Jan Hartman:
Pluralizm dosięgnął niepokornych, jak jakaś liberalna zaraza. W osobliwym „wydaniu specjalnym” czasopisma „Do rzeczy”, zatytułowanym „Ludzie”, wielkie piszą dziwy. Redaktor Cenckiewicz pewną kreską szkicuje żywot „kombinatora z Lenia Wielkiego”, znanego jako Lech W. Ów zabijaka i pijaczyna rozbijał się na motorze po okolicznych wsiach, bałamucąc i porzucając panny, a dla lepszego efektu zrobił sobie własnoręcznie fajną spluwę i założył bajeranckie ciemne bryle.
Jak już za dużo nabroił, to i musiał ze wsi uciekać. Z braku lepszego zajęcia został regularnym esbeckim kapusiem w Stoczni Gdańskiej, donoszącym na kolegów z niespotykaną wprost gorliwością. Czerwoni mieli go w garści i nadal mają. Nikoś Dyzma przy tej historii wysiada w przedbiegach!
Cały wpis na blogu Loose Blues na POLITYKA.PL!
















