Od śmierci Franjo Tudjmana w 1999 roku chorwacka prawica nie ma szczęścia do liderów.
Ivo Sanader stanął na czele Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ) w 2000 roku i nadał tej nacjonalistycznej dotąd partii umiarkowane konserwatywne oblicze. Wraz ze swoim ugrupowaniem dwukrotnie wygrał wybory, przez ponad 5 lat był premierem, jako szef rządu zbliżył Chorwację do UE, stając się przy tym jednym z najpopularniejszych polityków w kraju.
Nieoczekiwanie na początku 2009 roku podał się do dymisji i ogłosił odejście z polityki, nie podając powodów swojej decyzji. Rok później, po nieudanej próbie powrotu, został wyrzucony z partii, a oskarżenia o korupcję zaczęły na niego spadać jedno za drugim. Dziś odbywa 10-letni wyrok w więzieniu pod Zagrzebiem.
Na stanowisku szefa partii i rządu Sanadera zastąpiła Jadranka Kosor. Nie sposób odmówić jej pewnych sukcesów. Dogadała się ze Słowenią, podpisała z UE traktat akcesyjny, no i przede wszystkim ona właśnie rozpętała antykorupcyjną kampanię, której najwyżej postawioną ofiarą stał się jej poprzednik.
Kosor przegrywa jednak wybory parlamentarne w 2011 roku (Chorwacją od kilkunastu miesięcy rządzi lewica), przegrywa następnie wybory na przewodniczącego HDZ. Zaczyna krytykować nowego lidera, Tomislava Karamarko, m.in. za powrót do nacjonalistycznej retoryki. Ale Europa Wschodnia to nie jest miejsce na bezkarną krytykę liderów partyjnych. Kosor zostaje również wyrzucona z partii. Kilka dni temu partyjny sąd drugiej instancji utrzymał w mocy tę decyzję. Jadranka pozostanie parlamentarzystką niezależną.