DARKNESS | 11 ROZDZIAŁ | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: Darkness. Pairing: oczywiście Larry Stylinson Autor: Centa0592 Zgoda: Tak! Gatunek: Angst Opis: Niewinny, bogaty i chroniony Louis Tomlinson przyjeżdża do Londynu po nowe życie i w nadziei na przygodę, ale zamiast tego poznaje lokalnego badboya Harry'ego Stylesa. Louis nie miał pojęcia kim Harry naprawdę był ani co jest w stanie zrobić, ale gdy w końcu dowiaduje się, ze jego anioł nie jest w ogóle aniołem jest już trochę za późno, ponieważ Louis już poległ. Ale czy ciemność Harry'ego pochłonie go kompletnie? Bazowane na filmie z youtube Dark.
Harry walczy ze swoimi wewnętrznymi demonami i stwierdzenie, że jest rozkapryszony, byłoby niedopowiedzeniem stulecia. Louis stara się dotrzeć do Harry'ego od czasu kolacji, ale nic nie działa. Obecnie próbuje wykorzystać seks jako sposób na uspokojenie mężczyzny, ale szybko się to na nim mści. Harry jest brutalny - o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
- Harry, musisz przestać. - Louis dyszy, próbując oderwać się od nagiego mężczyzny, który przygwoździł go do łóżka. Harry wydaje cichy, mroczny chichot, nim całkowicie zrzuca się z Louisa, pozwalając nogom uderzyć o podłogę, a pięściami o ścianę sypialni. W ścianie jest teraz ogromna dziura, ale to nie wydaje się spowolnić mężczyzny.
Louis sapie i zakrywa usta dłońmi, Harry nie przestaje. Zamiast tego wciąż uderza pięścią w ścianę, aż jego kostki zaczną krwawić, i Louis wie, że ból musi być tak intensywny, że jego dłonie praktycznie już drętwieją. Przeraża go ten widok.
- Harry? - szepcze ostro, zbliżając się do niego, jakby był dziką i nieokiełznaną bestią, która jest gotowa rzucić się w dowolnym momencie. Harry odwraca się do Louisa szalonymi oczami.
Widząc strach w tych niebieskich oczach, zatrzymuję rękę w powietrzu i wzdryga się. Pozwala to mniejszemu chłopcu niepewnie podejść do Hazzy i delikatnie otoczyć jego szerokie ramiona. Harry jest teraz prowadzony z powrotem do łóżka i cisza obejmuje ich obu; Serce Louisa nie może przestać walić. Nie ma pojęcia, co się z nim dzieje, i to go przeraża.
- Muszę iść do domu.- Harry mamrocze oświadczenie. Jest ono monotonne, a starszy chłopak nie wykazuje żadnych emocji, co jeszcze bardziej dezorientuje Louisa.
- Ale dlaczego? - pokazuje swoją troskę.
- Muszę porozmawiać z tatą i mam wrażenie, że będzie chciał zrobić to osobiście.
Louis jest nadal zdezorientowany, chce odpowiedzi, nie ogólników, ale nie chce też sprowokować bestii.
- Dobrze więc pójdę z tobą - decyduje, ale Harry potrząsa głową na nie. - Jak to nie – Louis wyzwala swojego wewnętrznego pyskacza.
- Zayn musi - Harry ignoruje syk, który ucieka z ust młodszego chłopca.
- Albo dzwonisz stąd, i tata przeboleje fakt, że nie jesteście twarzą w twarz, albo jadę z tobą i koniec dyskusji. - Louis warunkuje - Nie możesz odpychać mnie swoimi sekretami nie ważne z jakiego powodu byś je chował. Mówiłem ci, jestem z tobą. Całym tobą. Dobrym i złym. Jeśli zabiłeś człowieka, chcę to wiedzieć, jeśli jesteś alfonsem, chcę to wiedzieć, jeśli okradłeś starszą panią, prawdopodobnie skopię ci jaja, ale nadal chcę to wiedzieć. Teraz, jak już zbierzesz się do kupy, przyjdź do łazienki, to ci wyczyszczę rękę, uparty durniu.
Bez słowa, mały chłopak wstaje z łóżka i kręci biodrami, idąc do łazienki, a jego pośladki podskakują wraz z każdym krokiem. Harry jest w stanie jedynie wpatrywać się w swoje inicjały na jego tyłku, którego właściciel zatrzaskuje właśnie drzwi
Harry postanawia przerwać swoje oszołomienie działaniami Louisa i śmieje się do siebie, gdy wstaje, by spotkać niecierpliwego chłopaka w łazience po drugiej stronie korytarza. Nadal jest nagi i stuka zestawem pierwszej pomocy o swoją małą stopę na blacie obok toalety.
- Siadaj - żąda Louisa, wskazując na toaletę, a Harry obliguje z uśmieszkiem na twarzy. Trudno jest pozwolić mu wyczyścić jego pięść, ponieważ podczas gdy ból zamienia się w tępe pulsowanie, Louis jest nadal zdecydowanie nagi i zdecydowanie stoi przed Harrym.
- Przestań gapić się na mojego kutasa, zboczeńcu. - Louis chichocze, bez jakiegokolwiek żaru w głosie
- Naprawdę chcę ci teraz obciągnąć - Harry mówi swoim chrapliwym głosem na co Louisowi utyka oddech.
- Choć brzmi to kusząco, naprawdę powinniśmy porozmawiać o twoim ataku furii sprzed chwili. - mówi nonszalancko, starając się nie myśleć o języku Harry'ego owiniętym wokół jego kutasa.
- Twój penis właśnie drgnął, chyba ciało cię zdradza.
Louis mentalnie przeklina swojego penisa.
- Harry przestań unikać pytania.- kończy owijanie knykci mężczyzny i czeka, aż zacznie się spowiadać.
- Ja po prostu. - Harry przerywa, by zebrać myśli. Czuje się wyczerpany i przytłoczony - emocje są do kitu. - Słuchaj Lou, wiesz, co do ciebie czuję, ale jest po prostu kilka rzeczy, o których nie mogę rozmawiać i to nie dlatego, że ci nie ufam, tylko dlatego, że. To dlatego, że nie wiem, jak to powiedzieć bez odstraszenia cię. Byłem spierdolony na długo przed tym, jak przyszedłeś do mojego życia, i tak długo nic nie czułem, że teraz emocje zaczynają wymykać się z mojego ciała, i po prostu nie umiem sobie z tym poradzić, okej?
Louis kiwa głową, ale wciąż nie jest szczęśliwy, że Harry się nie wytłumaczył. Chce go zrozumieć, chce poznać mężczyznę lepiej niż on sam. Nie może mu pomóc, jeśli nie wie, co jest nie tak.
- Będę tu dla ciebie, bez względu na wszystko w porządku? Czegokolwiek potrzebujesz ode mnie, jestem tutaj. - Zanim Louis kończy mówić te słowa, siada na kolanach Harry'ego, a potem zostaje obśliniony przesadnymi pocałunkami, co robi z niego gilgoczący bałagan.
Harry przerywa, aby przyciągnąć chłopaka na tyle, by spojrzeć mu w oczy.
- Dziękuję Ci. - mówi tuż przed klęknięciem z penisem Louisa w swoich ustach.
∞
- Harry, oglądałem rimming porn po próbie i zastanawiałem się, dlaczego nigdy wcześniej nie lizałeś mi tył... ka... - Louis zamarza w drzwiach sypialni, widząc zbyt znajomą twarz siedzącą na jego łóżku wraz z zastygniętym Harrym. Gdyby można było umrzeć ze wstydu, Louis byłby martwy. Gdzie jest Stan, kiedy go naprawdę potrzeba?
- Lou, twój ojciec, przyjechał dzień wcześniej. - Harry mówi przez zaciśnięte zęby, zastanawiając się, dlaczego uważał, że dobrym pomysłem byłoby zaskoczenie Louisa kolacją zamiast spotkania się z nim na próbie.
- Ja...- Żadne inne słowa nie uchodzą z ust małego chłopaka, gdy jego policzki rumienią się na jasno czerwony.
- Nie, nie, nie przerywajcie sobie ze względu na mnie. Proszę, Panie Styles nie bądź nieuprzejmy i odpowiedz na pytanie mojego syna, dlaczego nie lizałeś mu tyłka
Louis może teraz umrzeć dzięki. Naprawdę żałuje, że żyje, ponieważ Harry ma uśmieszek na twarzy i Louis wie, że to nie skończy się dobrze.
- Oczywiście, panie Tomlinson, w końcu jestem poważnym młodzieńcem. - zwraca wzrok na czerwonego Louisa. - Więc, odpowiadając na twoje pytanie Louisie, powodem musiałoby być to, że kiedy się pieprzymy, zawsze chodzi o nagłą i szybką przyjemność. Nie miałem pojęcia, że chcesz wypróbować zabawę analną, inaczej bym się zobowiązał. Zwłaszcza teraz, gdy masz na pośladku moje inicjały.
Szczęka Marka prawie uderza o podłogę podczas gdy zarumieniony i zażenowany Louis chowa się za swoimi rękami. Ale czy Harry'ego to powstrzymuje? Nie. Sięga za Louisa, i dużą dłonią uderza prawy pośladek swojego chłopaka, po czym go łapie, a następnie delikatnie pociera.
- Mhm, mógłbym cię tutaj zjeść. - Harry drwi. - Założę się, że chciałbyś, aby twój tata usłyszał, jak jęczysz, prawda? Lizałbym i...
- DOSYĆ - Mark krzyczy, a na jego twarzy widać przerażenie i całkowite obrzydzenie. Gdyby działo się to komukolwiek innemu, Louis uznałby tę sytuację za zabawną.
- Przepraszam, panie Tomlinson, byłem tylko dżentelmenem i odpowiadałem na pytanie twojego kochanego syna. Kto jest gotowy na obiad? - Harry nie czeka na odpowiedź, bezczelny dupek po prostu wychodzi z pokoju i zaczyna nakrywać do stołu.
Louis nawet nie zdawał sobie sprawy, że Harry ugotował dla nich obiad, był zbyt zajęty zakrywaniem się dłońmi, żeby spojrzeć na cokolwiek innego poza podłogą.
- Nie tylko pozwalasz temu plugastwu mnie lekceważyć, swojego własnego ojca, ale pozwalasz mu również nie szanować swojego ciała; traktując cię jak kawałek mięsa lub mienia. Nawet dałeś mu się oznaczyć jak mała suka.
Louis jest już gotowy do płaczu, ale zanim Mark decyduje się wyjść przez drzwi, odwraca się do swojego syna.
- Nie wiem już nawet, kim ty w ogóle jesteś.
Patrzy, jak jego ojciec wchodzi do kuchni, by dołączyć do Harry'ego, nim nie ukrywa twarzy w dłoniach.
Sam nie ma pojęcia, kim jest, ponieważ kilka miesięcy temu to nie byłby Louis. Kilka miesięcy temu Louis był uprzejmym człowiekiem, który był posłuszny rodzicom, grał w golfa i robił zakupy w drogich sklepach bez żadnego powodu. Był wyrzutkiem, który był zbyt surowo oceniany przez media i nadmiernie chroniony przez swoją mamę.
A teraz o to on, robi sobie tatuaż na dupie, pozwalając, aby jego chłopak był chamski wobec jego ojca, by odkrywał przed nim ich życie seksualne, i nie robi nic, aby to powstrzymać. Louis nigdy nie pomyślałby o piciu, zażywaniu narkotyków, chodzeniu do klubu, ale teraz to wszystko stało się ważną częścią jego życia.
Zajmuje się teatrem i jest na studiach, i wszystko, zwłaszcza Harry, zaczyna go stopniowo zmieniać - pozbawiając go starej tożsamości. Tożsamości, która pozostawiła go wrażliwym i nieszczęśliwym bałaganem. Louis po prostu nie wie, co teraz myśleć, wszystko, co wie, to to, że ma chłopaka i ojca, których musi trzymać od siebie z daleka i wie, że najpierw musi się uspokoić.
Tak więc drżącą ręką otwiera górną szufladę i wyciąga małą, przezroczystą torebkę ze starej skarpety, a z niej białą pigułkę, którą dał mu Niall. Wkłada ją do ust i idzie do łazienki po wodę z kranu, po czym przełyka i oblewa twarz ciepłym płynem.
Mając dość odwagi, idzie do kuchni i siada obok Harry'ego, naprzeciwko swojego ojca. Miska spaghetti z klopsikami znajduje się na środku stołu wraz z solą, pieprzem, chlebem czosnkowym i napojami.
- Dzięki Harry. - Louis mówi, brzmiąc na lekko przyduszonego, pigułka już działa, i Harry marszczy lekko brwi w zdezorientowaniu. - Tatusiu, czy możesz mi podać sól? - pyta, wpatrując się w swój talerz i zauważa, że Harry i jego ojciec jednocześnie sięgają po sól. Louis unosi pytająco brew na Harry'ego, który wzrusza ramionami i w odpowiedzi mruga do niego.
- Wierzę, że miał na myśli mnie. - Mark chrząka, podając Louisowi sól.
- Zwykła pomyłka. - Harry odpowiada, pozwalając na pokazanie się dołeczka. Pierdolonego dołeczka.
- Więc Styles, jak sobie radzi Des? Byłem z nim kilka tygodni temu na konferencji, i pokazał mi zdjęcia swojego wnuka, który jest w tym samym wieku co jego syn. Co jest zabawne, ponieważ Louis nie mówił mi, że masz brata. Nawiasem mówiąc, ma najsłodsze kręcone włosy, praktycznie mógłby być twoim bliźniakiem- lub wiesz, zastępstwem. - Mark kończy mówić z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy.
Louis natychmiast wskakuje na kolana Harry'ego, owijając ramiona i nogi wokół mężczyzny, próbując przygwoździć go do krzesła.
- Proszę, nie zabijaj mojego taty, proszę nie zabijaj mojego taty - powtarza, a Harry trzęsie się ze złości. Jego normalne zielone oczy są całkowicie ciemne i musi chwycić talię Louisa całą siłą, aby powstrzymać się od uderzania Marka, aż nie przestanie oddychać.
Harry pamięta zaledwie kilka godzin temu, kiedy Louis wyszedł na próbę, jak dzwonił do Desa i Anne i był zmuszony zostawić wiadomość głosową, ponieważ jego dwa połączenia nie zostały odebrane ani zwrócone. Jego rodzice go zastąpili, mają innego syna i go zastąpili - to oficjalne. Kilka miesięcy temu ta myśl jedynie rozśmieszyłaby go, ale teraz sprawia, że czuje się pusty, zły i nie może sobie z tym poradzić.
Musi odejść, musi walczyć, uderzyć coś, kogoś zabić, przypomnieć sobie, czemu jest Harrym pieprzonym Stylesem, i dlaczego wzbudza strach. Musi sobie przypomnieć, kim jest, kim się stał; nie musi sobie przypominać, jak mieć uczucia.
- Muszę iść. - mówi, wstając, nie dbając o to, że Louis wciąż jest wokół niego owinięty.
- Idę z tobą.
Harry kręci głową i odpycha Louisa, ale to nie ma sensu, chłopak chwyta jego ramię z całej siły i nie pozwala Harry'emu przechodzić przez to samemu.
- ODPIERDOL SIĘ – Harry krzyczy i oczy Louisa są szerokie od strachu i łez, ale się nie ruszy, więc Harry zaczyna rzucać wszystkim, co jest w zasięgu wzroku; robiąc totalny pierdolnik w mieszkaniu.
- Poważnie zamierzasz pozwolić, aby to coś zniszczyło twój dom? - Mark mówi oburzony.
- Sprowokowałeś go, jebany chuju. - Louis odkrzykuje, zwracając swoją uwagę z powrotem na Harry'ego. - Chodź Haz, chodźmy gdziekolwiek chcesz. Tylko ty i ja. Jestem tutaj.
Harry wie, że Louis jest tutaj, ale problem polega na tym, że Harry'ego tu nie ma. Nawet nie reaguje, po prostu zaczyna iść w kierunku drzwi, i Louis musi złapać portfel i klucze, zanim za nim wybiega, ignorując ostre słowa jego ojca wypowiadane do ich oddalających się pleców.
∞
Jazda samochodem jest napięta; Louis musi ściskać nogę Harry'ego całą drogę, ponieważ potrząsa nią tak mocno, że samochód zaczął również się trząść. Nikt się nie odzywa.
Louis nawet nic nie mówi, gdy podjeżdżają pod podejrzanie wyglądający opuszczony budynek otoczony samochodami; jedyne, co robi, to unosi pytająco brew, gdy Harry mocno chwyta jego mniejszą rękę.
- Z nikim nie rozmawiaj, trzymaj się z przodu, gdzie cię będę cały czas widział. Jeśli ktoś będzie zbyt brutalny lub dotkliwy, znajdź rudego, nazywa się Ed i po prostu daj mu znać, że jesteś ze mną, a Ed będzie na ciebie uważał. - Harry szepcze do ucha Louisa, prowadząc ich przez uchylone drzwi, które w każdej chwili mogą wypaść z zawiasów.
Wnętrze budynku jest znacznie większe niż się wydaje z zewnątrz. Są w nim stare i pokruszone drewniane panele, dziury pokrywające popękane ściany, i drogi Boże Louis nawet nie chce wiedzieć, co jest na suficie. To miejsce pachnie dymem, tanim alkoholem i jest pełne tandetnie wyglądającymi ludźmi, którzy krzyczą i mają dzikość w oczach.
Właśnie wtedy Louis zauważa, że na środku budynku jest ogromna klatka zapełniona dwoma mężczyznami, którzy walczą ze sobą. Średniej wielkości facet z rudymi włosami, stoi obok klatki krzycząc obsceniczne rzeczy, i Louis czuje, jak zostaje popychany silnymi dłońmi do przodu.
- Zostań tu. - mówi Harry, zanim znika w tłumie ludzi. Louis dostrzega kędzierzawe loki idące w kierunku wysokiego i atrakcyjnego młodego chłopaka o jasnobrązowych włosach i brązowych oczach. Uśmiech nieznajomego poszerza się, gdy Harry coś mu mówi, a następnie zapisuje coś w notatniku w dłoni, po czym klepie Harry'ego po plecach.
Louis nie jest pewien, co się dzieje, ale wie, że jeśli ktokolwiek może odciągnąć Harry'ego od złych decyzji to to musi być Zayn, dlatego wyciąga telefon i wysyła szybką wiadomość.
Louis: Z, Harry i ja jesteśmy w jakimś podejrzanym budynku z klatką i ludzie walczą. Harry pękł i boje się, co się stanie, jestem przed klatką, proszę przyjdź.
Louis czuje, jak jego telefon brzęczy prawie natychmiast i widzi, że Zayn wysłał w odpowiedzi tylko dwie litery „zb". (dop.tł. wymyśliłam sobie ten skrót od 'zaraz będę'...?) Z westchnieniem Louis wpatruje się w klatkę i widzi mniejszego mężczyznę lądującego na plecach po śmiertelnym ciosie w skroń. Facet nie wstaje, na twarzy ma krew, a Louis przełyka żółć w ustach po usłyszeniu jak coś trzaska, pęka i chrupie po wylądowaniu.
Kiedy facet na ziemi nie otwiera oczu, mężczyzna, który rozmawiał z Harrym, bierze mikrofon i zaczyna mówić.
- Czy ktoś jeszcze to widział? Rick jest zwycięzcą i mamy nowego czempiona! Co więcej, mamy dziś także smakołyk ... słynny Harry Styles postanowił zaszczycić nas występem i będzie walczył z nikim innym jak Rozpruwaczem... - Sapnięcia i okrzyki wypełniają widownię i kolor znika z twarzy Louisa. Imię Rozpruwacz brzmi okropnie.
- Jak wszyscy wiedzą, Harry jest niepokonany, ale przestał walczyć około miesiąca temu, łamiąc nam tym serca i portfele...
Louis ignoruje śmiech i przewraca oczami.
- Teraz, gdy pojawił się Rozpruwacz, poświęcimy kilka chwil na obstawienie zakładów z Edem na zapleczu. Nie zapomnijcie, jestem Aiden Grimshaw, wasz łaskawy gospodarz.
Usłyszenie tego nazwiska powoduje, że Louis się kuli. Spogląda na Harry'ego, któremu owijane są dłonie w przygotowaniach do walki, a potem odwraca się w lewo, i zauważa potężnego faceta, który musi być Rozpruwaczem.
Bardziej niż cokolwiek innego Louis chce podbiec do Harry'ego i błagać go, aby nie walczył, ale coś głęboko w środku mówi Louisowi, że mężczyzna tego potrzebuje.
I to prawda, Harry potrzebuje walczyć. Musi poczuć, jak życie ucieka z ludzkiego ciała z powodu jego rąk. Musi uciec w ciemność, aby uniknąć życia i nieuchronnej prawdy, że jego rodzice go zastąpili. Jego rodzice nie potrzebują go tak samo mocno, jak on nie potrzebuje ich, ta wiedza, boli jego wnętrze.
Boli bardziej, niż jest skłonny przyznać, ponieważ nie jest pewien, jak sobie poradzić z poczuciem zranienia; on po prostu nie wie co to znaczy. Ból fizyczny jest w porządku i bardziej niż mile widziany w jego życiu, ale ból emocjonalny? Emocje są tym, co zabija ludzi, emocje osłabiają ludzkie ciało, emocje są czymś, czego Harry był pozbawiony całe życie, więc dlaczego teraz?
Musi uciec od bólu emocjonalnego, przekładając go na kogoś innego. Nie może teraz patrzeć na Louisa, nie chce widzieć przestraszonego i zranionego spojrzenia na twarzy swojego kochanka, więc zamiast tego patrzy przed siebie. Czeka, aż Aiden otworzy klatkę, i wchodzi do środka, stojąc przed niepokonanym Rozpruwaczem.
Facet jest ogromny, ma blizny i tatuaże na całym ciele, ale Harry nie pozwala sobie na wzdrygnięcie. Nie chce dać się zwieść bestii stojącego przed nim mężczyzny, ponieważ Harry walczył z gorszymi.
Odtrąca myśli dręczące jego umysł, rolując ramionami i zdejmując koszulkę z ciała; podrzucając ją Louisowi, który łapie jego spojrzenie i posyła zachęcający uśmiech; taki, który nie wygląda na tak wymuszony, jak Harry by się spodziewał.
A uśmiech nie jest wymuszony, ponieważ Louis rozumie, że Harry tego potrzebuje; nie wie, dlaczego, ale całkowicie ufa Harry'emu i wesprze mężczyznę we wszystkim, co robi. Tak jak obiecał zaledwie kilka godzin wcześniej. Chce, żeby Harry się otworzył i pokazał mu więcej, a teraz on spełnia jego życzenie, więc bez chwili namysłu krzyczy wraz z tłumem.
- Dawaj Hazza !!! - Łapie dzikie, ale zaskoczone spojrzenie Harry'ego i rzuca mu prawdziwy uśmiech z kciukami do góry. Właśnie wtedy, gdy dzwoni tani dzwonek, Harry podnosi w odpowiedzi kciuka w górę i niespodziewanie uderza prosto w szczękę przeciwnika.
Słychać w tłumie trzask kości, ale Harry dopiero zaczyna; jego adrenalina pompuje i mężczyzna skacze lekko od stóp do stóp, tylko czekając, aż Rozpruwacz wstanie i go uderzy. Harry chce wyzwania, chce zostać trafiony, chce udowodnić, że jest najlepszy, robiąc zajebiste kurwa show.
Zbyt łatwo byłoby kopnąć leżącego; Harry wolałby zaczekać, aż mężczyzna zacznie się wiercić i błagać o poddanie, nim się rzuci. Właśnie to robi Harry. Czeka, aż Rozpruwacz się prostuje i ląduje potężny cios w prawą stronę jego żeber, pozostawiając Harry'ego potykającego się i ledwo odzyskującego równowagę.
Strząsa loki z twarzy i uśmiecha się delikatnie po usłyszeniu, jak Lou intonuje mantrę jego imienia, i duma puchnie mu w brzuchu. Dziwnie, a jednocześnie dobrze, jest wiedzieć, że Louis go wspiera bez względu na wszystko i teraz, on chce wygrać dla Louisa. Chce pokazać Louisowi, że zwalczy każdego człowieka i ochroni go przed wszystkim, zwłaszcza jeśli tym czymś jest jego ojciec Mark.
W głębi Louis wie, że to właśnie robi Harry. To trochę jak zabawa, sposób w jaki Harry walczy, ponieważ on wystawia przedstawienie. Każde uderzenie, każde kopnięcie jego długich, ale potężnych nóg, opowiada inną historię, i Louis czuje jak się zatracona w transie, w jakim jest Harry. Sposób, w jaki nie okazywał facetowi litości, ale wciąż czekał, aż wstanie, po czym zadawał kolejny cios w policzek, oko, żebro lub jakiekolwiek inne otwarte miejsce na atak.
- Wykończ go Haz!!! - Louis krzyczy wśród tłumu i jest tak pochłonięty szumem walki, że nie zauważa, jak ramiona obejmują go w pasie od tyłu. Już ma krzyczeć, nim odwraca się i zauważa uśmiechniętego Zayna, opierającego głowę na jego ramieniu, patrząc na Louisa z lekkim rozbawieniem.
- Nie wziąłbym cię za kogoś kto będzie się tak ekscytować walką. - mówi, wciąż wyglądając na rozbawionego; przeniósł oczy, by zobaczyć, jak Harry ląduje kopnięcie za kopnięciem w bok Rozpruwacza.
- Co mogę powiedzieć, facet jest niezły. Lubię go takiego widzieć; w swoim żywiole. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby Harry wyglądał na tak szczęśliwego, tak spokojnego. - Louis zaskakuje samego siebie, mówiąc to z rozczuleniem na twarzy, a Zayn nie pozwala by to mu umknęło.
- Tak, nigdy tak naprawdę nie boksował, nim nie poznał Liama, a potem się w tym zakochał. Mieszane sztuki walki wkrótce stały się jego sposobem wyrażania gniewu, zatracał się w dobrej walce i pozwalał adrenalinie przejąć swoje ciało jak jakiś narkotyk.
Louis kiwa głową, dając Zaynowi do zrozumienia, że całkowicie to rozumie.
- Czemu miał nawrót? - Zayn pyta po kilku chwilach ciszy, Louis wzdycha przed odpowiedzią.
- Szczerze mówiąc, nie wiem a raczej nie jestem pewien. Mój tata przyjechał wcześniej, no i on i Harry zawzięli się na siebie, i Harry trochę skompromitował mojego tatę, więc on się zemścił, mówiąc mu, że jego rodzice mają nowego syna, który ma jakieś dwa, trzy lata chyba. Nie miałem pojęcia, że mój tata znał rodzinę Harry'ego, ale Harry'emu trochę odjebało i no, wtedy napisałem.
Zayn mruczy w odpowiedzi.
Zayn i Harry od dawna są najlepszymi kumplami i wiedzą o sobie wszystko, aż po każdy ostatni seks i jego pozycjach. Można więc spokojnie powiedzieć, że Zayn wie, kim Harry jest wewnątrz i na zewnątrz, i wie, że nigdy nie wyraził żalu na temat tego jak bardzo zranił swoich rodziców zostawiając ich.
Do diabła, rok temu śmiał się na myśl, że jego rodzice go zastąpili, ale teraz, kiedy Louis był w jego życiu, zauważył niewielką zmianę w starszym chłopaku. Zayn może jedynie zgadywać, że Harry wcale nie radzi sobie zbyt dobrze z tą zmianą. Może Louis jest dla niego dobry... ale widząc, jak bardzo jest pochłonięty walką i zachęca go do bicia już nieprzytomnego mężczyzny, Zayn nie może przestać się zastanawiać, czy Harry jest dobry dla Louisa.
Może Liam ma rację.
- W porządku Styles, myślę, że wszyscy mogą się zgodzić, że Rozpruwacz padł. - Głos Aidena woła i Harry zatrzymuje uderzenie w powietrzu; jego pięść ociekająca obcą krwią, a oczy dzikie od szumu walki. Czuje się dobrze, znów czuje się sobą, czuje się wolny.
Odwraca się i podnosi zwycięsko obie ręce nad głowę, zwracając wzrok ku Louisowi, który kibicuje wraz z tłumem krzycząc „to mój Hazza", co sprawia, że zadowolony uśmieszek na twarzy mężczyzny zmienia się w taki bezczelny i pełen dumy. Lekko wypina pierś i wychodzi z klatki, nie zawracając sobie głowy odwróceniem się.
Ludzie podbiegają do niego, pocierają jego klatkę piersiową i chwytają za włosy, ale liczy się tylko jedna osoba i jest nią Louis, który ciągnie z sobą chętnego Zayna w kierunku Harry'ego i Aidena, którzy teraz stoją pod ścianą.
- To było niesamowite. - Louis wybucha. - Jak lepsza wersja Fight Club. - spieszy, pozwalając swoim małym rękom owinąć się wokół spoconej szyi Harry'ego i mokrym wargom pocałować te zakrwawione.
Harry chwyta w odpowiedzi talię Louisa, pogłębiając pocałunek większą ilością języka i pozwalając dłoniom wędrować po jego tyłku, od którego stał się uzależniony.
- Przepraszam, że przeszkadzam.- Głos przeszkadza im z tyłu, i Harry odsuwa się z lekkim dąsem na twarzy, aby zobaczyć dwóch rozbawionych cockblockerów gapiących się na nich.
- Czego - Louis mówi, zanim Harry zdąży wypowiedzieć słowo.
- Jestem Aiden, a ty to pewnie Louis, jak przypuszczam? Wieści szybko się rozchodzą, a najwyraźniej plotka głosi, że Harry ma jakiegoś uroczego twinka, którego trzyma tylko dla siebie. - Aiden mruga do Louisa, i Louis marszczy brwi w odpowiedzi, nie zawracając sobie głowy odpowiedzią.
- Zayn jestem nabuzowany, chodźmy do jakiegoś klubu, aby Haz mógł świętować swoją wygraną. - Louis zwraca swoją uwagę na mężczyznę, całkowicie lekceważąc Aidena, którego uśmiech jedynie rośnie z tego powodu.
- Zatem chodźmy. - Zayn odpowiada wzruszając ramionami. Harry kładzie kolejny pocałunek na ustach Louisa, po czym obejmuje zaborczą rękę wokół jego talii.
- Być może wkrótce wrócę, Aiden, dziękuję, że pozwoliłeś mi zawalczyć tak niespodziewanie - mówi Harry, poświęcając połowę swojej uwagi Aidenowi.
- Żaden problem Styles, dzięki tobie jestem bardzo bogatym mężczyzną. Jeśli kiedykolwiek zmęczysz się swoim chłopaczkiem, daj mi znać. - Harry warczy w odpowiedzi, a Louis posyła mu swój słynny bitch face przed odejściem; przeciskając się przez tłum i wsiadając do samochodu.
∞
Jazda samochodem wcale nie jest napięta, Louis wrze, w połowie od tabletek, a w połowie z dumy z Harry'ego, więc jest bardziej niż chętny, by znowu obciągnąć Harry'emu w czasie jazdy. Harry jedzie pod klub, ignorując pytania Zayna po drodze, dlaczego ciągle zbaczał z pasu, ale kiedy Louis ociera usta wierzchem dłoni, na twarzy ciemnowłosego pojawia się szeroki uśmiech.
- Ach, powinienem był wiedzieć. Dasz radę bezpiecznie iść, czy potrzebujesz chwili, aby odzyskać czucie w nogach? - Zayn droczy się, klepiąc Harry'ego po plecach. Harry tylko gapi się w odpowiedzi, ale Louis wciąż uśmiecha się jak wariat, uwielbiając fakt, że mogą wejść do klubu bez czekania.
To jeden z tych silent klubów, w których każdy otrzymuje parę słuchawek i indywidualnie słucha muzyki. Wszyscy wkładają słuchawki i zaczynają manewrować przez tłum, szukając drogi do schodów, aby przejść do V.I.P.
Salon V.I.P jest pomalowany na ciemnoniebiesko z fioletowymi zasłonami i czarnymi zamszowymi kanapami wyściełającymi ściany. Przy każdym stole są bongi i wiadra szampana, a znajomy irlandzki głos wzywa ich do tyłu, gdzie siedzi pozostała dwójka chłopaków.
Ich stół jest pokryty piwem, przypadkowym alkoholem, bongiem i trzema jointami. Kiedy Harry szadza Louisa na swoich kolanach i bierze bucha trawki, Louis sięga po małą niebieską pigułkę na stole, nie odważając się zapytać, co to jest - po prostu chce się uwolnić. Postanawia popić pigułkę wodą, nie będąc chętnym na potężnego kaca i kładzie głowę na ramieniu Harry'ego, aby się zrelaksować.
- Zayn powiedział nam, że się biłeś, chcesz o tym porozmawiać? - pyta Liam, wiedząc, że Harry nie walczył od miesięcy. Mężczyzna bierze szota wódki, czekając na odpowiedź.
- Raczej nie, nie teraz. - wzrusza ramionami, a Liam odpuszcza. Rzuca zaniepokojone spojrzenie na Louisa, który również wzrusza ramionami, a potem zaczyna śmiać się z absolutnie niczego, próbując ukryć twarz w kołnierzu Harry'ego.
- O Boże, co on wziął? - Zayn pyta między wybuchami śmiechu.
- Kurwa, gdybym wiedział, nie jestem nawet pewien, dlaczego są niebieskie, szczerze mówiąc. - Niall mówi ze zmieszaniem w głosie: Harry pierwszy parska śmiechem i wszyscy do niego dołączają i jest przyjemnie.
Później tej nocy dziewczyny dołączają do stołu, drinki są rozdawane, wszyscy palą i dobrze się bawią, a Louis czuje się spokojnie w ramionach Harry'ego. Czuje, że tu właśnie należy i nawet jeśli się zmienia, z powodu Harry'ego, to może zmienia się w to, kim chce być, a nie w to, kim powinien być.
Harry również czuje się jak w domu. Jego umysł wciąż jest nękany Markiem i jego własnymi rodzicami, ale przynajmniej na razie jego uczucia są trzymane w ryzach. Na razie jest zadowolony, ponieważ Louis zobaczył, jak sprał człowieka do nieprzytomności, a jednak, wciąż nie uciekł. Louis w pełni akceptuje Harry'ego, a Harry prawie współczuje małemu chłopcu w swoich ramionach, ponieważ wie, że z pełną akceptacją przychodzi fakt, że Louis jest w tym na całe życie. Nie ma powrotu.
Rozdział 12 ✈














