca z pożądanym efektem, brzmiąc tak słodko, że Harry prawie wybucha śmiechem.
- Nie, oczywiście, że nie, kochanie. Chcemy dla Rose najlepszego co się da, prawda? - mówi, całując czubek głowy Louisa. Louis mruczy w zgodzie i zaciska rękę wokół talii Harry'ego nawet bardziej – Więc o co chodzi z tym gniazdkiem? Dlaczego nie powiedziałeś mi że się gniazdujesz?
Louis uderza Harry'ego lekko w plecy – Nie gniazduję się.
- Jasne
- Nie gniazduję! - nalega – Po prostu chciałem spać. Chciałem żeby było wygodnie.
- Nie powinieneś się przepracowywać słońce. Nie chcemy skrzywdzić małej Rose – mówi Harry z małym grymasem na twarzy. Martwi się czasami o swojego męża, Louis robi o wiele za dużo i przemęcza się niesamowicie szybko, co zdecydowanie nie jest zdrowe dla niego ani dla dziecka.
- Nie przepracowałem, chciałem tylko przerwy – odpowiada, gryząc lekko bluzkę Harry'ego, łapiąc kilka z rzadkich włosków na piersi Alfy między zęby – Pomyślałem, że pójdę sobie w kimkę, jeśli to dla ciebie w porządku, szefie.
- Oczywiście, że tak, kochanie. Po prostu się martwię o ciebie. To wszystko.
Louis prycha lekko – Zawsze się o mnie martwisz. Teraz zamknij się i idź spać, albo wykopię cię z mojego gniazdka.
- Więc to jest gniazdko – mówi Harry z uśmieszkiem. Louis znowu uderza go w plecy.
- Śpij! - mówi z naciskiem
- Dobra, dobra – śmieje się cicho, całując czubek głowy Louisa – Kocham cię, mój drogi, wiesz.
Louis przytakuje – Wiem.
Harry uśmiecha się i zamyka wreszcie oczy, pozwalając sobie zasnąć z swoimi dwoma ulubionymi ludźmi, nawet jeśli nie poznał jeszcze oficjalnie małej Rose, ale to ma się stać za około siedemnaście dni. Louis może i nie chce przyznać, że się gniazduje, ale to w porządku, to jest słodkie i kochane i Harry jest tak zakochany w ciężarnym Louisie, że on chyba zapłodni go tuż po tym jak urodzi się mała Rose. Gniazdowanie jest ulubioną częścią Harry'ego, Louis będący cały czepliwy, i kradnący jego ubrania tylko dlatego, że pachną jak on i czyszczący cały dom od góry do dołu. Trzy ulubione rzeczy Harry'ego na świecie. Nawet jeśli jest tak podekscytowany nadejściem małej Rose, Harry wolałby raczej by Louis został taki na zawsze, może bez tego, przepracowania się aż do omdlenia, bardziej to przygotowanie ich gniazdka dla dziecka.
Później, Harry i Louis kończą malowanie ściany (cóż Harry maluje, nalegając, by Louis jedynie patrzył, ku wielkiej konsternacji omegi) i kiedy nadszedł czas by zrobić kolację, Louis jęczy tak mocno, kiedy Harry próbuje opuścić gniazdko, że poddaje się kompletnie i dzwoni do Nialla by przyniósł im pizze. Niallowi nie wolno wejść do gniazdka, ale do pokoiku już tak, więc ich trójka je pizzę w świeżo pomalowanym pokoju i słuchają opowieści z pracy Harry'ego i gniazdujących opowieści Louisa (- Nie gniazduję się, Niall!) z cichym radiem puszczonym w tle.
To niebo i Harry nigdy nie chce końca. Więc po przyniesieniu kołdry z ich podwójnego łóżka by utrzymać ciepło, ich dwójka zasypia w gniazdku Louisa, owinięta w swoich ramionach.
Czternaście godzin później, Rosella May Styles urodziła się i Harry nie mógłby być bardziej dumny z obu swoich skarbów.
-
* Z angielskiego sizeist (size - rozmiar) z braku polskiego odpowiednika użyłam słowa prostak.
Sizeism - Dyskryminacja oparta na dyskryminowaniu ludzi pod względem ich wielkości, wzrostu










