Muzyka Jest Nudna
"Musisz odwrócić uwagę ludzi od tego, że robisz muzykę, oni mają w dupie muzykę, nawet jeśli jest ona świetna. Już dawno się tym znudzili. Musisz sobie wymyślić jakąś banię do której Twoja muza będzie nienachalnym dodatkiem i wtedy może ją docenią."
To są słowa pewnego mojego dobrego kumpla*, który jest muzykiem a oprócz tego, bardzo mądrym człowiekiem. Żyje z tego i dobrze mu idzie bo rozumie rzeczy i jest ogarnięty. Zatkało mnie na moment, wtedy, kiedy mi to powiedział, na chwilę oniemiałem, zacząłem mocno myśleć, po czym... stwierdziłem, że ma, kurwa, absolutną rację i dawno nie słyszałem czegoś tak prawdziwego. Aż było mi głupio, że sam tego nie zauważyłem. I teraz nie będziemy się bawić tak, że ja Wam podam garść argumentów popartych przykładami a Wy będziecie sobie w myślach z tym polemizować, nie, nie. Sami się rozejrzyjcie dookoła, zobaczcie z jakim zainteresowaniem spotyka się muzyka sama w sobie, ile uwagi poświęca lud innym zjawiskom społecznym a potem, na koniec, zacznijcie odnajdywać przykłady muzy, która, owszem, zwróciła na siebie uwagę, ale do ludzi dotarła z powodów zupełnie pozamuzycznych. Do tych zaliczyć można prawie wszystko, co budzi człowieka z letargu przy biurku: najbardziej wyalfonszone live action video od dawna (z zajebistym soundtrackiem), miażdżący efekt komediowy (który mimo wszystko potem się nuci), czy też jakiś skill, typu żonglująca foka w cyrku lub kreatywna interpretacja czegoś znanego zagrana w szalenie interesujący sposób na czymś co nie służy do grania nań.W tym miejscu, jeśli zaczyna jeden z drugim podejrzewać, że, jak to się teraz mówi przy każdej możliwej okazji, mam "ból dupy", ponieważ nie idzie mi z moją muzą tak dobrze jak bym chciał i złoszczę się za to na świat, który się zmienia, a ja za nim nie nadążam... jeśli tak pomyślałeś to zdałeś test na bycie bachorem, masz moje pozwolenie, żeby dalej już nie czytać i spierdalać z powrotem do internetów oglądać koty, bo to jest tekst dla dorosłych.
Osobiście mam wrażenie, że kiedy czasem otwieram w rozmowie ze znajomymi wątek stricte muzyczny, to jeśli się nachylę, usłyszę wiatr w ich głowach i jak pracują ich mózgi kiedy oni próbują nie ziewać. Nawet z niektórymi osobami, z którymi wciąż gram w zespole, mam wrażenie, że nigdy już nie pogadam o muzyce z taką pasją jak kiedyś, bo ten płomień już dawno się wypalił, dźwięki to już tylko dźwięki, słucha się ich żeby się milej pracowało - byle by nie hałasowało, nie było zbyt niepokojące, nie burzyło atmosfery imprezy, pracy, jazdy samochodem, whateva. Kiedy natomiast zdarzy mi się odlecieć za daleko w kosmos i zacznę mówić o tym jak to ostatnio kupuję płyty, ściągam vinyl-ripy, nie słucham mp3 i jaką mam z tego frajdę, zapada taki rodzaj ciszy, który zwykle ma miejsce kiedy wyjedzie się się w biurze z niesmacznym dowcipem, który nie siada. Wszyscy patrzą w milczeniu w ziemię, człowiek czuje się jak idiota, aż w końcu ktoś przerywa ciszę pytając kto już widział trzeci sezon House of Cards. Smuteczek.
Pod postami na fejsie odkryjmuzyke.com widzę zwykle jak przetaczają się pustynne chwasty, o ile ja lub jakiś inny zboczeniec nie zareaguje otępiałym lajkiem, czasem komentarzem (znowu ja). I tu się wytwarza między mną a autorem tego bloga jakaś taka swoista symbioza glona z grzybem na skalistym górskim zboczu - on wspiera mnie a ja jego i jakoś się żyje. :-D
Moja osobista muzyka bowiem, póki co pozbawiona jest tego efektu o którym była mowa na początku - nie robi nic poza tym, że gra, z zamiarem wywołania emocji. Nie próbuje przy tym nawet stworzyć iluzji przecierania nowych szlaków. I dlatego też, od najbliższych przyjaciół, którym udostępniłem fragmenty solowego materiału, póki co usłyszałem, że jest "spoko", że posłuchali, że "bardzo fajne, ale rzeczywiście smutne", czyli ogólnie robię furorę i nie mogę się doczekać kiedy wydam tą płytę nad którą pracuję cztery lata. :-D
Dlaczego więc jeszcze tego jakoś nie ubarwiłem? No, nie wiem. Może dlatego, że znam takich ludzi, którzy desperacko usiłują zachęcić ludzi do słuchania swojej muzy i z każdym ich kolejnym promocyjnym posunięciem ja nabieram do tego coraz większego dystansu, bo tracę wiarę w muzykę, kiedy widzę, że więcej energii wkłada się w sesje zdjęciowe niż w pisanie materiału. Może dlatego, że nie mam pomysłu jak połączyć swoją muzykę z czymś, co będzie autentyczne, moje, osobiste, prawdziwe. Może dlatego, że jak wkładam do odtwarzacza płytę, która ma ponad godzinę, składa się tylko z dźwięku, oprawy graficznej i jest po prostu spójna i wzruszająca, to mi to wystarcza. Wciąż czasem miewam łzy w oczach kiedy zakładam słuchawki. I dla Ciebie potem robię muzykę, licząc na to, że i Ciebie wzruszę, nie machając Ci przy tym kluczami nad buzią jak niemowlęciu.
Już niedługo solowa płyta, kochani. Ponad godzina materiału, w który przez ostatnie cztery lata włożyłem całego siebie. Mi to wciąż daje radość i jest powodem dla którego rano wstaję rano z wyra. Muzyka wciąż mi wystarcza.
d'
Ps. Wbijajcie na kanał, na nim zaś doświadczajcie rzeczy i kibicujcie.
* Cytuję mniej więcej, bo przecież nie nagrywałem, ale ta rozmowa zrobiła na mnie takie wrażenie, że raczej zapamiętałem dobrze i istnieje dużą szansa, że parafrazuję wiernie.
















